Reklama

Reklama

Tenis. Koszmarna podróż fanki Novaka Djokovicia

To miała być podróż życia. Wymarzona, wyjątkowa, pierwsza na tak wielki turniej, gdzie miał zagrać jej ulubiony tenisista. Argentynka Silvina Funes w marcu przyjechała do Indian Wells, by zobaczyć, jak gra Novak Djoković. Do dziś nie wróciła do ojczyzny. W USA – tak jak wielu Argentyńczyków - zatrzymała ją pandemia.

Funes darzy Novaka Djokovicia wyjątkowym uwielbieniem. Na każdym dostępnym portalu społecznościowym prowadzi jego fan club. Na Facebooku polubiło go ponad 82 tysiące osób, na Instagramie - ponad 56 tys., na Twitterze - ponad 32 tys. Stała się jego fanką w 2008 roku, kiedy Serb wygrał swój pierwszy wielkoszlemowy turniej - Australian Open.

Reklama

Od tego czasu Djoković zwyciężył łącznie w 17 turniejach Wielkiego Szlema, w 79 turniejach rangi ATP. Dziś prowadzi w rankingu ATP. Na korcie zarobił ponad 143 mln dol. Należy obok Rogera Federera i Rafaela Nadala do "wielkiej tenisowej trójki", współczesnych herosów kortów. Nie dziwi więc, że Argentynka mogła ulec sportowemu urokowi Serba.

Funes jest bardzo aktywną fanką, m.in. od kilku lat organizuje 25 kwietnia "NolefamDay", co spotykało się z życzliwą reakcją serbskiego zawodnika. Do tej pory nigdy nie miała okazji spotkać swojego idola na żywo, zobaczyć go w akcji. Ciężko pracuje, pochodzi z ubogiej rodziny, jej rodzice są bezrobotni. Jak pisze na swoim profilu ostatnią podróż lotniczą odbyła w szkole podstawowej.

W tym roku postanowiła obejrzeć turniej z udziałem Serba w Indian Wells. Ponad rok zbierała pieniądze na podróż. Do Kalifornii przyleciała kilka dni przed rozpoczęciem zawodów. Kiedy była już na miejscu, okazało się, że turniej został odwołany. Płacz, żal, ale najgorsze miało dopiero nadejść.

Funes chciała wrócić do ojczyzny. Okazało się, że nie ma jak. Argentyński rząd zostawił swoich biednych obywateli przebywających za granicą na lodzie. Funes zalicza się do tej grupy. "Miałam w kieszeni 100 dolarów, za lot miałam zapłacić 529 dolarów. Mogłabym skorzystać z karty kredytowej, ale nie chciałam, bo nie wiedziałabym, jak później ją spłacić" - opowiada w dzienniku "La  Nacion".

Problemy narastały. Pobyt się przedłużał i dziewczyna nie mogła wrócić do pracy. Jej szef nie zgodził się na pracę zdalną z Kalifornii. Wyrzucił ją na bruk. Jakimś cudem jej przyjaciółka dała jej nocleg w swoim mieszkaniu w Los Angeles. Ambasada argentyńska zaleca jej natomiast kontakt z rodziną i zwrócenie się do niej o pomoc. - Jeśli nie jesteś w krytycznej sytuacji zdrowotnej, nic ci nie pomogą. Moja rodzina jest od kilku lat na bezrobociu. Nie mogą mi pomóc - mówi.

Argentyńskie media donoszą, że w podobnej sytuacji, co fanka Djokovicia znajduje się w USA 1800 osób. - Argentyński rząd zupełnie nie radzi sobie z tą sytuacją - powiedziała Funes w imieniu rodaków czekających na pomoc.

Olgierd Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: Novak Djokovic | tenis

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje