Świat tenisa w żałobie. Nie żyje były numer jeden, wielokrotny triumfator szlemów
5 marca wreszcie rozpoczęło się święto tenisa w Stanach Zjednoczonych. Podczas gdy kibice w USA ekscytują się zmaganiami na kortach Indian Wells, smutne wieści dotarły do nas z Australii. W wieku 86 lat zmarł Fred Stolle, jeden z najwybitniejszych graczy w historii dyscypliny. Legendarny zawodnik aż kilkanaście razy triumfował w turniejach wielkoszlemowych, w pewnym momencie dzierżąc miano numeru jeden światowego rankingu.

To dzięki Fredowi Stolle Australijczycy zakochali się w tenisie. W najlepszych latach kariery był on wręcz nie do pokonania, co pokazują choćby wyniki zawodnika w Wielkich Szlemach. Jego łupem padł singlowy Roland Garros (1965) oraz US Open (1966). Prawdziwą furorę robił jednak w grze podwójnej. Aż dziesięciokrotnie wraz ze swoim partnerem wznosił w górę najcenniejsze trofeum. Pięknie musiały mu smakować zwłaszcza triumfy przed własną publicznością na Australian Open (1963, 1964, 1966).
Dobra postawa na korcie miała również odzwierciedlenie w rankingu. Jeżeli chodzi o singlistów, to Australijczyk najwyżej plasował się na drugiej lokacie. W gronie deblistów długo nie miał sobie równych. Fred Stolle kochał tenisa do ostatnich swoich dni. Po zakończeniu kariery brał wciąż aktywny udział w życiu dyscypliny. Jego głos ubarwiał transmisje telewizyjne z wielu prestiżowych zmagań. Dlatego też śmierć legendy wywołała ogromne poruszenie. Nie tylko zresztą na Antypodach.
Wielka strata dla australijskiego tenisa. Nie żyje Fred Stoll, miał 86 lat
"Wielkoszlemowy mistrz na korcie, głos kibiców, na zawsze pozostanie w naszych sercach" - napisał w mediach społecznościowych profil "Tennis Australia". Swoje trzy grosze wtrącił również prezes wspomnianej federacji. "Kiedy rozmawiamy o złotej erze naszego tenisa, przejściu z amatorstwa na profesjonalizm, to pierwszy na myśl przychodzi właśnie Fred Stolle. Jego dziedzictwo to synonim doskonałości, poświęcenia i głębokiej miłości do tenisa. Jego wpływ na sport zostanie zapamiętany przez wszystkich, którzy mieli zaszczyt być świadkami jego wkładu" - oznajmił Craig Tiley, cytowany przez "BBC".
"Trzeba było być najlepszym, by pokonać najlepszych. Nigdy nie znudziło nam się przeżywanie przeszłości, gdy podróżowaliśmy po świecie, patrząc w przyszłość z nieprzemijającą miłością do tego sportu. Będzie nam Ciebie brakowało, Fiery" - napisał też legendarny Rod Laver w serwisie X.
Zobacz również:











