Siedem obronionych setboli Fręch w Berlinie. Awans ogłoszony po 128 minutach
Gdyby Magdalena Fręch była niżej notowana, turniej WTA 500 w Berlinie skończyłby się dla niej zapewne już po poniedziałkowej porażce w finale kwalifikacji z Shuai Zhang. Tyle że już wtedy było jasne, że Polka - jako najwyżej rozstawiona przegrana z tego etapu - ma szansę na przyjęcie roli "szczęśliwej przegranej". I tak się stało, dostała w stolicy Niemiec drugie tenisowe życie, wpadła na będącą od dawna w sporym kryzysie Evę Lys. Pierwszy set był pasjonujący, Polka obroniła siedem setboli. Ale przy ósmym poległa. Cały mecz przegrała 6:7 (7), 3:6.

Tylko jeden turniej rangi 500 w kobiecym kalendarzu może się równać popularnością do tego w Berlinie. Też grany w Niemczech, w kwietniu w Stuttgarcie, gdzie kusi najnowszy model Porsche dla triumfatorki.
Impreza w stolicy Niemiec odbywa się z kolei w idealnym momencie dla elity - dwa tygodnie przed startem Wimbledonu. W tym roku chęć gry wyraziło aż dziewięć z dziesięciu zawodniczek z najlepszej "10" - poza Igą Świątek. Później już, z różnych powodów, rezygnowały Victoria Mboko, Mirra Andriejewa, a po losowaniu drabinki - Amanda Anisimova.
Jedyną Polką w w stawce była Magdalena Fręch - rozstawiona z trójką w eliminacjach, choć formalnie ich nie przeszła. W poniedziałek gładko przegrała bowiem z Shuai Zhang, ale jako "szczęśliwa przegrana" dostała się do głównej drabinki. Tu zaś też dopisała jej fortuna - nie trafiła na żadną gwiazdę, ale na Evę Lys - ostatnią Niemkę w rywalizacji. Tyle że jej akurat korty trawiaste nigdy jakoś specjalnie nie leżały, a ostatnio daleka też była od formy. To efekt kontuzji odniesionej na początku roku w Australii. Po powrocie wygrała zaledwie trzy z 10 spotkań.
A z drugiej strony - Łodzianka też szuka przełamania. Dwa mecze z rzędu wygrała pod koniec lutego.
Berlin Tennis Open. Magdalena Fręch kontra Eva Lys w starciu o 1/8 finału turnieju WTA 500
Fręch zaczęła to spotkanie jeszcze lepiej niż to wczorajsze z Zhang - wygrała gema, ale nie przy własnym serwisie, a na stronie returnu. A później wróciła gra, jaką można było oglądać w jej meczu w poniedziałek. Pasywna, na warunkach rywalki. Lys nie tylko szybko odrobiła stratę, ale za chwilę sama już prowadziła z przełamaniem.

Jakby tego było mało, już przy stanie 1:3 Fręch nie wykorzystała też dwóch break pointów z rzędu - Lys w tych trudnych momentach przejmowała inicjatywę i rozgrywała te akcje na swoich zasadach. I miała piłkę na 4:1. Szwankował jednak, co niespecjalnie dziwi, jej drugi serwis. A Polka nie była pierwszą, która od razu go atakowała. Łodzianka zdołała jednak wygrać tego arcyważnego gema, później wyrównała. I można było odnieść wrażenie, ze delikatnie się rozkręca. Przede wszystkim zaś - grała odważniej. A w starciach z taką zawodniczką jak Lys trzeba podejmować trochę ryzyka.
Trener Kobierski krzyczał z boku: - Odważniej, odważniej, c'mon! Magdalena zaś próbowała, choć nie zawsze się to udawało.
Polka dość pewnie wygrywała swoje gemy, Niemka - podobnie. Aż do stanu 6:5 dla Lys, gdy Fręch trzykrotnie musiała bronić się przy piłkach setowych. Czyniła to jednak skutecznie.
Decydował więc tie-break, nie układał się po myśli Polki. Przy zmianie stron było 4-2 dla Lys, później zaś - 6-3. Trzy kolejne setbole i... kolejne trzy obronione! Fręch nie bała się grać kątowo po returnie, nie bała się atakować bekhendem wzdłuż linii. Sama wywalczyła stan 6-6.
Niemka wywalczyła jednak kolejną szansę, siódmą w secie. I wyrzuciła piłkę, choć minimalnie. Minęła minuta i miała tę ósmą. Set zakończył się dla Polki w najgorszy sposób - Lys uderzyła po siatce, piłka spadła na stronę Polki, Magdalena nie zdołała do niej dobiec. Po 82 minutach walki to jednak Niemka prowadziła 7:6 (7).

Reprezentantka naszego kraju szybko chciała wznowić grę, Lys ruszyła jednak do szatni. A gdy wróciła, od razu przełamała 28-latkę z Łodzi. Fręch co prawda momentalnie zrewanżowała się jej tym samym, ale gdy po raz drugi straciła serwis, coś pękło. Jakby mentalnie się poddała.
Niemka spokojnie już dociągnęła to spotkanie do końca. Wygrała 7:6 (7), 6:3 - po 128 minutach gry sędzia Marija Čičak ogłosiła jej awans.
W 1/8 finału Lys zmierzy się z lepszą z pary: Anna Kalinska - Elina Switolina.









![Japonia - Polska. Skrót meczu [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1EK2U56I0GB9-C401.webp)




