Reklama

Reklama

Tenisowy klasyk w męskim finale Wimbledonu

Pojedynki czołowych tenisistów świata zawsze wzbudzają wielkie emocje, szczególnie, jeśli dochodzi do nich w finałach najważniejszych turniejów w sezonie. Tak właśnie będzie w niedzielę po południu na trawie w Wimbledonie, gdzie Szwajcar Roger Federer, siedmiokrotny triumfator imprezy z lat 2003-07, 2009 i 2012, spotka się z jej zwycięzcą z 2011 roku – Serbem Novakiem Djokoviciem.

"W niedzielę tenisowa klasyka: Djoković-Federer" - takim tytułem opatrzono tekst o piątkowych półfinałach mężczyzn w sobotnim wydaniu "The Times", a w "The Daily Mail" - "Roger i Djoko, czyli stara historia".

Reklama

Dotychczas spotykali się na korcie 34 razy, a bilans tych pojedynków jest korzystny na Federera 18-16, który wygrał ich jedyny mecz na trawie w wimbledońskim półfinale przed dwoma laty. W tym roku zagrają po raz czwarty, a dwukrotnie lepszy w tej rywalizacji okazywał się Szwajcar.

- Kiedy wychodzę a kort przeciwko tak dobremu tenisiście jak Roger, to nigdy nie myślę o takich statystykach, liczbach, poprzednich meczach i tym podobnych rzeczach, bo to zwyczajnie nie ma sensu. No może z jednym wyjątkiem, pamiętam, że przegrałem z nim tu w półfinale w 2012 roku i bardzo chcę się mu zrewanżować, bo wiem, że to jego ulubiony turniej, ulubiona nawierzchnia i ulubiony kort. Niewielu się to tutaj udało, więc chciałbym tego dokonać - powiedział Djoković.   

Stawką finału będzie czek na kwotę 1,756 miliona funtów oraz 2000 punktów, co w przypadku Serba da mu prowadzenie w rankingu ATP World Tour, które odbierze Hiszpanowi Rafaelowi Nadalowi (Federer dochodząc do finału awansował na trzecie miejsce na świecie i nie poprawi go). Natomiast przegrany otrzyma premię w wysokości 880 tys. funtów i 1200 pkt).

Brytyjskie media nie omieszkały wpleść przed niedzielnym finałem wątku trenerskiego, który przedstawiają, jako cichą rywalizację dawnych rywali z kortów - 48-letniego Szweda Stefana Edberga z młodszym o dwa lata Niemcem Borisem Beckerem, którzy od kilku miesięcy współpracują odpowiednio z Federerem i Djokoviciem, będąc najbardziej znanymi twarzami w ich sztabach szkoleniowych.

- Na pewno mój awans do finału jest skutkiem mojej dobrej gry, ale też wielkiej pracy całego sztabu ludzi skupionych wokół mnie. Po ubiegłorocznym rozczarowaniu spowodowanym porażką tutaj w drugiej rundzie potrzebowałem nie tylko odbudowania psychicznego, ale uspokojenia mojej gry. Stefanowi udało się ułożyć sensownie to puzzle, dzięki czemu znów gram spokojnie i prezentuję dość stabilną formę. Jego skupienie i opanowanie pomogły mi zapanować nad koncentracją, która jest teraz znów moją mocną stroną, po nieco słabszym okresie pod tym względem - uważa 32-letni Szwajcar.

Edberg i Becker rywalizowali ze sobą często w latach 80. i 90, a bilans ich spotkań jest korzystny dla Niemca 25-10. Jednak w wimbledońskich finałach lepszy okazał się Szwed 2-1, który pokonał go w 1988 i 1990 roku, a poniósł porażę pomiędzy tymi dwoma triumfami.

"Czy Boris zrewanżuje się po latach Stefanowi za dwa przegrane finały Wimbledonu? Wszystko w rękach Djokovicia, któremu mocno przeszkadzać będzie Roger, niekwestionowany Król Trawy" - zapowiada na czołówce kolumn sportowych "The Guardian".

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: Wimbledon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama