Reklama

Reklama

Tenis. Ojciec Magdy Linette: Apetyt rośnie w miarę jedzenia

- Top 30 byłoby brane w ciemno, ale dlaczego nie Top 20? Dużo się dzieje w tenisie kobiecym, wiele mistrzyń pokończyło kariery, robi się miejsce w czołówce dla dziewczyn z drugiego szeregu, które już grają na poziomie pierwszej 20-tki – mówi Interii Tomasz Linette, ojciec najlepszej obecnie polskiej tenisistki.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Niedługo musiała czekać Magda na kolejne zwycięstwo w WTA, bo zaledwie pół roku. To był spodziewany sukces?

Tomasz Linette, ojciec i pierwszy trener Magdy Linette: Progres u Magdy jest zauważalny od dłuższego czasu. W sierpniu było zwycięstwo w Bronksie, potem były dobre występy w Azji, finał w Seulu. Po lutowym Fed Cup córka za wszelką cenę chciała przylecieć i wystartować w Tajlandii. Dobrze się czuła, miała niedosyt zwycięstw, była w formie.

Była rozstawiona z numerem 5, nie była faworytką turnieju w Tajlandii.

Reklama

- Zagrały tam Elena Switolina, Petra Martić, Qiang Wang. Ale dla Magdy strasznie trudnym meczem był ćwierćfinał z Xiy Wang. Dla mnie to był przedwczesny finał. Trzysetowy, trudny mecz. Rywalka była silna fizycznie, który ma męski styl bycia i grania. Siła na rakiecie była największa z jaką Magda spotkała się w swojej karierze. A to przecież 18-letnia zawodniczka. W przyszłości to może być bardzo dobra tenisistka.

Pana córka odniosła drugie zwycięstwo w karierze w turnieju WTA. Jest na najwyższej - 33. pozycji w rankingu. Podczas turnieju w Tajlandii skończyła 28 lat. Bardzo powoli dochodziła do tych sukcesów. Dlaczego?

- To tak musiało być. Magda nie jest zawodniczką, która od pierwszego występu bryluje. Nie lubi być rzucana od razu na głęboką wodę. U niej wszystko musiało przyjść w swoim czasie, zdobywała swoją pozycję krok po kroku. Tenisowo, spokojnie dojrzewa i rozwija się. Wierzyłem, że u Magdy ten wzrost formy powinien przyjść po 25. roku życia. Wtedy puzzle miały się ułożyć, wszystkie elementy miały się zgrać. Tak też się stało. 21-letnia Magda nie byłaby w stanie osiągać tego, co osiąga teraz. Musieliśmy cierpliwie czekać.

Kiedy grała w kategoriach młodzieżowych w Polsce spotkała się na korcie z Agnieszką Radwańską?

- Od Agnieszki jest trzy lata młodsza. W mastersach (turniejach dla najlepszych 12- i 14-latek - przyp. ok) grały obok siebie. Agnieszka wygrywała w kategorii młodziczek, a Magda grała finały w skrzatkach. W Polsce tylko raz zagrały przeciw sobie. To był mały turniej, rozegrany na kameralnych kortach Posnanii, pojedynek deblowy. W jednej parze grały Agnieszka i Urszula Radwańskie, w drugiej Magda Linette i obecnie najlepsza polska sędzina Katarzyna Radwan. Magda miała wtedy 11 lat.

Jaki był wynik?

- .... To był "rower". Siostry Radwańskie doszły wtedy do finału i finał wygrały bez straty gema. Krakowianki zagrały, bo zaprosił je wtedy jakiś sponsor. Na kortach Posnanii to był wielkie wydarzenie. Już wtedy siostry Radwańskie były dosyć znane.

Zupełnie inaczej wyglądała kariera Agnieszki Radwańskiej i Magdy. Z czego to wynika?

- Jedne zawodniczki rozwijają się szybciej - jak Agnieszka, inne potrzebują czasu - jak Magda. W przypadku Agnieszki to było o tyle dobre, że nie dość, że doszła szybko do wysokiej pozycji, to potrafiła ją utrzymać. To nie jest częste. Wiele zawodniczek równie szybko spada z piedestału. Trzeba oddać Agnieszce Radwańskiej, że potrafiła przez wiele lat utrzymać miejsce w pierwszej dziesiątce. W przypadku Magdy od zawsze to była praca pozytywistyczna, praca u podstaw, krok po kroku, wypracowanie co roku coraz lepszej pozycji.

Spodziewał się pan, że Magda dojdzie do 33. pozycji w WTA. Kiedy dwa lata temu rozmawiałem z nią mówiła, że możliwe jest wejście do Top 50. Takie było jej marzenie.

- Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Gdybyśmy rozmawiali 10 lat temu, bralibyśmy w ciemno miejsce w pierwszej setce. I była wtedy blisko Top 100, zajmowała bodajże 170. pozycję w wieku 18 lat. Wygrała przedtem parę ITF-ów. Ale progres był zbyt szybki, zaraz znalazła się trzeciej setce. Mogła się pogubić, mogło się to źle skończyć, ale wszystko poukładała sobie właściwie w głowie i spokojnym trybem wróciła na lepsze pozycje. 10 lat temu Magda miała inną perspektywę, inną miała dwa lata temu. Teraz jej marzeniem jest rozstawienie w Roland Garrosie, może pierwsza 20-tka? Ona gra i trenuje z dziewczynami z czołówki. Na sparingach wszystko jest na równi, nawet wychodzi to lepiej niż się wydaje. Jej przeciwniczki wiedzą, co Magda potrafi dobrze grać, ale trzeba to udowodnić na turniejach. Powoli, jak widać, to przekłada się na dobre mecze.

Jak wytłumaczyć ten postęp rankingowy i wynikowy Magdy?

- W tym sezonie przygotowawczym Magda nie odniosła kontuzji, nie miała chorób. To zdarzyło się pierwszy raz od wielu lat. Wcześniej, gdziekolwiek by nie jeździła, zawsze coś się złego działo ze zdrowiem. Mogła spokojnie trenować. To, po pierwsze. Po drugie, dużą rolę zaczyna odgrywać doświadczenie. Już drugi rok współpracuje z Markiem Gellardem. Przeszła cały cykl treningowy i turniejowy. Pozwoliło to na przeanalizowanie gry, błędów, jakie popełnili. Metodą prób i błędów przeszli przygotowania, które wywarły pozytywny wpływ na grę. Teraz jest mniej tego treningu więcej odpoczynku. Dużo większą uwagę sztab przywiązuje do treningu mentalnego. Pani psycholog pomaga Magdzie co najmniej raz na miesiąc. Te konsultacje dużo dają. Wszystko to składa się w jedną całość - zdrowie, brak kontuzji, doświadczenie. I jest wynik. Magda jest już parę lat obecna w tourze WTA. Wypracowała właściwy model współpracy ze sztabem i sama wie, jak pracować.

Jeszcze niedawno wydawało się, że po zakończeniu kariery przez Agnieszkę Radwańską w polskim tenisie nastąpi pustka, a teraz blisko ścisłej czołówki jest Magda, depcze jej po piętach 18-letnia Iga Świątek.

- Gdyby nie było Agnieszki, kibice inaczej podchodziliby do dziewczyn, które są w drugiej i trzeciej setce WTA. Z perspektywy sukcesów Agnieszki w Polsce inaczej odbieramy wyniki Magdy czy Igi Świątek. One się poprawiają, ale to nie jest ten poziom wynikowy jaki miała Agnieszka, choć w świecie tenisa to są znaczące rezultaty.

Najlepszą rzeczą, jaką może się nam teraz zdarzyć, to rywalizacja tych dwóch dziewczyn, może do nich wkrótce dołączą następne. One się znają, lubią, nie ma między nimi bezpośredniej rywalizacji, każda dąży do osiągnięcia swojego najlepszego wyniku. Każda idzie innym torem, ma inną drogę. Dobrze to wygląda z perspektywy indywidualnej, drużynowej, czyli występu reprezentacji w Fed Cup i startu w igrzyskach olimpijskich.

Jaki Magda ma plan na najbliższe tygodnie, miesiące?

- Dosyć intensywne, turnieje w Dausze, Indian Wells, Miami. Zobaczymy, jak wypadnie Magda w Katarze. Jeżeli będzie dobry wynik, skupi się na dużych turniejach, nie będzie grała w turniejach mniejszej rangi. Potem występy na ziemi. Tak jak mówiłem, Magdzie zależy na rozstawieniu w Roland Garrosie. To zapewnia wielki komfort startu i zupełnie inaczej można zaplanować ten turniej.

Jaki jest cel rankingowy?

- Top 30 byłoby brane w ciemno, ale dlaczego nie top 20? Dużo się dzieje w tenisie kobiecym, wiele mistrzyń pokończyło kariery, robi się miejsce w czołówce dla dziewczyn z drugiego szeregu, które już grają na poziomie pierwszej 20-tki.

Pan jeszcze bywa na turniejach córki?

- Turystycznie jeżdżę z Magdą. Będę teraz w USA. Staram się nie rzucać w oczy. Siedzę sobie skromnie na trybunach. 

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama