Tie-break w 3. secie zdecydował. Majchrzak pogromcą gigantów. Historyczny tytuł
W całej swojej zawodowej karierze Kamil Majchrzak, 30-latek z Piotrkowa Trybunalskiego, nigdy nie wygrał singlowej imprezy z głównego kalendarza ATP. Ta sztuka udała się dotąd tylko dwóm Polakom - Wojciechowi Fibakowi i Hubertowi Hurkaczowi. A tylko ten drugi wygrał na trawie. Majchrzak zaś w drodze do finału Libema Open pokonał dwóch gigantów z najlepszej dziesiątki światowego rankingu. W finale rywale był kolejny as - rozstawiony z "2" Alex De Minaur, szósta rakieta świata. Polak dokonał sztuki niewyobrażalnej - jego też ograł. Triumfował 6:3, 2:6, 7:6. W nowej aktualizacji rankingu przełamie kolejną barierę. Oto szczegóły.

Niespełna 2,5 roku temu Kamil Majchrzak od zera wznawiał karierę - wracał po 13-miesięcznym zawieszeniu, nie był klasyfikowany w rankingu ATP, stracił wszystkie punkty. I przebijał się przez "masówki", najniżej notowane turnieje w Monastyrze, Hammamet czy Szarm el-Szejk, gdzie zwykle jeździ się co najwyżej na wakacje.
Nie musiał tego robić długo, na szczęście. Szybko piął się w rankingu, już latem dostał się do kwalifikacji US Open. A w poprzednim sezonie miał stałe miejsce w szerokiej czołówce, tuż przed Roland Garros wskoczył do najlepszej setki zawodników świata. I zaczął wyśmienicie wypełniać lukę, która powstała po kontuzji Huberta Hurkacza. Czwarta runda Wimbledonu, trzecia runda US Open, pierwsze zwycięstwo z rywalem z TOP 10 na świecie - ogranie Karena Chaczanowa w Nowym Jorku. Znalazł się już w lepszym miejscu, niż był przed zawieszeniem.
A teraz przyszedł czas na kolejny skok - mimo niedawnych problemów zdrowotnych, przez które opuścił trzy wielkie turnieje Masters 1000 (Monte Carlo, Madryt, Rzym). Świetny początek sezonu na trawie dał nadzieję, że Kamil może po raz pierwszy w karierze znaleźć się w najlepszej "50" na świecie. Warunkiem był dzisiaj triumf w finale Libema Open - zawodów ATP 250. Majchrzak grał po raz pierwszy w finale imprezy tej rangi, na dodatek z zawodnikiem z najlepszej dziesiątki.
Ale czy to jakiś kłopot? Właśnie w Brabancji Północnej Polak odniósł swoje zwycięstwa numer 2 i 3 nad graczami z TOP 10 - najpierw w 1/4 finału ograł Félixa Augera-Aliassime'a (ATP 4), a w półfinale - Daniiła Miedwiediewa (ATP 8). Pierwszy nie miał nawet break pointa, drugi nie wywalczył przełamania. Czy w tej sytuacji mógł obawiać się konfrontacji z Alexem De Minaurem (ATP 6)?
Libema Open. Kamil Majchrzak w pierwszym finale ATP 250 w karierze. Rywalem Alex De Minaur
Aby wygrać z De Minaurem, nie wystarczy tylko mocno i celnie uderzać. Trzeba być świetnie przygotowanym na długie wymiany, bo niewielu jest w całym tourze graczy lepiej poruszających się po korcie. I również lepiej broniących. Cierpliwość jest tym elementem, który trzeba zachować od pierwszej do ostatniej akcji. Majchrzak zaś grał już z tym zawodnikiem - dwukrotnie. I przegrał wszystkie pięć setów.

Australijczyk wygrał losowanie, wybrał return, Kamil nie zawiódł zaś na serwisie. A już w drugim gemie uzyskał okazję na przełamanie - za agresywnie zagrał jednak returnem, po drugim serwisie De Minaura. Po chwili dostał drugą szansę, tym razem był bliżej powodzenia, w nieco dłuższej wymianie wyrzucił jednak bekhendowego krosa. Już ten początek zapowiadał, że mecz może być bardzo ciasny, a Kamil "nie pęknie" w konfrontacji z jednym z najlepszych zawodników świata. Sporo tu było pięknych slajsowych wymian, a co ważniejsze - im dłużej te akcje trwały, tym lepsze wrażenie sprawiał nasz 30-latek.
A jakby potwierdzeniem tego było jednak przełamanie na 2:0 - przy czwartej próbie.
Polak miał więc już duży komfort, za moment podwyższył na 3:0, lepiej prezentował się od rywala na returnie. Przy stanie 5:3 i 40-15 Kamil uzyskał dwie piłki setowe. Przy pierwszej źle rozwiązał sprawę wolejem, zagrał akurat tam, gdzie ruszył jego rywal. A później sam musiał się sytuacyjnie bronić. Przy drugiej przegrał wymianę. Pojawiła się jednak i trzecia, a ona zakończyła seta. Było 6:3 po 41 minutach gry.
Kamil wygrał dziewiątego z rzędu seta w tym turnieju. Potrzebował jeszcze jednego, by jako trzeci Polak w historii - po Wojciechu Fibaku i Hubercie Hurkaczu, wygrać imprezę ATP w singlu.

Tyle że ten drugi set był znacznie trudniejszy. To De Minaur miał delikatną przewagę sytuacyjną - jako pierwszy serwował. I to Kamil musiał go gonić. W trzech poprzednich spotkaniach Polak nie dał się ani razu przełamać, tutaj w końcu to nastąpiło. Najpierw przy stanie 0:1, później przy 2:3. W międzyczasie Kamil wygrał dwa gemy z rzędu, wyrównał, ale później znów musiał gonić.
Zmieniła się też trochę sytuacja na korcie - rozstawiony z "2" faworyt coraz lepiej się poruszał, zdecydowanie zaczął dominować w krótszych akcjach, poniżej dziewięciu uderzeń. Kamilowi zaś momentami brakowało cierpliwości. No i trochę jednak zaczął zawodzić serwis - nie był już tak skuteczny, jak w początkowej fazie meczu. Stąd 2:6 i wyrównanie stanu spotkania na 1:1.
Decydowała więc trzecia odsłona, Kamil jakby dalej był sfrustrowany tym, co stało się pod koniec drugiej partii. A przecież nie oznaczało to jeszcze żadnego kataklizmu.
Kluczem stało się przerwanie serii rywala, która szybko wzrosła do pięciu wygranych gemów z rzędu. I to się udało, Polak wyrównał na 1:1 w trzecim secie. Przy czym zdobywanie punktów przychodziło mu trudniej niż rywalowi.
Bardzo ważne znaczenie miał szósty gem, Polak prowadził 40-0, był bliski wyrównania na 3:3. A popsuł kilka akcji, dwa razy smecze lądowały za linią. De Minaur uzyskał szansę na przełamanie. A Kamil się obronił.
Nawierzchnia była już mocno zniszczona, piłka czasem wyczyniała dziwne sztuczki po odbiciach, swoje dokładał wiatr. Wydawało się, że De Minaur lepiej odnajduje się w tych warunkach, a tymczasem to Kamil wywalczył dwie okazje na przełamanie w siódmym gemie. A później trzecią. Walczył jak lew, był blisko w tej drugiej akcji, a jednak to Australijczyk wyszedł z opresji. Ale później przyszła czwarta, jak na początku spotkania. I powtórzyła się sytuacja - Kamil wywalczył breaka, rywal pomógł podwójnym błędem.
Było więc 4:3 dla Polaka, Majchrzak serwował. I miał 40-15. Każda akcja była niezwykle istotna, w każdej obaj walczyli na całego. To Australijczyk zdołał jednak odrobić stratę, było 4:4. A za chwilę 5:4 dla Alexa.

Majchrzak musiał wygrać swojego gema, by pozostać w rywalizacji. I dał radę. A następnie musiał doprowadzić do tie-breaka. I też dał radę.
Po ponad 130 minutach rywalizacji o tytule decydował więc gem grany do 7 punktów.
Kamil odskoczył na 3-0, miał już świetną sytuację. Ale za chwilę z 5-2 zrobiło się 5-5. Później był świetny serwis Kamila - i jeszcze lepszy wolej, dający piłkę mistrzowską. A De Minaur nie wytrzymał - popełnił podwójny błąd.
Polak wygrał 6:3, 2:6, 7:6 (5).
To pierwszy tytuł Majchrzaka w głównym cyklu ATP. Zarazem Kamil stał się drugim zawodnikiem w historii, po Bułgarze Grigorze Dimitrowie, który w turnieju rangi ATP 250 pokonał trzech zawodników z TOP 10.
W jutrzejszym notowaniu wskoczy na 47. pozycję, najwyższą w karierze. Spośród Polaków wyżej od niego byli tylko: Hubert Hurkacz (ATP 6), Wojciech Fibak (ATP 10), Jerzy Janowicz (ATP 14) i Łukasz Kubot (ATP 41).







![Finał: Jannik Sinner - Alexander Zverev. Wimbledon 2026. Skrót meczu [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1EYL4GXD0WNG-C401.webp)







