Reklama

Reklama

Tenis. Jerzy Janowicz pokonał Tomasza Machacza. Zwycięski powrót Polaka

Jerzy Janowicz, po ponad dwóch latach przerwy, powrócił na kort i w turnieju ATP w Rennes pokonał 362. w rankingu Czecha Tomasza Machacza 7:6 (7-3) 6:7 (4-7), 6:4. W całym meczu zanotował aż 19 asów serwisowych.

W 1/16 finału Janowicz zagra ze sklasyfikowanym na 225. pozycji w światowym rankingu Constantem Lestienne. Francuz jest rozstawiony z numerem 10. i miał w pierwszej rundzie wolny los.

Reklama

Pierwszy set był niezwykle wyrównany - obaj wygrywali gemy przy własnym serwisie. Sytuacja ta zmieniła się dopiero w 11. gemie, gdy Polak zdołał doprowadzić do przełamania. Kolejny gem należał jednak do Czecha, więc do rozstrzygnięcia tej partii potrzebny był tie-break. Lepszy okazał się w nim Janowicz, zwyciężając 7-3.

Przebieg drugiego seta był podobny do pierwszego - także zakończył się tie-breakiem, choć po drodze żaden zawodnik nie przegrał gema przy własnym podaniu.

Trzeci set rozpoczął się od przełamania Janowicza, który wygrał swoje gemy serwisowe. Przy stanie 3:2 dla Polaka doszło do przerwy medycznej, ze względu na problemy Machacza. Po kilku minutach Czech wrócił na kort.

Janowicz szybko odskoczył rywalowi na wynik 5:2 i wydawało się, że lada moment zakończy spotkanie. Wówczas Machacz przełamał Polaka, a potem efektownymi dwoma asami zakończył kolejnego gema i zrobiło się 5:4. Na szczęście Janowicz w decydującym gemie zwyciężył.

Dla Janowicza to pierwszy mecz w zawodowym tenisie od listopada 2017 roku. Wtedy to 29-letni tenisista z Łodzi mierzył się w challengerze w Bratysławie z Kazachem Michaiłem Kukuszkinem. Zszedł jednak z kortu z powodu kontuzji. Wcześniej w tym turnieju ograł Australijczyka Bernarda Tomica i Słowaka Norbert Gambosa. Przez blisko dwa lata Janowicz leczył uraz - przeszedł nawet operację kolana. Po pół roku okazało się, że trzeba było dokonać lekkiej korekty i przeprowadzić artroskopię.

W czasie rekonwalescencji półfinalista Wimbledonu z 2013 roku poświęcił się innej swojej pasji - grom komputerowym. Gdy wydawało mu się, że stan zdrowia się poprawia, próbował sił w padlu. Ale jak mówił we wrześniu Interii najtrudniejsze chwile udało mu się przeżyć dzięki dziecku. Syn Janowicza i jego partnerki, byłej tenisistki, Marty Domachowskiej urodził się rok temu. - Był moment w moim życiu, że głowa zaczęła mi parować. Skupiliśmy się na tym kolanie. Najpierw operacja, potem rehabilitacja, było za dużo tych problemów. Byłoby mi bardzo ciężko, gdyby nie syn. Gdy przyszedł na świat pustka została wypełniona. Skupiłem się bardziej na synu niż na tenisie. Rola ojca jest inna, ale teraz jest fajnie - powiedział w wywiadzie.

To podobno narodziny syna zmotywowały do treningów Janowicza. Od lata trenuje regularnie na korcie, wcześniej prowadził zajęcia ogólnorozwojowe. Jesienią wziął udział w zgrupowaniu na Teneryfie, gdzie trenował pod opieką byłego już trenera Dominika Thiema (dwukrotnego półfinalisty Roland Garrosa) Guntera Bresnika. "Tenisowo czuje się fajnie. Forhand śmiga, co najważniejsze" - napisał na swoim profilu społecznościowym. Mówił też o tym w wywiadzie dla Interii, że nie boi się o tenisową stronę, tylko o to, czy wytrzyma jego kolano (więcej na temat powrotu Janowicza przeczytasz TUTAJ - KLIKNIJ!).

Jerzy Janowicz - Tomasz Machacz 7:6 (7-3), 6:7 (4-7), 6:4

TB

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Janowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje