Reklama

Reklama

Tomaszewski: Agnieszka nie jest drugą rakietą świata

Znany dziennikarz sportowy Bohdan Tomaszewski uważa, że Agnieszka Radwańska ma szansę na dobry wynik w US Open. Dodał jednak, iż krakowianka to solidna tenisistka, ale jej druga pozycja w rankingu jest za wysoka w stosunku do umiejętności.

Joanna Seliga: W pierwszej rundzie US Open Agnieszka Radwańska pewnie pokonała rywalkę z Rosji. To chyba dobry prognostyk?

Bohdan Tomaszewski: - Agnieszka miała ostatnio bardzo zły okres, nie tylko na olimpiadzie. Wysoko przegrywała z Chinką Na Li. Jednak wydaje mi się, że coś się w niej obudzi i w US Open zagra lepiej.

Reklama

Co musi zmienić w swojej grze, aby osiągnąć sukces?

- Tenis Radwańskiej to nie geniusz na miarę Steffi Graf lub Martiny Navratilovej. Jest on po prostu solidny, mądry i skuteczny. Jeśli jednak go nie wzbogaci, to może co najwyżej utrzymać miejsce w pierwszej dziesiątce. Jej druga pozycja na świecie to dla nas niezwykła przyjemność, ale jest za wysoka. Agnieszka nie jest drugą rakietą świata. Pierwsza dziesiątka to wystarczająco dużo. Nie przesadzajmy.

Jak ocenia pan jej szanse w tym turnieju?

- Może zobaczymy ją w ćwierćfinale lub półfinale. Sprawiłaby nam tym wielką radość, ale bądźmy ostrożni.

Jej siostra pożegnała się już z US Open.

- Urszula bardzo dotkliwie przegrała z utalentowaną Robertą Vinci, której karierę śledzę już od paru lat. Włoszka preferuje ofensywny, piękny dla oka tenis. Gra Urszuli w pewnym stopniu podoba mi się bardziej niż Agnieszki. Technika młodszej z sióstr nie jest skrystalizowana, widać w niej braki. Mimo to w postawie młodszej z krakowianek jest więcej polotu. Siostry prezentują inny tenis, mają też różne charaktery.

Zawód sprawiła para Fyrstenberg, Matkowski. Co może być tego przyczyną?

- Wydaje mi się, że nasza para osiągnęła tak wiele, że już się trochę wypaliła. Ci chłopcy najlepsze lata i największe sukcesy mają już raczej za sobą. Byli nawet raz w finale US Open! Ich dyspozycja idzie jednak w dół. Wszystko, co mieli zrobić na korcie, już chyba zrobili. Chociaż życzę im, aby pokusili się o jakąś niespodziankę.

Honoru polskiego debla bronił będzie Łukasz Kubot. Poradzi sobie?

- Tenis Łukasza jest interesujący. Charakteryzuje się ofensywą i odwagą. Kubot jest jednak pechowcem. Ileż on przegrał wygranych meczów! Szczęście odgrywa w sporcie ogromną rolę. Jeśli tylko opuści go pech, być może doczeka się lepszych rezultatów.

Turnieju nie zawojował też Jerzy Janowicz. Jak pan widzi jego przyszłość?

- Serwis, forhend - to mocne strony tego utalentowanego gracza. Co ważne, Jerzy jest pewny siebie. Nie utrwalił jeszcze jednak swojej gry. Musi wytrenować przerzut, wyćwiczyć sobie regularność. Momentami prezentuje się efektownie, ale to wszystko jest niestabilne. Na razie pozostaje talentem. Reszta zależeć będzie od jego charakteru.

Kto jest pana faworytem w US Open?

- Kocham grę Rogera Federera. Zawsze boję się jego przeciwnika, Novaka Djokovicia. Moim zdaniem to Serb ma największe szanse na triumf. Osobiście jednak chciałbym, aby to szwajcarski artysta jeszcze raz zwyciężył, ale to chyba niemożliwe.

Wśród kobiet wysokie notowania ma Serena Williams.

- Serena jest imponująca, jej "żywotność" jest niesamowita. Myślałem, że wcześniej zakończy karierę. W odwodzie znajduje się jeszcze kilka tenisistek. Lubię Australijkę Samanthę Stosur. Ale czy wygra - nie wiem.

Czym powinien się cechować tenisowy zwycięzca?

- Tenis to nie tylko artyzm gry, to też matematyka. Cudów nie ma - trzeba wygrywać najważniejsze punkty, należy bronić setboli i meczboli. Triumfator US Open musi łączyć w sobie kilka przeciwstawnych cech. Powinien mieć polot, ale nieodzowne jest także wyrachowanie w liczeniu punktów. Poza tym taki gracz musi być w środku dżentelmenem. Jeśli zawodnik umie pięknie przegrywać, będzie też potrafił wspaniale zwyciężać.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje