Reklama

Reklama

Tenis. Tomasz Świątek: Iga jest produktem "made in Poland"

Tomasz Świątek liczy, że duży wzrost popularności córki Igi po triumfie w wielkoszlemowym Roland Garros nie przeszkodzi jej w normalnym funkcjonowaniu i nie zmusi do wyjazdu z kraju. "Ona jest takim produktem 'made in Poland'" - zaznaczył ojciec tenisistki.

Polska Agencja Prasowa: Bardzo się pan denerwował podczas tegorocznego French Open?

Reklama

Tomasz Świątek: - Podszedłem do tego z wyważonymi emocjami, bo wiedziałem, że może być dobry wynik. Bardziej się tym wszystkim ekscytowałem, gdy Iga wygrywała dwa lata temu juniorski Wimbledon, bo wtedy kompletnie nie wiedziałem, jak to wygląda i jakie towarzyszą temu odczucia. Paryski finał był o tyle bardziej przewidywalny... Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale Iga grała wszystkie mecze na naprawdę wysokim poziomie. Owszem, były lekkie zachwiania, chwile słabości, ale to były tylko momenty, które mobilizowały ją do walki o zwycięstwo.

Podobno na pewnym etapie odstawił pan telefon z powodu nadmiernego zainteresowania...

- Gdy Iga wygrała turniej, to rzeczywiście mocno się rozdzwonił. Bardzo ciężko każdemu dogodzić. Bo wiele zapytań, chciano, bym się podzielił emocjami. A to były chwile, które chciałem poświęcić Idze i jej sztabowi. Nie do końca chciałem się tym dzielić wówczas z każdym z osobna. Wiem, że każdy oczekuje, iż jest ważniejszy czy najważniejszy w całej tej sytuacji, ale tak naprawdę chciałem być wtedy z bliskimi, we własnym gronie. Bo to była ta najprzyjemniejsza chwila.

Podczas ubiegłorocznej edycji, gdy córka dotarła w debiucie do 1/8 finału, też pan opowiadał o bardzo dużym zainteresowaniu mediów pańską osobą. Teraz było podobnie?

- Można powiedzieć, że tamto to było preludium... Bo jednak tegoroczny wynik sprawił, że Iga przeszła do historii. To, co jest teraz, to szaleństwo.

Obawia się pan jego rozmiarów?

- Chcemy uczestniczyć w tej całej radości i być jej częścią, ale kibice muszą też zrozumieć, że ten turniej to już historia. By cieszyć się sukcesami Igi przez dłuższy czas, musi ona normalnie pracować, rozwijać się i robić swoje. Nie zamierzamy wyjeżdżać z Polski i chować się po jakiś egzotycznych krajach. Chcemy tutaj być i trenować. Chcę, by nie traktować nas jedynie jak kawałka tortu, który można sobie oderwać. Jesteśmy normalnymi ludźmi i musimy normalnie funkcjonować. Nie może być tak, że będę się oglądał za siebie na ulicy, bo tego nie zdzierżę. To byłoby bardzo trudne dla wszystkich. Nie ukrywam, że tego się będę obawiał. Ale zobaczymy, jak to się będzie klarować w najbliższych kilkunastu dniach.

Paparazzi jak na razie nie czekają pod płotem?

- Nie wychodzę, by to sprawdzać. Całe życie się dążyło do jakiegoś wyniku. Namawiało się obie córki, by był jak najlepszy wynik, bo chcieliśmy się z tego cieszyć, a nie chować przed ludźmi. Każdy powinien zrozumieć, że nie jesteśmy nie wiadomo kim i nie będzie wyłączności dla jednej czy drugiej stacji. Chcemy jakoś normalnie funkcjonować. Robert Kubica opowiadał, że wyjechał do Włoch, bo w Krakowie każdy go zaczepiał. Na początku może to być nawet zabawne czy śmieszne, ale nie da się tak cały czas funkcjonować, bo - jak to mówią - kota można zagłaskać na śmierć.

Po paryskim triumfie córki wiele osób zwracało uwagę na pana rolę, nazywając go architektem tego sukcesu. Poczuł pan satysfakcję, że cały trud się opłacił?

- Starałem się patrzeć na to przez pryzmat nawet niewielkich sukcesów. Zwycięstwo w lokalnym turnieju, w mistrzostwach Polski czy na późniejszym etapie w międzynarodowych zmaganiach juniorskich. Z każdego się cieszyłem, bo wówczas to była najpiękniejsza chwila. W sferze naszych marzeń zaś... Kiedyś byliśmy na turnieju niższej rangi i Iga mnie spytała, kiedy zaczniemy grać w lepszych imprezach, byśmy mieli lepsze warunki czy szatnie i nie grali pod wilgotnym balonem. To były początki. Wtedy musiała zrozumieć, że najpierw musi "zrobić" ranking, potrzebne są punkty, itd.. W zawodowym tourze dostała raptem dwie tzw. dzikie karty. W ten sposób troszeczkę ułatwiono jej przebicie się, ale tak naprawdę wszystko, co wywalczyła, to swoimi rękoma.

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Świątek | Iga Świątek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje