Tie-break zakończył bój Linette z mistrzynią Wimbledonu. Pierwszy finał WTA od dwóch lat
Magda Linette w tym roku pokonała już mistrzynię Wimbledonu 2025, czyli Igę Świątek, ale także - dwa dni temu - mistrzynię juniorskiego turnieju w Londynie z zeszłego lata - Mię Pohankovą. A teraz stanęła przed szansą awansu do pierwszego finału w zawodach WTA od niemal dwóch lat. Podobny plan miała jednak Barbora Krejčíková, mistrzyni... Wimbledonu 2024. Od tamtego turnieju ani razu nie wystąpiła w meczu o tytuł w głównym cyklu touru, na przeszkodzie stawały głównie kontuzje. Jedna miała więc tę długą serię przerwać. I przerwała ją Czeszka, wygrała 6:3, 7:6 (4).

Swój ostatni półfinał w cyklu WTA Magda Linette zanotowała rok temu - też na kortach trawiastych. W Nottingham zanotowała dwa wartościowe zwycięstwa - z Alexandrą Ealą i Clarą Tauson, dopiero w grze o finał zatrzymała ją Dajana Jastremska. A teraz Poznanianka już miała świadomość, że nie będzie mogła bronić tamtych punktów, bo turniej w Anglii odbędzie się już w najbliższym tygodniu.
Jej miejsce w rankingu WTA nie wystarczyło bowiem na główną drabinkę, a z kwalifikacji się wycofała. Te bowiem ruszają dzisiaj, a tymczasem 34-letnia tenisistka z Poznania znakomicie spisuje się na kortach w Rosmalen. Wygrała tu już trzy spotkania, dziś stanęła przed szansą pierwszego finału od lipca 2024 roku, gdy w Pradze ograła najpierw Lindę Noskovą, a później - już w spotkaniu o tytuł - Magdalenę Fręch.
Rywalką doświadczonej tenisistki z Poznania była dzisiaj Barbora Krejčíková. Zawodniczka na poziomie najlepszej dziesiątki świata, o ile jest tylko zdrowa. Czeszka ma bowiem potężne problemy z kontuzjami - pojawia się na kilka miesięcy w tourze i znów znika. Od Wimbledonu 2024, który wygrała, nie wystąpiła już w żadnym finale głównego cyklu. Choć ostatnio wydarzyło się to na mączce, ale w mniejszej imprezie rangi 125, w Parmie. I tam zatrzymała ją... Dajana Jastremska.
Libema Open. Magda Linette kontra Barbora Krejčíková. Stawką finał WTA 250
W Rosmalen koło 's-Hertogenbosch słynna czeska tenisistka też wygrała trzy spotkania, za to bez straty seta. Mało tego, prezentowała się wyśmienicie, Renata Zarazua, Hanne Vandewinkel i Elena Gabriela Ruse wygrały w nich tylko 11 gemów. W dość trudnych warunkach, a pogoda w tym tygodniu w Brabancji Północnej nie rozpieszcza, świetnie daje sobie radę. I może być bardzo trudną rywalką dla gwiazd już na etapie pierwszej czy drugiej rundy Wimbledonu, jeśli nie wywalczy sobie rozstawienia. Choć ma na to szansę, powinien wystarczyć tytuł w Libema Open, a na zapas zostaje jej jeszcze turniej w Nottingham.

Linette zaś mogła dziś świętować, choć na chwilę, powrót do TOP 50 rankingu. I od początku pokazywała, że bardzo jej na tym zależy. To ona jako pierwsza wywalczyła w tym spotkaniu przełamanie, ale Barbora momentalnie odpowiedziała tym samym.
Poznanianka żałowała utraty szansy na przełamanie na 4:3 - i to było widać po jej zachowaniu. Gdy skończył się gem, triumfem Barbory, uderzyła się mocno rakietą w udo, była sfrustrowana. Wcześniej wywalczyła bowiem break point - i powinna go wykorzystać.
Po drugim serwisie Czeszki świetnie się ustawiła na returnie, miała przewagę. I zepsuła tę akcję. A tak to za chwilę mistrzyni Wimbledonu 2024 cieszyła się z przełamania na 5:3. Po dwóch akcjach wygranych trafieniami w linię, a później świetnym minięciu Polki. Uzyskała trzy szanse na breaka, tę trzecią wykorzystała. Kapitalnym topspinowym forhendem pod końcową linię.
Po 41 minutach gry było już po secie - Krejčíková wygrała go 6:3. Rozpędziła się w końcówce, ostatni gem w jej wykonaniu był perfekcyjny.

W drugiej partii to Linette serwowała jako pierwsza, dawało to delikatną przewagę. W czwartym gemie Magda uzyskała znów dwie szanse na breaka - najpierw zepsuła forhend, później bekhend. Zrywała te uderzenia, ale należy oddać klasę Czeszce - znakomicie zmieniała strony, dobrze radziła sobie z dość dużym wiatrem. Długo nie było jednak przełamania, choć pojawiały się na to szanse. W siódmym gemie znów w opałach znalazła się Polka - przy stanie 15-40 pomógł jej jednak kilkukrotnie serwis.
W końcu to Poznanianka odskoczyła na 5:3, po kapitalnej akcji przełamała rywalkę. A już za chwilę musiała bronić się przy stanie 0-40. Doprowadziła do gry na przewagi, ale jednak to Krejčíková zacisnęła pięść. Dała sobie szansę na przedłużenie spotkania.
Decydował więc tie-break, w nim Polka szybko odskoczyła na 3-0, miała dwa kolejne serwisy. I się, niestety, pogubiła. Barbora w kluczowych momentach trafiała, wygrała pięć kolejnych akcji.
Czeszka wygrała tie-breaka 7-4, całe spotkanie: 6:3, 7:6 (4). I to ona zagra w niedzielę o tytuł.













