Sprzeciw Sabalenki i innych gwiazd. Padł mocny apel. Ostra reakcja z Rosji
Do kwalifikacji Rolanda Garrosa zostały dwa tygodnie, a do startu głównej części turnieju niecałe trzy. Wokół imprezy zaczyna się robić goręcej, ale niekoniecznie w pozytywnym i sportowym kontekście. Najlepsi tenisiści świata nie ustępują organizatorom Wielkich Szlemów. Oczekiwania pozostały te same, a na horyzoncie nie widać płynnego dialogu. Zawodnicy nie są zadowoleni ze stopnia powiększenia puli nagród French Open.

Wielkimi krokami zbliża się Roland Garros. Kwalifikacje ruszą w poniedziałek 18 maja, a rywalizacja w drabince głównej sześć dni później. Finał sezonu ziemnego już teraz przynosi ze sobą jednak napięcia, bynajmniej nie sportowe. Jak podaje agencja Associated Press, w poniedziałek "najlepsi tenisiści świata, w tym Aryna Sabalenka, Jannik Sinner i Coco Gauff" przekazali organizatorom paryskiego turnieju niezadowolenie z wysokości puli nagród oraz faktu, że żaden z turniejów wielkoszlemowych nie reaguje na ich żądania zmian w sprawie długoterminowej opieki zdrowotnej oraz systemu emerytur.
French Open ogłosiło 16 kwietnia, że w nadchodzącej edycji wyda na nagrody finansowe dla zawodników 61,7 mln euro, czyli 9,5 proc. więcej niż rok temu. Gracze w oświadczeniu napisali, że "podstawowe liczby przedstawiają zupełnie inną historię". Faktycznie, gdyby wgłębić się w szczegóły, to choć Francuzi płacą im więcej netto, to spada udział procentowy tych wydatków w stosunku do przychodów turniejowych.
Udział puli nagród w stosunku do przychodów Rolanda Garrosa spada z 15,5 proc. w 2024 r. do prognozowanych 14,9 proc. w 2026 r.
Co ciekawe, w 2025 r. było to tylko 14,3 proc. Podwyżka była więc do przewidzenia, ale w ujęciu procentowym można dojść do wniosku, że French Open w pewnym sensie i tak teraz wyda mniej. Tenisiści oczekują 22 procent, tyle ile w turniejach rangi "1000".
Organizatorzy nie odpowiedzieli na prośbę Associated Press o komentarz.
Tenisiści mają dość. Sabalenka się podpisała pod listem. Od razu taka kontra z Rosji
Nie wszyscy jednak popierają postulaty zawodników. Przeciwko jest Jewgienij Kafielnikow, były lider rankingu ATP, dwukrotny triumfator Szlemów i mistrz olimpijski z igrzysk w Sydney. Rosjanin przekazał swój komentarz tamtejszemu "Sport-Expressowi".
- Powinni być wdzięczni, że ludzie, którzy byli przed nimi, wykonali tę pracę, dzięki której oni zarabiają tak ogromne pieniądze. Te narzekania są bezpodstawne. W żadnym wypadku nie wolno gniewać Boga - czytamy.
Napięcia między graczami a organizatorami czterech najważniejszych turniejów zaczęły się w kwietniu 2025 roku. "Podczas gdy inne duże międzynarodowe dyscypliny sportu modernizują zarządzanie i budują długoterminową wartość, turnieje Wielkiego Szlema wciąż opierają się zmianom. Brak konsultacji z zawodnikami i ciągły brak inwestycji w ich dobrostan odzwierciedlają system, który nie reprezentuje odpowiednio interesów tych, którzy są kluczowi dla sukcesu tego sportu" - pisali wtedy w komunikacie.













