Świątek nie czekała po porażce w Stuttgarcie. Ogłosiła ws. trenera. Kilka szczerych słów
- To na pewno nie był wynik, na który liczyłam. Myślę, że moja gra z linii końcowej była w porządku i widzę w niej postęp w porównaniu z poprzednimi turniejami - powiedziała Iga Świątek po porażce z Mirrą Andriejewą w ćwierćfinale WTA 500 Stuttgart. Polka odniosła się również do pracy z Francisco Roigem.

Iga Świątek nie zagra w półfinale Porsche Tennis Grand Prix. W piątek nasza reprezentantka przegrała z Mirrą Andriejewą 6:3, 4:6, 3:6. Mimo świetnej gry w pierwszym secie sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa zakończyła rywalizację o nowiutkie Porsche.
Był to jej drugi mecz pod wodzą Francisco Roiga, który zastąpił Wima Fissette'a na posadzie trenera. Starcie z młodą Rosjanką trwało ponad dwie i pół godziny.
Iga Świątek zabrała głos po porażce z Andriejewą
Niedługo po zakończeniu spotkania 24-latka pojawiła się na konferencji prasowej. Podczas spotkania z dziennikarzami odpowiedziała na ich pytania po porażce młodą Rosjanką.
- To na pewno nie był wynik, na który liczyłam. Myślę, że moja gra z linii końcowej była w porządku i widzę w niej postęp w porównaniu z poprzednimi turniejami. Ale ogólnie rzecz biorąc, to na pewno nie wystarczyło - rozpoczęła.
Następnie Świątek wypowiedziała się nt. krótkiej współpracy z Roigem, z którym trenowała na Majorce w akademii Rafaela Nadala. - Myślę, że na razie się poznajemy. Daje mi przestrzeń, żebym mogła sama sobie z tym poradzić podczas meczów. Mam jasną wizję tego, co mam robić. Po prostu czasami trudno to zrobić. Powiedziałabym, że dzisiaj nie było to najważniejsze - wyznała.
Później Polka przeszła do szczegółów samego meczu. - Były momenty, w których czułam, że gram lepiej, na pewno lepiej niż w innych momentach, kiedy poziom mi spadał. W poszczególnych fragmentach czułam pełną kontrolę nad tym, co się dzieje. To jest coś pozytywnego. Trzeba tylko utrzymać to do końca meczu. Myślę, że gra z linii końcowej miała sens. Czułam, że wiem, co robię, i to jest coś pozytywnego, bo szczerze mówiąc, w poprzednich meczach nie zawsze tak było. Myślę, że całkiem dobrze odgrywałam jej pierwszy serwis, biorąc pod uwagę prędkość i wszystko inne. To są te pozytywne aspekty - stwierdziła.
- Z mojego punktu widzenia na pewno nie czułam się zbyt pewnie przy serwisie. Wydawało mi się, że mogłam serwować dokładniej, a czasami chciałam zagrać tak samo jak w pierwszym secie - mówiła nt. podania. Na koniec Iga Świątek dodała, że jeszcze raz musi obejrzeć całe spotkanie, aby wyciągnąć wnioski.













