Reklama

Reklama

Tenis. Mirosław Skrzypczyński: Niektórzy nie mogą się pogodzić z tym, że nikt ich nie chce

- Nie wiem, czy to jest opozycja, czy sfrustrowani obywatele RP. Nie potrafią się pogodzić z tym, że nikt ich nie chce - mówi w rozmowie z Interią prezes Polskiego Związku Tenisowego Mirosław Skrzypczyński.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Z kilku ostatnich publikacji wynika, że we władzach Polskiego Związku Tenisowego doszło do konfliktu?

Reklama

Mirosław Skrzypczyński, prezes Polskiego Związku Tenisowego: - Nic się nie dzieje. 26 października odbyło się walne zgromadzenie. Wytyczyliśmy kierunki działania, postawiliśmy na pewnych ludzi. Niektórzy nie potrafią się z tym pogodzić, że to nie są oni.

Ma pan silną opozycję? Są w związku ludzie niechętni panu?

- Delegatów jest 100. A pewna grupka liczy pięć, sześć osób. Nie wiem, czy to jest opozycja, czy sfrustrowani obywatele RP. Nie potrafią się pogodzić z tym, że nikt ich nie chce.

Podsumował pan rok działania programu PZT Lotos Team. Należy do niego 11 wyróżniających się zawodników młodego pokolenia. To największy sukces związku za pana kadencji?

- Od czasu Prokomu tego nie było. Kilka osób, które kieruje zarządem PZT stworzyło kilka działających obecnie programów. Nie brali w tym udziału panowie, którzy biegają teraz po gazetach i dziennikarzach, a zostali usunięci ze związku albo sami zrezygnowali. Podjąłem się zadań, z których chciałem się wywiązać. I wywiązuje się z nich. Były tylko narzekania i mrzonki jakby to fajnie było, gdyby coś powstało. No to powstało i będzie powstawać dalej. Oby tylko było jak najmniej przeszkadzających. Jak nie będzie tych przeszkadzających, to będą rodziły się w polskim tenisie duże rzeczy.

Czego można oczekiwać po tym programie i zawodnikach do niego należących?

- Dziś mamy w PZT Lotos Team 11 osób. Chciałbym, żeby za dwa albo trzy lata tych osób było 25. A jak będzie tak szeroka baza jest szansa, że coś zwojujemy. Wspólnie z Lotosem zorganizowaliśmy też cykl turniejów zawodowych Lotos PZT Polish Tour. Są też programy upowszechniania tenisa, do których należy 100 klubów. Dzieci trenujące w nich otrzymują wszystko za darmo. Mamy Narodowy Dzień Tenisa. kolejny program.

W gronie zawodniczek w Lotos Team nie ma Igi Świątek? Dlaczego?

- Nie działa tak, że my kogoś namawiamy. Składamy propozycję i taką ofertę Iga otrzymała. Poszła swoją drogą. To jest jej wybór bądź jej teamu. Natomiast cały czas współpracujemy, cały czas rozmawiamy. W Lotos Team zawsze jest miejsce dla Igi. Jeżeli chce być w tej grupie, to tam będzie.

Powiedział, że w planach PZT jest współorganizowanie wielkiego turnieju tenisowego. Jak wielki to ma być turniej?  

- Chcemy zacząć od takiego turnieju, w którym nasi zawodnicy mogą osiągnąć sukces. Moglibyśmy zawalczyć o ATP i WTA. Ale po co? Czy nasz zawodnik, czy nasza zawodniczka jest w stanie wygrać taki turniej? Chciałbym, ale nie jestem tego pewien. Wolę zrobić turniej z pulą nagród 100-125 tysięcy dolarów. To będzie bardzo mocny turniej, ale tu jest realna szansa, że zawodniczka może go wygrać. Wtedy to się zepnie biznesowo, marketingowo i sportowo.

Co to będzie za turniej, kiedy i gdzie się odbędzie?

- Nasz pomysł polega na tym, że stworzymy swój nowy produkt. Będzie to turniej halowy, dla kobiet z pulą nagród 100 tys. dol. plus hospitality. To duży turniej, w którym wystąpić mogą tenisistki nawet z 40 miejsca w WTA. Odbędzie się obok kongresu gospodarczego.

Czyli w Krynicy?

- Nie, w Zielonej Górze. Ktoś mi zarzuci, że ja pochodzę z Zielonej Góry i dlatego tam, ale jest wiele udogodnień, które sprawiają, że to bardzo dobre miejsce dla tenisa. Mamy wspaniały obiekt, bardzo przychylny samorząd, prezydenta miasta i marszałka województwa lubuskiego. Tu wszystko idealnie współgra. Szukamy takich miejsc, gdzie możemy liczyć na samorząd. Marcowy mecz Pucharu Davisa rozegrany zostanie również w takim miejscu - gdzie jest dobra infrastruktura, przychylne władze i wspaniali kibice.

Jaki jest koszt organizacji takiego turnieju?

- Na przykładzie challengera w Szczecinie wiemy, że wynosi około miliona euro. Musimy taki budżet zgromadzić, jeżeli ma to być dobrze zrobione. Nie chcę robić imprezy byle jak. To musi być turniej na najwyższym poziomie. Milion euro pozwoli zrealizować taki plan. A ja lubię, gdy jeszcze z takiej imprezy zostaje coś w kasie PZT. Na pierwszym miejscu jest dla mnie wynik sportowy, ale ważny jest też rezultat biznesowy.

Czy nie będzie kłopotu z wpisaniem takiego turnieju do kalendarza?

- Ktoś o mnie napisał, że lubię wchodzić taranem. Taki jestem. Umiem wiele wywalczyć. Poznano nas na tyle w ITF, że chętnie przyznaje się nam organizację tenisowych imprez. Po turnieju Fed Cup w Zielonej Górze otrzymaliśmy z ITF list pochwalny. Szkoda, że zabrakło tylko spektakularnego wyniku. Chwaleni byliśmy za Lotos PZT Polish Tour. Wcześniej nikt o tych turniejach nie słyszał mimo że odbywały się od wielu lat, a miały duży zwrot medialny. W przyszłym roku będzie więcej takich turniejów. Planujemy, by w Bytomiu odbyły się równocześnie turnieje kobiet i mężczyzn o puli nagród 25 tys. dol.

W ostatnim czasie wielu znanych polskich tenisistów zakończyło kariery. Czy jako prezes PZT nie myśli pan, żeby zatrudnić ich w związku?

- W PZT będzie pracował najprawdopodobniej Mariusz Fyrstenberg. To się niedługo okaże. Na pewno pracę w PZT rozpocznie Michał Przysiężny. Będą też inni polscy zawodnicy, którzy wcześniej pokończyli kariery.

Mariusz Matkowski?

- To musi zależeć od niego, czy chce z nami być.

 Agnieszka Radwańska?

- Nie wiem, czy Agnieszka chciałaby pracować jako trener. Zajmuje się wieloma innymi rzeczami. Ona już pomaga PZT. Narodowy Dzień Tenisa bez Agnieszki Radwańskiej nie miałby swojego blasku.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: Mirosław Skrzypczyński | PZT

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje