Świątek w drodze do domu, Ostapenko grała o finał. Koniec po 104 minutach
W przedostatnim dniu WTA Finals w Rijadzie nie ma już meczów "o nic" - w piątek wyłonione zostaną finalistki turniejów w grze pojedynczej i podwójnej. Gwoździem programu są oczywiście spotkania z udziałem Aryny Sabalenki i Jeleny Rybakiny, najpierw do boju ruszyły jednak deblistki. W tym niepokonana w Arabii Saudyjskiej para Jelena Ostapenko/Su-wei Hsieh. I choć to one były faworytkami w starciu z Timeą Babos i Luisą Stefani, to jednak rywalki sprawiły kolejną niespodziankę w tym turnieju.

Najpierw mecz Hsieh/Ostapenko - Babos/Stefani, później dwa single: Peguli z Rybakiną oraz Sabalenki z Anisimovą, wreszcie na koniec drugi mecz par: Kudiermietowa/Mertens - Siniakova/Townsend - tak organizatorzy WTA Finals zaplanowali przedostatni dzień rywalizacji. A stawka była ogromna - miejsca w finale "Turnieju Mistrzyń", bo tak nazywane są zawody kończące sezon. Już bez Igi Świątek, która tę szansę straciła w środę.
A w każdym z tych czterech meczów występowały zawodniczki bądź pary, które w Rijadzie nie zostały jeszcze pokonane. Choćby dlatego szanse duetu Hsieh/Ostapenko można było stawiać nieco wyżej. A z drugiej strony to jednak Węgierka z Brazylijką sprawiły wczoraj sporą niespodziankę, wyrzucając z zawodów obrończynie tytułu, a zarazem mistrzynie US Open: Gabrielę Dabrowski i Erin Routliff.
WTA Finals. Pierwszy półfinał w Rijadzie, na korcie Jelena Ostapenko. Nagła zapaść gwiazdy z Łotwy
O dziwo, w tych zestawieniach obie pary jeszcze się nie spotkały. Z tej czwórki tylko Ostapenko gra singla, ale też można się było spodziewać, że to od niej będzie zależało najwięcej. Nie tylko od jej gry, ale czy będzie w stanie wytrzymać ciśnienie. W całym turnieju w Rijadzie to ona ciągnęła parę, a wspólnie z Hsieh spisywały się znakomicie. I dziś też tak początkowo było, po pierwszym kole serwisowym prowadziły 3:1.
A wszystko zaczęło się psuć, gdy Łotyszka po raz drugi miała serwować. Coraz lepiej grała Babos, to po jej zagraniu udało się odzyskać stratę przełamania, na co w brzydki sposób zareagowała Ostapenko, parodiując ruch rywalki. Później, już przy stanie 4:5, sytuacja się powtórzyła.
Babos i Stefani dostały dwie piłki setowe, pierwszą uratowała jeszcze pod siatką Hsieh. W drugim przypadku 39-latka z Tajwanu nie zdołała już zagrać podobnie dobrze, a to oznaczało seta dla rywalek. W meczu niezbyt ładnym, w którym na jednego gema przypadały ponad cztery niewymuszone błędy.

Passa Węgierki i Brazylijki trwała dalej, do zera wygrały pierwszego gema, za moment wygrały pierwszą akcję w kolejnym, a później miały już niemal pewne 0-30. Niemal, bo Hsieh jakimś cudem zakryła ciało rakietą i... posłała winnera.
Za moment było już 40-15 dla duetu z Ostapenko i co zrobiła Jelena? Dwa podwójne błędy z rzędu. Ostatecznie sprawę na korzyść jej teamu załatwiła Tajwanka - atakiem po returnie Babos spod samej siatki.
Dalej trzeba więc było czekać na przełamanie - aż do piątego gema. I jak można się było spodziewać, najwięcej tu zależało od Łotyszki. To Ostapenko czasem wręcz "odpychała" od siebie partnerkę, byle tylko uderzyć. I to jak najmocniej. To ona wzięła się za grę spod linii przy stanie równowagi, gdy jedna piłka decydowała o 3:2 dla którejś ze stron.
Ostatecznie Jelena zagrała tak mocno, że rywalki nie zdołały kolejny raz przerzucić. A za moment po jej gemie serwisowym było 4:2.

I wtedy swoje flow złapały Babos i Stefani. To one jednak zdołały odrobić straty, przełamując serwis Hsieh, mimo że było już 40-15. Ostapenko pod siatką jednak nie pomagała, Tajwanka sama niewiele była w stanie zdziałać. A gdy Łotyszka pojawiła się na serwisie, rywalki uzyskały dwie piłki meczowe, po jej podwójnym, błędzie. I za drugim razem Babos miała już wszystko w rękach, uderzała spod końcowej linii. Tyle że po prostej, Hsieh wyczekała ten moment, doprowadziła do 5:5.
Decydował jednak tie-break, przy zmianie stron było 4:2 dla Stefani i Babos. A jeszcze drugi serwis miała Hsieh, która chwilę wcześniej została przełamana. I za moment to się powtórzyło - Stefani wolejem podwyższyła na 5:2.
Teraz to Brazylijka podawała, z szansą na skończenie meczu. Najpierw zawaliła jednak Babos, prostą piłkę. A później Stefani. Ostapenko wyrównała na 5:5, ale za moment też popełniła błąd. Co oznaczało trzeciego meczbola. I tym razem sztuka się udała, Stefani w debiucie w WTA Finals uzyskała awans do finału. A przecież z Babos jako ostatnie uzyskały tu przepustkę, 2,5 tygodnia temu w Ningbo.
Babos z kolei w przeszłości trzykrotnie już tę imprezę wygrywała.














