Reklama

Reklama

Skandal podczas meczu Rosjanek. Fanka z ukraińską flagą wyproszona

Podczas meczu kwalifikacji do drabinki głównej turnieju WTA w Cincinnati pomiędzy Rosjankami: Anną Kalinskają a Anastazją Potapową doszło do bulwersującego wydarzenia: z trybun wyproszona została jedna z fanek, która miała ze sobą flagę Ukrainy. Kulisy całej sytuacji odsłonił znany dziennikarz, Ben Rothenberg. Jak ujawnił, ochrona miała grozić kobiecie wezwaniem policji, jeżeli ta nie zgodzi się dobrowolnie opuścić obiektu.

Mimo agresji Rosji na Ukrainę oraz faktu, że w wielu dyscyplinach sportu reprezentanci kraju-napastnika zostali wykluczeni z międzynarodowej rywalizacji, w świecie tenisa wciąż mogą występować niemal bez przeszkód. Jedyną sankcją, jaką wprowadziły wobec nich ATP i WTA jest gra pod neutralną flagą. Gdy organizatorzy Wimbledonu zdecydowali się pójść o krok dalej i podjęli suwerenną decyzję o wykluczeniu z gry w tegorocznej odsłonie imprezy przedstawicieli Rosji i Białorusi... zostali ukarani "wykrojeniem" z rankingów.

Reklama

W kwalifikacjach do turnieju w Cincinnati występowały zatem bez przeszkód Rosjanki, a w ich finale los skojarzył dwie z nich: Annę Kalinskają i Anastazję Potapową. Górą była pierwsza z wymienionych (wygrała 7:5, 6:1), lecz zdecydowanie więcej, niż o samym meczu mówi się o bulwersującym zajściu w jego trakcie.

Wyproszono fankę z ukraińską flagą. Dziennikarz odsłania kulisy

W niedzielę opublikowano w sieci nagranie, ukazujące próbę wyproszenia z trybun kortu, na którym odbywał się mecz fanki, mającej ze sobą ukraińską flagę. W sieciach społecznościowych udostępniła je między innymi zawodniczka z tego kraju, Marta KostjukSzerzej o sprawie pisaliśmy w osobnym materiale. 

Nieco więcej informacji na temat całego zajścia przekazał Ben Rothenberg - dziennikarz magazynu "Racquet" i autor podcastu "No Challenges Remaining". Jak poinformował, w trakcie spotkania jedna z Rosjanek zwróciła sędzinie uwagę na obecność kobiety z ukraińską flagą. Arbiter postanowiła więc przerwać mecz, zeszła ze stołka i zaczęła rozmawiać z fanką. Miała jej powiedzieć, że to, co robi jest "nieładne". W odpowiedzi usłyszała, iż "nieładnie jest najeżdżać kraj".

Na tym się jednak nie skończyło, bowiem chwilę później przedstawiciel ochrony miał zagrozić kobiecie z flagą wezwaniem policji, jeżeli ta nie zgodzi się na opuszczenie kortu. Ostatecznie, mimo wsparcia, jakie uzyskała od postronnych fanów, zdecydowała się wyjść. To jednak również nie był koniec całego zajścia, bowiem niedługo potem wyjaśniono jej, dlaczego miała zostać wyrzucona. Jak się okazuje - organizatorom - przynajmniej w teorii - nie chodziło o barwy ukraińskiej flagi.

Wyjaśniono jej bowiem, że ta... przekracza wymiary dopuszczone przepisami (18 na 18 cali, czyli około 45 centymetrów). Na kort pozwolono jej wrócić dopiero wtedy, gdy (pod eskortą) odniosła flagę do samochodu. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL