Reklama

Reklama

Stefan Edberg: Gra serwis-wolej to dziś samobójstwo

Szwed Stefan Edberg, obecny trener Rogera Federera, ubolewa nad tym, że tenis staje się coraz bardziej defensywny, a styl serwis-wolej odchodzi do lamusa. Nietypowa rozmowa z dość milczącym byłym liderem rankingu ATP, w trakcie ćwiczeń rozciągających Szwajcara. Spisana właściwie z pamięci. Dlaczego bez dyktafonu? Proszę, oto powód...

Tomasz Dobiecki: Witam, czy skoro jest pan wolny w trakcie ćwiczeń Rogera możemy chwilę porozmawiać?

Stefan Edberg: - Porozmawiać zawsze, pod warunkiem, że to nie będzie wywiad (wymownie zerka na dyktafon w mojej dłoni).

Dlaczego?

- Po prostu nie lubię udzielać wywiadów, bo uważam, że niewiele mam do powiedzenia. Zresztą nigdy nie mówię dużo, jestem raczej milczący, jak większość Szwedów.

Szwed, który mieszka głównie w Londynie. Wśród małomównych Anglików czuje się pan pewnie całkiem dobrze?

Reklama

- Nie narzekam. Choć oni też bywają czasem nadmiernie gadatliwi. No i bywają hałaśliwi szczególnie wieczorami, ale da się z nimi wytrzymać.

Roger Federer też jest raczej małomównym człowiekiem. Czy dlatego zdecydował się pan pomagać mu jako trener?

- Roger też mówi więcej ode mnie, ale faktycznie dobrze się czujemy w swoim towarzystwie. Co nie znaczy, że wciąż tylko milczymy.

Czy ma pan pomóc Federerowi w powrocie do bardziej agresywnego tenisa w stylu serwis-wolej?      

- W dzisiejszym tenisie byłoby to samobójstwem. Nie znam zawodnika, który w tej chwili stale biegałby do siatki po serwisie.

Polak - Łukasz Kubot często to robi, choć nie przez cały mecz, ale dużo punktów zdobywa właśnie przy siatce.

- To ten, który przegrał w ostatnim Wimbledonie z Janowiczem? To był chyba polski ćwierćfinał?

I co pan myśli o grze Łukasza?

- Widziałem trochę tego meczu w telewizji. On bardziej miesza grę, choć chwilami blisko mu do tenisa, jaki na trawie grało się jeszcze kilkanaście lat temu. Jednak to już niestety przeszłość. Dzisiaj nadmiar fantazji w ataku to raczej wskazuje na skłonności samobójcze. Piłki są coraz cięższe i wolniejsze, korty też, więc broniący się ma więcej czasu na przygotowanie zabójczej odpowiedzi. Za moich czasów szanse były pół na pół, a teraz jakieś 70 procent dla broniącego.

Żałuje pan, że taktyka serwis-wolej odchodzi w zapomnienie?

- Tak, oczywiście, bo bez niej mecze w się robią dłuższe. A ja nie mam aż tyle czasu, żeby je oglądać. Szczególnie pięciosetowe maratony na ziemnych kortach. Nigdy nie przepadałem za taką defensywną grą z tylu kortu, ale chyba trzeba po prostu zaakceptować zmiany.

Roger jest jednym z nielicznych kompletnych tenisistów. Co jeszcze można poprawić w jego grze?

- Zawsze jest coś do udoskonalenia albo przynajmniej skorygowania. Trzeba się dostosowywać do tendencji, bo inaczej łatwo zostać na peronie, kiedy pociąg odjedzie.

A co dokładnie można udoskonalić?

- Tego nie mogę zdradzić, bo podpisałem pewne zobowiązania w kontrakcie.

Czy wierzy pan, że Federer może być znów numerem jeden na świcie?

- A dlaczego nie? Z takim talentem i potencjałem gry wciąż ma potencjał do tego, żeby włączyć się do rywalizacji Nadala z Djokoviciem.

Ale chyba prędzej w Wimbledonie, niż tu w Paryżu?

- Kto wie, gdybym w to nie wierzył, to bym tu nie przyjeżdżał. Myślę, że kwestia zwycięstwa w Rolandzie Garrosie jest wciąż otwarta, a jednym z kandydatów jest właśnie Roger.

W sztabie Djokovicia jest Boris Becker, z którym rywalizował pan na korcie. Czy przyjął pan propozycję Federera, żeby teraz rywalizować z nim na ławce trenerskiej?

- Nie, przyjąłem, bo praca z jednym z najlepszych tenisistów w historii to ciekawe wyzwanie.

Okazuje się, że jednak ma pan dużo do powiedzenia...

- Ja? To złudzenie, jestem Szwedem, a Szwedzi są z natury małomówni.

A pana rodak i dawny rywal Mats Wilander?

- No tak, być może zmienił obywatelstwo (na twarzy pojawia się uśmiech). Tak chyba jest, jak się zostaje gwiazdą telewizji i ma program w Eurosporcie. Ja bym się do tego nie nadawał.

Dlaczego?

- Bo jestem małomównym Szwedem.

Fakt, zapomniałem, bo z naszej rozmowy zrobił się całkiem ciekawy wywiad, który z chęcią bym opublikował.

Na tarasie budynku klubowego pojawia się Federer.

- Proszę bardzo, ale przecież tego nie nagrałeś.

Ale mam dość dobrą pamięć.

- Na mnie już czas. Przepraszam, że się tak rozgadałem (uśmiech).

Edberg i Federer biorą swoje pokrowce z rakietami  i ruszają na kort treningowy.  

W Paryżu rozmawiał Tomasz Dobiecki

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy