Reklama

Reklama

Tenis. Za Kamilem Majchrzakiem trudny rok, a przed nim sezon wielkich planów

​Kamil Majchrzak dotarł szczęśliwie na święta do domu i spędza Boże Narodzenie z rodziną. Rok 2020 nie był szczęśliwy dla zawodnika Lotosu PZT Team, bo przez sześć miesięcy leczył nietypową kontuzję, a w grudniu walczył z koronawirusem. Z dużymi nadziejami patrzy w Nowy Rok, który rozpocznie pod opieką znanego szwedzkiego szkoleniowca.

- Jak tylko się okazało w grudniu, że mam pozytywny wynik testu na koronawirusa, musiałem się odizolować, tym bardziej, że był to COVID z symptomami. Ale na szczęście po 10 dniach, kiedy się już okazało, że nie zarażam, mogłem wyjść wreszcie z domu, zgodnie ze stosowanymi w Szwecji procedurami. W sumie szybko się to potoczyło i cieszę się, że mogłem dotrzeć na święta do Piotrkowa Trybunalskiego i spędzić je z rodziną w tradycyjny sposób. Przyda mi się trochę odpoczynku, zanim wznowię treningi i będę się przygotowywał do nowego sezonu. Mam nadzieję, że się spełni moje świąteczne życzenie i wejdę do głównej drabinki Australian Open - powiedział zawodnik Lotosu PZT Team, który obecnie jest drugim oczekującym na liście zgłoszeń do wielkoszlemowego turnieju w Melbourne.

- Przydałoby mi się trochę więcej czasu na przygotowania i przede wszystkim stopniowe wracanie do treningów po wirusie. Oczywiście, jeśli się nie uda, to w połowie stycznia pewnie zagram w eliminacjach do Australian Open w Dubaju, ale wolałbym tego uniknąć. Jeśli się dostanę do głównej drabinki, a myślę, że są na to duże szanse, to pewnie spróbuję po  obowiązkowej dwutygodniowej kwarantannie w Melbourne zagrać w jednym z turniejów bezpośrednio poprzedzających Wielkiego Szlema. Ale zobaczymy, jak będzie, wierzę w pomyślny dla mnie scenariusz. Na razie wracam po przerwie do tenisa i będę to robił z głową i spokojem - dodał.

Majchrzak pod koniec listopada przeniósł się do Szwecji, gdzie rozpoczął treningi w renomowanej Good To Great Tennis Academy w Sztokholmie, którą założyli: Magnus Norman, Mikael Tillstroem i Nicklas Kulti. Jego nowym trenerem został Joakim Nystroem, który ponad 30 lat temu zwyciężył w Wimbledonie w parze z Matsem Wilanderem, był siódmym singlistą i czwartym deblistą świata, a występował także u boku Wojciecha Fibaka. Jako szkoleniowiec prowadził m.in. Fina Jarkko Nieminena czy Austriaka Juergena Melzera.

- Joakim w akademii trenuje kilku zawodników, ale jak ruszy sezon to będzie ze mną jeździć na turnieje i będę mógł liczyć w pełni na niego w każdym turnieju. Jest bardzo doświadczony, czym może się ze mną podzielić. Wierzę, że pomoże mi przenieść mój tenis na wyższy poziom, bo chciałbym w najbliższych miesiącach zaatakować Top 50 rankingu ATP. Myślę, że jest to realny cel, jeśli zacznę osiągać lepsze wyniki w większych turniejach. Na pewno musimy wzmocnić moją grę w ataku, bo na tym poziomie, na którym jestem, nie wystarczy po prostu dobieganie do wszystkich piłek i ich przebijanie na drugą stronę siatki. Potrzebna jest mi większa skuteczność uderzeń, co mam nadzieję się pojawi i pozwoli mi się jeszcze bardziej rozwijać - powiedział zawodnik Lotosu PZT
Team, który w listopadzie zakończył ponad trzyletnią współpracę z trenerem Tomaszem Iwańskim.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Reklama

Sprawdź!

Przed rokiem Kamil nie mógł wystąpić w Australian Open, bowiem od stycznia do czerwca leczył przeciążeniową kontuzję - nietypowe pęknięcie kości miednicy. Wrócił do gry w lecie i startował w  krajowym cyklu turniejów Lotos PZT Polish Tour, zwyciężając we Wrocławiu i Kozerkach. A w lipcu w 94. Narodowych Mistrzostwach Polski w Bytomiu wywalczył brązowy medal w singlu oraz sięgnął po tytuł w deblu, razem z Janem Zielińskim (Lotos PZT Team).

Po wznowieniu międzynarodowego Touru bez powodzenia zagrał w dwóch wielkoszlemowych imprezach - US Open i Roland Garros. Ale wygrał dużego challengera w Prostejovie, odnosząc trzecie singlowe zwycięstwo w ATP Challenger Tour. W deblu triumfował w imprezie z tego cyklu w hali w Hamburgu. Zakończył sezon na 107. miejscu w rankingu ATP Tour, w którym najwyżej był już notowany na 83. pozycji, we wrześniu 2019 roku.

- Chciałbym szybko wrócić do pierwszej setki, no i rozpocząć walkę o miejsce w Top 50. To bardzo ważny rok, bo marzę o starcie w igrzyskach olimpijskich. Mam nadzieję, że to mi się uda, dlatego też m.in. zdecydowałem się na współpracę z doświadczonym trenerem Nystroemem. Od kilku tygodni pracujemy, no z przerwą na chorobę, nad wzmocnieniem siły mojej gry. Mam nadzieję, że to przyniesie efekty i uda mi się zakwalifikować do reprezentacji narodowej wyjeżdżającej do Tokio. Na pewno nie będzie łatwo, ale mam czystą kartę na rok 2021 i liczę, że będę się właściwie rozwijał i poprawiał swój ranking. No bo chyba limit kontuzji i problemów ze zdrowiem wyczerpałem już w pełni w tym roku, więc teraz już powinno wszystko iść tylko w dobrą stronę - uważa
Majchrzak.

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl!

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Majchrzak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje