Trener Chwalińskiej oburzony. "To nieprawda. Nie zgadzam się"
Jaroslav Machovsky, czeski trener Mai Chwalińskiej wrócił do przegranego finału Roland Garros. - Brakowało energii, nogi już nie nadążały - przyznał wprost i wskazał spotkanie, które niemal całkowicie wyczerpało akumulator Polki. Machovsky w rozmowie z Interią powiedział, skąd wziął się niespodziewany sukces Mai, co myśli o nazywaniu jej tenisa "old schoolowym". Mówi, co Maja musi zrobić, żeby być lepszą tenisistką i jak to będzie ze startem Chwalińskiej w Wimbledonie.

Dariusz Ostafiński, Interia: Pewnie wiele osób już pana o to pytało, ale muszę raz jeszcze. Spodziewał się pan finału Roland Garros i tego, że po powrocie do Polski będą was witały tłumy?
Jaroslav Machovsky, trener Mai Chwalińskiej: Trudno było oczekiwać, że tak się to skończy. Mogę powiedzieć jedno: wierzyłem w dobry tenis. Nie chcę mówić, że obstawiałem finał, bo w sporcie nigdy nie można być niczego pewnym na sto procent. Można się dobrze przygotować, a i tak nie ma się żadnej gwarancji.
Czyli?
- Jechaliśmy wygrać cały turniej, a nie jeden mecz. Wyszło pięknie.
"Brakowało jej energii". Trener Machovsky wraca do finału Roland Garros
Na końcu znalazła się ta większa i mocniejsza rywalka, przed którą eksperci cały czas przestrzegali.
- Trzeba spojrzeć na to wszystko realnie. Ciężko było po tym wszystkim oczekiwać wygranego finału. Ten turniej kosztował Maję dużo sił. Grała trzy mecze więcej niż rywalka. Brakowało jej energii. Ona chciała, ale nogi już nie nadążały. Poza tym Mirra Andriejewa to jest bardzo dobra zawodniczka. Maja chcąc z nią rywalizować, musiałaby grać swój najlepszy tenis i dołożyć energię, której już nie miała. Czy wygrałaby, gdyby miała to wszystko? Nie wiem. Na pewno miałaby dużo większe szanse.
Maję fizycznie wyczerpał mecz ze Sznajder. Niektórzy nazwali to spotkanie "wojną na wyniszczenie".
- Dla mnie to był super mecz, w którym Maja bardzo dobrze i bardzo mądrze grała. Obie zawodniczki bardzo się starały. Tam były bardzo długie wymiany. One do pewnego momentu szły równo. Jeśli do tego dodamy upał i wszystkie wymagania związane z rywalizacją w takim meczu, to wychodzi na to, że tam energii z akumulatora uciekło najwięcej. I to akurat tuż przed samym finałem.
Trener Machovsky oburzony tym stwierdzeniem
Ludzie mówią, że Maja gra tenis "old schoolowy", jakiego już dzisiaj się nie gra. Wiemy, że grając tak, można awansować do finału Roland Garros. A czy można zrobić coś więcej?
- Ja w ogóle nie zgadzam się z tym, że to jakiś "old school". To nieprawda. Tenis jest grą, gdzie każdy ma swój sposób na pokonanie rywala. Jeden bije mocno, drugi słabiej, ale ma inne atuty. Maja gra bez siły i mocy, ale ma dużo mądrości i bazę w postaci dobrego przygotowania fizycznego.
Najtrudniejszy mecz w Paryżu?
- Ostatni w kwalifikacjach. Najbardziej wyczerpujący psychicznie, bo Maja czuła, że ta wygrana dużo waży i dużo znaczy. Wiedziała, że jak przegra, to cała praca i wygranie dwóch wcześniejszych spotkań pójdzie na marne. A w głównej fazie, to już nie było łatwych spotkań. Trudne było to z Sakkari, a potem ze Sznajder.
Maja miała w tych meczach kamienną twarz, na której nie było widać cienia emocji. Myśli pan, że to działało na rywalki?
- Nie wiem. Wiem tylko, że ona była skupiona na tym, żeby grać swój najlepszy tenis. Taki jest jej styl grania, ta kamienna twarz do tego pasuje.
Dlatego Chwalińska okazała się rewelacją Roland Garros
Jednak nie z tego powodu stała się rewelacją French Open?
- Nie. Już od jakiegoś czasu grała dobrze. Ja to widziałem na treningach. Czułem, że jest podstawa, by to wreszcie się na coś przełożyło. Czułem, że potrzebuje przełomu, wygranej. I wtedy przytrafił się ten turniej WTA 125, gdzie ograła bardzo dobre zawodniczki i wygrała. Jechała na Roland Garros z taką większą pewnością siebie. Okazało się, że tego jej brakowało. Tenis jest specyficzny, czasem ważne są detale.
Jak ten, że eksperci nie widzą dla Mai większych szans na trawie. Może nie wszyscy, ale duża ich część.
- Nie zgadzam się. Myślę, że Maja już raz pokazała w Wimbledonie, że trawa nie stanowi dla niej problemu. W kwalifikacjach ograła bardzo mocną Vandeweghe, a w pierwszej rundzie Siniakovą. Skończyło się na drugiej rundzie, ale wtedy Maja nie była tak dobrze przygotowana fizycznie, jak teraz. Wtedy jej brakowało, a przy jej parametrach musi dołożyć trochę więcej tej fizyki.
Teraz jest lepsza fizycznie, ale rozumiem, że w tym elemencie wciąż tkwią rezerwy.
- Nad tym pracujemy. To plus wygrane mecze, to coś, co ją napędza. Roland Garros pokazał, że duża intensywność grania już jej nie przeszkadza, przyzwyczaiła się do tego. Jeśli dalej będzie dokładać taką normalną pracę, to za chwilę otworzy sobie kolejne drzwi.
À propos tego przygotowania, to może więcej basenu. Ponoć u czeskich tenisistów to podstawa.
- Maja mało pływa, za mało. Można w tym względzie coś dodać. Jest jednak Maciej Ryszczuk, trener przygotowania fizycznego, który robi to dobrze, więc zdajmy się na niego.
Co się stało z talizmanem Chwalińskiej? Trener wyjaśnia
Dlaczego w finale nie miał pan tej szczęśliwej czapki na głowie?
- Była, ale nie na głowie. Miałem ją schowaną w torbie. W półfinale też była w torbie, a Maja wygrała, więc sądziłem, że może być tak dalej. Teraz widzę, że mogłem ją założyć.
Czapka chyba już nie będzie potrzebna. Maja zarobiła duże pieniądze i jeśli dobrze zainwestuje je w swój rozwój, to otworzy te kolejne drzwi.
- Na pewno usiądziemy i pogadamy o tym. Pieniądze otwierają nowe możliwości, ale trzeba to zaplanować tak, żeby to faktycznie miało przełożenie na wyniki. Ten sztab, który jest obecnie, nie wymaga według mnie zmiany. Można pomyśleć o dodatkowy fizjoterapeucie, ale to się jeszcze zobaczy.
Jakby teraz Maja miała się przedzierać przez kwalifikacje Wimbledonu, to będzie wystarczająco wypoczęta? Pytamy, mając w pamięci jej kruchą konstrukcję i trudną przeszłość, gdzie te kontuzje, czy urazy przeciążeniowe wybijały ją z rytmu.
- Zobaczymy, jak to z tym Wimbledonem będzie. Jak zapadnie decyzja, na co może liczyć Maja, to zrobimy plany. Natomiast mamy z tyłu głowy to, że Maja potrzebuje przerw. Pojawiły się już w trakcie Roland Garros. Cały czas mieliśmy na uwadze to, żeby Maja miała jak najwięcej siły na dobre granie. Jak tylko mocniej czuła przywodziciele, to natychmiast odpuszczaliśmy. Można by powiedzieć, że ten uraz mamy pod kontrolą.










![Polski mur zatrzymał Amerykanów. Najlepsze bloki z meczu USA – Polska [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2IUYTB4LNJR7-C401.webp)

