Reklama

Reklama

Tenis. Były trener Hurkacza Charpantidis: Hubert ma potencjał na pierwszą 30-tkę

- Tego zawodnika stać na to, żeby przez najbliższe 10 lat zadomowić się w trzydziestce rankingu ATP. Czy będzie drugi, piąty, czy dziesiąty, to się okaże – mówi Interii były trener Huberta Hurkacza, Aleksander Charpantidis.

Na turnieju ATP w Dubaju (o puli nagród 2 887 895 dol.) 21-letni tenisista z Wrocławia w środę pierwszy raz w karierze pokonał zawodnika z pierwszej dziesiątki rankingu ATP. Hurkacz wygrał z rozstawionym z numerem 1 Japończykiem Keim Nishikorim 7:5, 5:7, 6:2. To znaczący wynik Polaka (77. ATP), który pierwszy raz w karierze przeszedł dwie rundy turnieju rangi 500 ATP. W ćwierćfinale zagra z Grekiem Stefanosem Tsitsipasem (11. ATP).

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Zaskoczył pana Hubert zwycięstwem nad Keim Nishikorim?

Reklama

Aleksander Charpantidis, były trener Huberta Hurkacza, członek sztabu szkoleniowego reprezentacji Polski w Pucharze Davisa: Bardzo, ale od dawna czułem, że nie jest to nic niemożliwego. Przed meczem z Nishikorim zastanawiałem się nad tym i wiedziałem, że Hubertowi trochę brakuje, by regularnie grać na poziomie top 10 i pokonywać takich zawodników w każdym meczu. Pokazywał jednak, że jedno-dwa spotkania z kimś z czołówki może wygrać. Stało się to szybciej niż myślałem. Można było się tego spodziewać z jeszcze innego powodu. Hubert jest bardzo zdeterminowany i ta determinacja może go zadomowić wysoko w rankingu.

Co takiego stało się, że Hubert był w stanie pokonać zawodnika z pierwszej dziesiątki rankingu? Nigdy wcześniej tego nie dokonał?

- W tenisie często jest tak, że przegrywa się nie podczas meczu, ale przed meczem - z jakimś nazwiskiem. Nishikori i jego osiągnięcia robią wrażenie. Można przystąpić do spotkania z takim rywalem bez nadziei. Hubert musiał mieć bardzo dużo wiary w swoje możliwości i przekonanie, że jest w stanie to zrobić - wygrać. Ciężka praca pomaga tę pewność budować. Jeśli się wie, że się solidnie trenowało - o jedną godzinę, o jeden ciężar, o jeden bieg więcej niż ktoś inny, to stwarza się podstawy do sukcesu. Hubert miał zawsze problem z psychiką, ale ewidentnie od pewnego czasu widzę - nawet po rozmowach z nim - że jest to dużo dojrzalszy człowiek. Nadal rozwija się mentalnie, ale jest mocniejszy psychicznie.

To zwycięstwo to może być początek jakieś nowej drogi w karierze Huberta?

- Początek był 15 lat temu. Zapomina się o tym, że rozwój zawodnika w tenisie trwa długo i nawet jeśli zarabia teraz dużo pieniędzy, to wcześniej na to, by znaleźć się na szczycie ogromne środki wydali jego rodzice. Na pewno pokonanie szóstego zawodnika z ATP rodzi inne zachowania. Zawodnik myśli, że skoro wygrał z szóstym to dlaczego nie wygrać z czwartym i równocześnie, że nie można przegrać z dziesiątym. Rośnie wiara w siebie. Hubert może odpalić tak jak wielu zawodników po takich zwycięstwach.

Stanie się to już w meczu kolejnej rundy z półfinalistą Australian Open Stefanosem Tsitsipasem? Polak grał z Grekiem niedawno w Marsylii i dosyć szybko przegrał.

- Nie był to dobry mecz w wykonaniu Huberta, był za to bezbłędny w wykonaniu Tsitspiasa. Panowały jednak inne warunki. W Marsylii grali w hali, w Dubaju zagrają na zewnątrz. Hubert znajduje się "w gazie". Ciężko wyczuć, jak się potoczy ten mecz. Trzeba być dobrej myśli. Hubert w tym tygodniu na minusie nie jest, dokonał już czegoś znaczącego.

Jak pan sądzi, w którym miejscu zatrzyma się w tym sezonie w rankingu ATP Hubert Hurkacz?

- Hubert jest osobą niezwykle ambitną. Jeśli będzie trzeci, to natychmiast wyznaczy sobie cel, żeby stać się drugi. On chce cały czas piąć się w tenisowej hierarchii. Uważam, że tego zawodnika stać na to, żeby przez najbliższe 10 lat zadomowić się trzydziestce rankingu ATP. Czy będzie drugi, czy piąty, czy dziesiąty, to się okaże. Ma ogromny potencjał.

Przez ile lat trenował pan Huberta?

- Prowadziłem go prawie dwa lata.

Widział pan w nim wtedy zawodnika, który będzie sklasyfikowany w pierwszej setce ATP?

- Niewątpliwie tak, dostrzegałem, że jego gra jest zbudowana na setkę. Podczas pracy z Hubertem - nie ze względu na możliwości taktyczno-techniczne, które są na światowym poziomie - ale niedojrzałość, sądziłem, że to się przesunie w czasie i zajmie to mu trzy, a może pięć lat. Ale dał radę i to szybko.

Zrobił to bardzo spokojnie, bez medialnej wrzawy, szedł krok po kroku do celu. To chyba dobrze wróży na przyszłość, bo mieliśmy w tenisie przykłady zawodników, którzy nagle awansowali do czołówki i potem szybko z niej wypadli.

- Sodówka mu nie zagraża. Jest bardzo dobrze wychowanym i poukładanym chłopcem, pochodzi z dobrego domu, ma rozsądnych rodziców. Mentalnie nie ma możliwości, żeby robił głupoty, on wie, czego chce. Jest przy tym inteligentny. Sukces nie uderzy mu do głowy. Sportowo, zawsze będzie miał mało.

Pracuje pan z reprezentacją Polski w Pucharze Davisa. Polska mimo trzech zwycięstw w ubiegłym roku i mimo protestu PZT nadal gra w II grupie. Czy ta drużyna nadal będzie mogła liczyć na Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka?

- Chłopaki za każdym razem byli gotowi na wyzwanie reprezentacji, ciężko mi sądzić, że będzie inaczej. Dla tych chłopców gra w kadrze jest zaszczytem i niezależnie od tego, czy były w związku pieniądze, czy nie, oni przyjeżdżali. Smutno nam jest tylko z tego powodu, jak potraktował nas ITF (Międzynarodowa Federacja Tenisowa) i jak działa ta organizacja. Zrobili z nas durniów. Wygraliśmy wszystko, a nie awansowaliśmy. Teraz mamy sześć możliwych terminów meczów, panuje tam straszny bałagan. Wierzę, że mimo to, jeśli tylko będzie to możliwe ze względu na terminy, zagramy w najsilniejszym składzie.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski


   

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL