Szybkie 6:0 w meczu Polki z mistrzynią US Open. 71 minut i koniec
Tylko raz w karierze Maja Chwalińska grała z zawodniczką wyżej klasyfikowaną niż 30. dzisiaj Emma Raducanu. 10 miesięcy temu mocno stawiła czoła Elinie Switolinie w BJK Cup w Radomiu, ale jednak przegrała. W Klużu-Napoce stawką jest spotkania z byłą mistrzynią US Open był półfinał turnieju WTA 250. Zaczęło się źle, Brytyjka potrzebowała zaledwie 25 minut, by wygrać 6:0. A później 24-latka z Bielska-Białej pokazała, że jest nawet w stanie przełamać słynną rywalkę. I powalczyła.

Wygrywając z Olgą Danilović Maja Chwalińska awansowała w środę do ćwierćfinału turnieju WTA 250 Transylvania Open. I już mogła być dumna z tego, co osiągnęła w Rumunii: po raz pierwszy w karierze znalazła się bowiem w najlepszej "8" zawodów z głównego cyklu WTA, czyli imprez właśnie rangi 250 i wyższych.
Mało tego, Polka właśnie w ćwierćfinale trafiła na największą gwiazdę tego turnieju - najwyżej tu rozstawioną Emmę Raducanu. 23-letnia reprezentantka Wielkiej Brytanii ma też rumuńskie pochodzenie, w Klużu-Napoce została przyjęta bardzo ciepło. I imponowała w poprzednich rundach, z Greet Minnen uporała się w 70 minut, pierwszego seta wygrała 6:0.
A wczoraj wygrała ostatecznie z Kają Juvan, partnerką deblową Chwalińskiej w Rumunii, mimo że przegrywała w pierwszym secie 0:5. A później triumfowała w... jedenastu gemach z rzędu.
Raducanu jest jedną z najbardziej "marketingowych" gwiazd w tourze, mimo młodego wieku. I cały czas kojarzy się z jednym turniejem - sensacyjnie wygranym US Open w 2021 roku. Mimo że zaczynała wtedy od kwalifikacji, musiała wygrać aż 10 spotkań. Dokonała tego jako 150. zawodniczka w światowym rankingu. By później... już nigdy nie zdobyć żadnego tytułu.
Dla porównania - Chwalińska wygrała dwie imprezy WTA, obie rangi 125. Najpierw pod koniec 2024 roku we Florianopolis, ostatniej jesieni - w Montreux. Obie na kortach ziemnych, na których czuje się najlepiej.
WTA Kluż-Napoka. Emma Raducanu kontra Maja Chwalińska. Stawką półfinał imprezy rangi 250
Reprezentantka Polski nie zaczęła może tego spotkania źle, nie popełniała rażących błędów, zaliczyła nawet asa. Tyle że niewiele to dawało. Nie da się bowiem ukryć, że Chwalińska nie dysponuje mocnym uderzeniem, gra taktycznie, zmienia kierunki, potrafi zmusić rywalki do biegania.

Dziś jednak Raducanu od początku miała na taką grę Polki doskonałą receptę. Od razu przejmowała inicjatywę potężnymi forhendami, zmuszała Maję do biegania i odgrywania już z głębokiej defensywy. Chwalińska przegrała na przewagi pierwszego gema, w trzecim zaś miała piłkę na stan 1:2. Ale i tu Brytyjka pokazała klasę. Zrobiło się 0:3, a przy serwisach Raducanu Chwalińska była kompletnie bezradna. Polka chyba pogodziła się z sytuacją w tym secie.
Druga piłka setowa była tą ostatnią, Raducanu wygrała 6:0. A zegar zatrzymał się na 25 minutach i 18 sekundach. Statystyki były bezlitosne: 10:3 w wygrywających uderzeniach dla Brytyjki, 11:4 dla Polki w niewymuszonych błędach.
Tenis Chwalińskiej ma jednak to do siebie, że często dochodzi w nim do różnych wahnięć. We wtorek Polka wygrała pierwszego seta z Olgą Danilović 6:1, by drugiego przegrać 1:6. A później cieszył się po trzecim.
Po takim laniu Maja zniknęła na moment w szatni, ale po powrocie - wygrała swojego gema do zera. Na swoich warunkach, czyli bez korzystania z pomyłek rywalki, ale własnymi atakami. Musiała trochę bardziej ryzykować, jeśli chciała zaistnieć w tym spotkaniu. Tyle że w piątym gemie, przy stanie 2:2, Polka została gładko przełamana. Można było się już zastanawiać, ile jeszcze potrwa to spotkanie, czy może 10 minut, czy może kwadrans? Raducanu miała 3:2 i 30-0, gdy popełniła podwójny błąd serwisowy. A za chwilę - wyrzuciła piłkę. Nagle okazało się, że turniejowa "1" też się myli, Chwalińska odrobiła stratę.
To 3:3 dawało jeszcze nadzieję, że Polka, grając na pełnym ryzyku, będzie w stanie doprowadzić do trzeciego seta. I mocno "poddenerwować" rywalkę, której w przeszłości często zdarzało się "pękać" w takim momencie. Raducanu jednak nie pozwoliła na to, jeszcze raz wywalczyła breaka. I odskoczyła na 5:3.
Miała dwie okazje na skończenie tego meczu - najpierw przy podaniu Polki, później swoim. Chwalińska się obroniła serwisem, zaliczyła nawet czwartego asa w tym spotkaniu, choć piłka leciała nieco ponad 150 km/godz.
A później Raducanu dopięła swego - wygrała po niespełna 72 minutach 6:0, 6:4.
I to ona zagra z Ołeksandrą Olijnykową o finał Transylvania Open. Polce zostaje jeszcze czwartkowy mecz w ćwierćfinale debla, a w przyszłym tygodniu wystąpi już w imprezie WTA 125 w Oeiras.
Dokłądny zapis relacji "na żywo" ze spotkania Emmy Raducanu z Mają Chwalińską jest tutaj.

















