Reklama

Reklama

Tenis. Siedziała bezradnie w pokoju i czekała na wyniki testów

- Siedziałam całe dnie w pokoju i czekałam na kolejne wyniki testów. Nie mam ostatnio szczęścia, jeśli chodzi o pandemię. Po dwóch miesiącach od wyzdrowienia miałam wynik pozytywny - mówi Katarzyna Kawa. Na szczęście obawy po za nią. Tenisistka będzie mogła zagrać w meczu Polska - Brazylia, który w ramach Billie Jean King Cup w ten weekend odbędzie się w Bytomiu.

Katarzyna Kawa pechowo rozpoczęła zgrupowanie reprezentacji Polski przed meczem z Brazylią w Billie Jean King Cup w Bytomiu. 128. tenisistka w rankingu WTA Tour pierwszy trening podczas zgrupowania przed meczem odbyła dopiero w środę po południu. Wszystko dlatego, że od przyjazdu na Górny Śląsk kilka dni musiała spędzić w pokoju hotelowym na... kwarantannie!

- Ostatnich dni nie wspominam zbyt miło, siedziałam ciągle w pokoju i czekałam na kolejne wyniki testów. Nie mam ostatnio szczęścia, jeśli chodzi o pandemię. Po dwóch miesiącach od wyzdrowienia miałam wynik pozytywny! Po moich przejściach na turnieju Rolanda Garrosa miałam nadzieję, że sytuacja się rozwiąże...  - wspomina Kawa. Tenisistka w październiku nie mogła wystąpić w wielkoszlemowym Roland Garros, ponieważ po przylocie do Paryża miała pozytywny test. Dwa kolejne były negatywne, jednak organizatorzy nie dopuścili jej do startu w oparciu o pierwsze badanie.

Reklama

Tenis. W Bytomiu poczuć atmosferę

- Najważniejsze, że teraz to już za mną, staram się patrzeć przed siebie - mówi Katarzyna Kawa. - W sporcie nie ma takiego terminu, jak "ostrożność". Albo się gra, albo się nie gra na pełnym poziomie. Wydaje mi się, że jestem w pełni zdrowa i nawet... zapomniałam troszkę o chorobie. No przynajmniej do testu w Bytomiu - dodaje tenisistka. 

- Bardzo chciałam zagrać przeciw Brazylii i cieszę się, że kapitan powołał mnie do składu. Nie mam dużego doświadczenia, jeśli chodzi o grę w reprezentacji. Zagrałam jedyny mecz deblowy kilka lat temu, kiedy wynik całego meczu był już przesądzony, więc nie zdążyłam poczuć atmosfery i wysokiej adrenaliny. Dlatego mam nadzieję, że to będzie fajne doświadczenie, wierzę, że wygramy ten ważny mecz - mówi Kawa.

Tenisistka czeka na swój moment

Zawodniczka zna singlistki z Brazylii z turniejów sprzed kilku lat. - Ciężko mi ocenić jak rysują się szanse w tym meczu. Mamy mocną drużynę, ale nigdy nie można powiedzieć, że na pewno wygramy, bo wróżką nie jestem, to jest tylko sport - zauważa.

- Niestety w Europie sporym utrudnieniem jest fakt, że co chwilę przekraczamy granice. Testowanie jest po prostu potrzebne, żeby gdziekolwiek polecieć - ocenia. - Gdy jestem w USA, to przebywam jestem w jednym miejscu i nie muszę być co chwilę testowana. Są tego plusy i minusy. Plusem jest to, że w Europie jestem blisko domu i nie są to wyjazdy na miesiąc czy dłużej. Ale procedury sanitarne nie wpływają bezpośrednio na moje treningi, choć zdarza się więcej dni, kiedy faktycznie nie mogę trenować. Choćby te dni obowiązkowej kwarantanny i oczekiwania na wynik tuż po przyjeździe. W ciągu miesiąca np. gram cztery turnieje, więc cztery razy muszę być w kwarantannie, czyli cztery dni w miesiącu przesiedzieć w pokoju hotelowym. Nie jest to bardzo dużo, ale zawsze robi różnicę - uważa Kawa.

Ulubioną nawierzchnią polskiej tenisistki jest mączka ceglana, więc przed nią intensywny czas gry właśnie na kortach ziemnych, na których osiąga zawsze najlepsze wyniki. Celem, jaki sobie postawiła na ten sezon jest awans do czołowej setki rankingu WTA Tour. - Początek sezonu nie był zbyt udany, z wielu powodów, ale mamy dopiero kwiecień, a cel się nie zmienił. Też nikt nie wygrywa 20 turniejów w ciągu roku, taka jest specyfika tenisa. Po prostu czekam na swój moment.

Tenis. Walka o awans do pierwszej setki

Katarzyna Kawa podkreśla, że wciąż nie do końca udaje się zaplanować wszystkie starty. Są znane turnieje w kalendarzu, ale pojawiło się dużo więcej czynników, które trzeba brać pod uwagę, np. czy dany kraj wymaga testowania, czy nie, długość kwarantanny po przylocie. - Dużo się zmieniło, jeśli chodzi o podróżowanie. Wybranie turniejów i zaplanowanie nie jest tak łatwe, jak to było wcześniej - przyznaje tenisistka.

- Zresztą nie jestem jedyna z takim problemem. Wszystkie turnieje, na każdym poziomie, są mocniej obsadzone, niż przed pandemią. Jest ich po prostu mniej. Utrudnieniem też są zasady obowiązujące w rankingu WTA, bo był taki moment, że część dziewczyn nie grała, bo nie wiedziała czy grać, czy nie. Punkty im nie spadały przez wydłużony okres rozliczenia. No i to były ich szanse, żeby się podostawać do lepszych turniejów. Natomiast teraz wszyscy rzucają się do gry, więc nawet te mniejsze turnieje są mocniej obsadzone. Ale nie zamierzam się poddawać, tylko będę walczyć o punkty i awans do pierwszej setki - dodała.

Co dalej?  Po meczu reprezentacji w Bytomiu Kawa zagra w turnieju ITF w Zagrzebiu. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy