Nokaut w meczu Polki w Roland Garros. Historyczny wyczyn w Paryżu
Maja Chwalińska już trzy razy próbowała dokonać tego, co udało jej się w Wimbledonie i Australian Open - dostać się do głównej drabinki Rolanda Garrosa. Bez powodzenia. A teraz próbuje po raz czwarty. W środę Polka zaczęła sesję na wielkim Court Suzanne Lenglen, jej rywalką była Francuzka Carole Monnet. Ta sama, która trzy lata temu gładko zamknęła jej drogę do Wimbledonu. Tym razem role się odwróciły, pierwszego seta Polka wygrała 6:0. A w trakcie drugiego kibice z Francji na moment zamarli, mecz przerwano.

Kwietniowy turniej WTA 125 w Oeiras pokazał, że Maja Chwalińska - zdrowa i w formie - jest zawodniczką na poziomie pierwszej setki rankingu WTA. W Portugalii ograła dwie tenisistki z TOP 100 - Simona Waltert, która później doszła do drugiej rundy w Madrycie i Rzymie, ugrała zaledwie jednego gema. A Beatriz Haddad Maia, półfinalistka French Open z 2023 roku, zaledwie cztery. Obie zaś przegrały partie 0:6, podobnie jak i Robin Montgomery.
Tamten występ pozwolił 24-latce z Bielska-Białej wskoczyć na 113. miejsce w rankingu WTA - najwyższe w karierze. A jednocześnie jeszcze o te kilkanaście pozycji za niskie, by móc grać w głównych drabinkach Wielkich Szlemów. Te zaś są kluczowe: dają ogromne pieniądze (w Paryżu to równowartość ok. 370 tys. zł. brutto), ale i możliwość szybkiego zbudowania rankingu, w razie sukcesów.
Chwalińska grała już w zasadniczych częściach Wimbledonu (2022, druga runda) i Australian Open (2025, pierwsza runda). W Paryżu jednak nie, choć przecież na mączce czuje się najlepiej i na niej wygrywała najważniejsze swoje turnieje. Próbowała trzy razy, dwukrotnie odpadała w drugiej rundzie kwalifikacji. Do ich finału nie awansowała ani razu.
Taka szansa pojawiła się w środę - w starciu z Carole Monnet, dziś niżej notowaną od naszej zawodniczki. A choć to Francuzka wygrała dwie z ich trzech wcześniejszych potyczek, w tym podczas kwalifikacji Wimbledonu w 2023 roku, to jednak dziś faworytką była nasza zawodniczka.
Ich mecz zorganizowano zaś na potężnym stadionie Suzanne Lenglen, mogącym pomieścić ponad 10 tys. kibiców. W poniedziałek był wypełniony do ostatniego miejsca, gdy Chwalińska grała z Alice Rame, ale wtedy padał deszcze i jedynie tu, pod dachem, mecz się odbywał. Dziś panie mierzyły się już przy słonecznej pogodzie.
Roland Garros. Maja Chwalińska kontra Carole Monnet w drugiej rundzie kwalifikacji
Maja wróciła na drugi co do wielkości obiekt na Stade Roland Garros z przytupem. Było 6:0 na starcie meczu z Alice Rame w poniedziałek, było też i dzisiaj 6:0 z Carole Monnet. To jednak nie ten suchy wynik robił tak wielkie wrażenie, ale styl, jaki prezentowała reprezentantka Polski. Niby rywalizacja trwała 22 minuty, ale nie było w niej choćby jednego zaciętego gema, granego na przewagi.
Chwalińska dominowała od początku, Monnet kompletnie nie radziła sobie z jej różnorodnymi akcjami. Polka nie gra mocno, ale ma kłopot wtedy, gdy po drugiej stronie siatki stają zawodniczki agresywne, potężnie returnujące. 24-latka z Francji taką zaś nie jest.

Zawodniczka BKT Advantage szybko zdobyła ogromną przewagę. W piątym gemie Polka popełniła pierwszy niewymuszony błąd, bekhend zatrzymał się w połowie siatki. To było jednocześnie pierwsze rozdanie, w którym Monnet ugrała dwa punkty. Ale nie gema, bo Maja zakończyła go dwoma kapitalnymi lobami, w ostatnie centymetry kortu.
Po 22 minutach było już 6:0, poirytowana Monnet wzięła ręcznik i ruszyła w kierunku szatni. Bajgiel przed swoimi kibicami musiał na pewno mocno boleć.
Te kilka minut odpoczynku coś dało tenisistce z Francji, bo już na starcie partii zdołała przełamać Polkę. A później w swoim gemie prowadziła 30-0. Częściej ruszała do siatki, potrafiła w takich akcjach zaskakiwać Polkę.
A później wszystko wróciło do "normy" z pierwszego seta. Znów Maja dominowała, choć może nie miała już tak gigantycznej przewagi jak w pierwszej części meczu.

Przy stanie 6:0, 4:1 i 30-0 dla Polki, przy serwisie Carole, Chwalińska zagrała na forhendową stronę Monnet, choć ta ruszała już w drugim kierunku. Zawodniczka z Francji chciała jeszcze odbić piłkę, ale wykręciła lewą nogę w kostce - i upadła na mączkę. Pokazała kciukiem, że wszystko jest OK, ale gdy podeszła na ławkę, by się wytrzeć, czuła już narastający ból. I od razu poprosiła o pomoc medyczną.
Zdołała jeszcze wrócić do gry, ale to spotkanie nie potrwało już długo. Choć i tak Monnet walczyła dzielnie, chyba nawet lepiej, niż można się było spodziewać. Uderzała mocno forhendem, ryzykownie, ale i skutecznie. Wywalczyła nawet dwa break pointy na 2:5. Ale i tak skończyło się na 6:0, 6:1.
O główną drabinkę Rolanda Garrosa Chwalińska zagra w czwartek z mistrzynią WTA 250 Osaka - Suzan Lamens. Holenderka pokonała Irinę-Camelię Begu 6:4, 6:7 (7), 6:3, a ich mecz trwał trzy godziny i 20 minut.














