Tie-break zwieńczył mecz Majchrzaka. 112 minut walki z turniejową "2" w Londynie
Jeszcze dwa dni temu Kamil Majchrzak celebrował zdobycie największego tytułu w karierze, podczas turnieju ATP 250 w 's-Hertogenbosch, a już dziś przyszedł czas na kolejny pojedynek z udziałem 30-latka. Rywalem naszego reprezentanta w pierwszej rundzie imprezy rangi "500" w londyńskim Queen's Club był rozstawiony z "2" Jiri Lehecka. Po zaciętym spotkaniu lepszy okazał się Czech, wygrywając 7:5, 7:6(4). Oto co się wydarzyło w Wielkiej Brytanii.

W niedzielę Kamil Majchrzak przypieczętował spektakularny triumf podczas turnieju ATP 250 w 's-Hertogenbosch. Na drodze do tytułu nasz reprezentant pokonał trzech najwyżej rozstawionych tenisistów, w dodatku należących do czołowej dziesiątki rankingu. Wygrywając z Alexem de Minaurem po tie-breaku trzeciego seta, 30-latek sięgnął po pierwsze w karierze trofeum w głównym cyklu męskich rozgrywek. Jakby tego było mało, od wczoraj debiutuje w TOP 50 zestawienia, plasując się na 47. pozycji.
Mimo intensywnych rozgrywek w Holandii, Majchrzak zdecydował się na start w turnieju ATP 500 na kortach w londyńskim Queen's Club. Kamil został nagrodzony przez organizatorów specjalną przepustką do głównej drabinki ze względu na świetny występ w 's-Hertogenbosch. Jego ranking sprzed kilku tygodni nie pozwalał na bezpośrednią kwalifikację, musiałby grać w eliminacjach. Nie mógł w nich wystąpić ze względu na dalszy udział w holenderskich zmaganiach. Włodarze rozgrywek ATP 500 w Wielkiej Brytanii chcieli jednak mieć Polaka w drabince, dlatego też Majchrzak dostał się na specjalnych warunkach.
Podczas sobotniego losowania okazało się, że 30-latek trafił w pierwszej rundzie na rozstawionego z "2" Jiriego Leheckę (12. ATP). Dwanaście miesięcy temu Czech dotarł aż do finału imprezy, ulegając jedynie Carlosowi Alcarazowi. Zapowiadało się zatem na ciężkie zadanie dla naszego reprezentanta. Majchrzak pokazał jednak w minionych dniach, że potrafi ogrywać czołowych tenisistów świata. Kluczowym pytaniem wydawało się, jak Kamil wytrzyma kondycyjnie ten intensywny ciąg rywalizacji.
ATP Londyn: Kamil Majchrzak kontra Jiri Lehecka w pierwszej rundzie
Mecz rozpoczął się od serwisu Majchrzaka. Już na "dzień dobry" obserwowaliśmy grę na przewagi, ale ostatecznie nasz reprezentant nie musiał bronić break pointów. Kolejne emocje nastały w piątym gemie. Wówczas Kamil prowadził 40-0, potem przegrał trzy akcje z rzędu. Finalnie znów nie zobaczyliśmy okazji na przełamanie dla Lehecki. Po zmianie stron to Czech znalazł się pod presją, musiał wychodzić ze stanu 0-30. Niezwykle długie okazało się siódme rozdanie, tuż przed wymianą piłek. Jiri posiadał w sumie pięć break pointów. Mimo to Polak wciąż zachowywał 100% skuteczność utrzymanych podań.
W dziewiątym gemie Majchrzak znów zachował serwis po walce na przewagi i po zmianie stron próbował wywrzeć presję na przeciwniku. Doprowadził do stanu 30-30, ale później sytuacja toczyła się po myśli Lehecki. Zawodnik rozstawiony z "2" doprowadził do remisu, a potem przełamał Polaka do 15. Nasz reprezentant próbował jeszcze walczyć o tie-breaka, miał 30-15 na returnie. Kolejne trzy punkty powędrował jednak do Czecha. Ostatecznie to 12. tenisista rankingu mógł cieszyć się z triumfu 7:5 w premierowej odsłonie.
Na starcie drugiej części pojedynku Majchrzak utrzymał podanie po walce na przewagi. W następnych minutach panowie kontrolowali swoje gemy. Wydawało się, że podobnie będzie także w szóstym, bowiem Lehecka prowadził 30-0. Kamil zaczął jednak gonić przeciwnika i niespodziewanie pojawił się break point po dobrej akcji naszego reprezentanta. Udało się go wykorzystać, dzięki czemu zrobiło się 4:2 dla Polaka. Niestety zawodnik rozstawiony z "2" błyskawicznie zniwelował różnicę przełamania. Przy drugiej z trzech szans, 30-latek popełnił błąd przy siatce.
W dziewiątym gemie nastał niebezpieczny moment przy podaniu Majchrzaka. Tym razem 47. tenisista rankingu ATP wyszedł z opresji, zgarniając trzy punkty od stanu 15-30. Ostatecznie o losach drugiej partii decydował tie-break. Rozpoczął się on dobrze dla Kamila, objął prowadzenie 2-0. Potem było jeszcze 3-1, ale przy zmianie stron zrobił się już remis. Kluczowe piłki wpadły na konto Lehecki. Od stanu 4-4 Czech zgarnął trzy punkty z rzędu i po 112 minutach walki przerwał piękną passę Kamila, wygrywając 7:5, 7:6(4). Teraz dla naszego reprezentanta kilka dni na odpoczynek po wymagających tygodniach rywalizacji.
















