Słabsze występy na mączce, a później na trawie, patrząc oczywiście na aspiracje Aryny Sabalenki, sprawiły, że Białorusinka dziś nie balansuje na poziomie 11 tysięcy punktów, ale 8,5 tys. Mało tego, o ile w Toronto może tylko dodawać, bo rok temu odpuściłe grę w Montrealu, to już za chwilę przyjdzie jej bronić 2000 za triumf w Nowym Jorku. I to będzie dla niej godzina próby, bo przecież pozycja światowej "1" jest coraz bardziej zagrożona. Już nie tylko za sprawą Jeleny Rybakiny, ta bowiem znów gra w w kratkę, ale nawet Jessiki Peguli i Mirry Andriejewej. Zwłaszcza Rosjanka, mistrzyni Roland Garros, miała fatalne drugie półrocze w poprzednim sezonie. Teraz będzie głównie dodawać punkty.
W Kanadzie liderka rankingu zaczęła zmagania od starcia z Moyuką Uchijimą. Japonka nie ma zbytnio tenisowych argumentów, by zagrozić zawodniczce tej klasy, ale potrafiła napsuć krwi faworytce. Przegrała jednak 3:6, 3:6.
Po losowaniu drabinki spodziewano się, że o 1/8 finału Aryna zagra z Jeleną Ostapenko, dojdzie do rewanżu za ich potyczkę w Londynie. Tak się nie stało - Łotyszka zaczęła spotkanie z Shuai Zhang fatalnie, po 10 przegranych gemach skreczowała. Widocznie uznała, że nie ma sensu przegrywać "rowerem", bo kontuzji raczej tam nie było. W czwartek zagrała już, z powodzeniem, w deblu.
I to właśnie doświadczona Chinka była w wieczornej sesji rywalką zawodniczki z Mińska.
WTA Toronto. Aryna Sabalenka kontra Shuai Zhang. Stawką 1/8 finału
Obie grały już wcześniej pięć razy, bilans wynosił 4:1 dla Sabalenki. Tej pierwszej wiktorii Shuai Aryna pewnie już nie pamięta, miała 18 lat, gdy spotkały się w Toklo. Shuai była wtedy 24. rakietą świata, swój rekord pobiła dopiero trzy lata temu, wskoczyła na 22. pozycję. A później przytrafiła się jej niewiarygodna seria 24 kolejnych porażek, przez półtora roku nie potrafiła wygrać spotkania.
To starcie zaczęła jednak w imponujący sposób, już w gemie otwarcia uzyskała szansę na przełamanie serwisu Aryny. I wtedy Sabalenka posłała jednego asa, za moment drugiego, gema skończyła kolejnym wygrywającym podaniem, po którym Azjatka tylko trąciła piłkę ramą.

Sabalenka w pierwszej fazie spotkania sprawiała jednak wrażenie zdekoncentrowanej, popełniała sporo błędów, zwłaszcza bekhendowych. Obie zaś miały pecha.
Wcześniejsze spotkania na tym korcie, w sesji dziennej, odbywały się bez zakłóceń. A później zaczęło raz po raz padać. Teraz musiały usiąść w trakcie czwartego gema, później - zaraz po szóstym. Bardzo ważnym, bo Białorusinka właśnie przełamała 37-letnią rywalkę. I tym razem była to nieco dłuższa przerwa.
Gdy wróciły do gry, wszystko już toczyło się po myśli faworytki. Skupiała się na podaniu, nie dawała tu szans Chince. I to wystarczyło do 6:3 - po 41 minutach czystej gry.
Chinka walczyła także w drugim secie, była skoncentrowana, jej twarz nie pokazywała żadnych emocji. W swoich gemach serwisowych radziła sobie świetnie, wyraźnie poirytowana Białorusinka szukała sposobu, bo rywalka za często goniła ją po korcie. Tyle że takie obrazki w ostatnim czasie widać było dość często, gdy Aryna toczyła wyrównaną walkę, a później wystarczyło jedno przełamanie, by rozstrzygnąć sprawę. Coś podobnego wydarzyło się przecież w pierwszej partii.

I teraz też ten moment nastąpił, w siódmym gemie. Mimo że Zhang prowadziła 30-0 i grała naprawdę dobrze. Jedno szczęśliwe zagranie światowej "1" w sam narożnik, później kapitalne returny - i już doszło do przełamania. Tego Aryna po prostu zmarnować nie mogła. Formalnie to spotkanie trwało 76 minut - turniejowa "1" wygrała 6:3, 6:4.
Shuai Zhang nie popełniała niewymuszonych błędów, miała raptem jedno takie zagranie w pierwszym secie i żadnego w drugim. To jednak nie pomogło na tyle, by móc ograć bardzo ofensywnie, tradycyjnie już, usposobioną Sabalenkę. Ta zaś w statystyce winnerów triumfowała 29:8.
O ćwierćfinał Aryna zagra w sobotę z Jekateriną Aleksandrową.















![US Open: O której finał Sabalenka - Rybakina? Gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000NA4VG45CBL3KN-C401.webp)