Set zamknięty w 21 minut, mecz - w 46. Spektakularny triumf Polki w WTA
Rok temu Katarzyna Kawa zrobiła sobie dłuższe tournée po Ameryce, a jego zwieńczeniem był jeden z lepszych turniejów w całej karierze zawodniczki z Krynicy Zdroju. Bo w Bogocie przeszła kwalifikacje, dwa mecze zajęły jej ponad siedem godzin, a później dotarła do finału. Teraz zaś wróciła do stolicy Kolumbii by bronić aż 181 punktów za ten zeszłoroczny występ. I swoją grę w WTA 250 Copa Colsanitas zaczęła w magiczny sposób. Oddając rywalce zaledwie jednego gema.

Rok temu turniej w Bogocie był dla Katarzyny Kawy przełomowy. Wcześniej poleciała do Melbourne, czekała na możliwość wejścia do kwalifikacji Australian Open, ale ostatecznie zabrakło kilku wycofań rywalek. Była rozgoryczona, koszt wyjazdu okazał się spory, a w deblu nie udało się przejść pierwszej rundy. W lutym doświadczona reprezentantka Polski ruszyła do Meksyku, na początku marca przeniosła się do Ameryki Południowej. I tam najpierw wystąpiła w dwóch turniejach ITF w Brazylii, później przeniosła się do Bogoty. W ostatniej chwili, po szalonej podróży z południa Brazylii i odpadnięciu w ćwierćfinale w Vacarii z Julią Rierą.
W stolicy Kolumbii zdążyła na kwalifikacje, przystępowała wtedy do gry jako 223. zawodniczka rankingu WTA. I zmęczona spędziła na korcie w dwa dni... ponad siedem godzin. Tyle zabrało jej wygranie dwóch spotkań, to z Rumunką Patricią Marią Tig trwało bowiem 253 minuty, Polka wygrała 7:5, 6;7 (2), 7:6 (6).
A później doszła do finału, ogrywając turniejową "1" Marie Bouzkovą. W meczu o tytuł zabrakło już trochę sił, wypoczęta Camila Osorio okazała się za mocna.
Teraz zaś, po roku, Katarzyna znów pojawiła się w Bogocie. Tak jak wtedy, "jedynką" jest Bouzkova. Tym razem Polka jednak poleciała wyłącznie na te zawody, bo ranking pozwalał jej już inaczej planować kalendarz. No i w Kolumbii miała pewność gry w głównej drabince.
WTA 250 Copa Colsanitas Cup. Katarzyna Kawa zaczęła rywalizację. Mecz zakończony po 46 minutach
W tym roku 33-latka, powołana przez Dawida Celta do reprezentacji Polski, w pierwszej rundzie wpadła na dobrą znajomą - Carole Monnet. Francuzka, tak jak Polka, w marcu wystąpiła w trzech turniejach rangi 125 w Antalyi. Ale z gorszymi rezultatami od Kawy. Zagrały jednak ze sobą w tym ostatnim, na etapie ćwierćfinału. I tam Kawa triumfowała po 82 minutach 6:4, 6:2.

Po 17 dniach znów pojawiły się na korcie razem, ale... na drugim końcu świata. Właśnie w Bogocie, gdzie Polka broni aż 181 punktów za zeszłoroczny finał i wygrane kwalifikacje. Chyba jednak nikt nie spodziewał się, że czwarte zwycięstwo w ich bezpośrednich potyczkach będzie miało taki scenariusz.
Kawa zaczęła bowiem mecz świetnie - grała odważnie, mocno, precyzyjnie. Przejmowała inicjatywę, nie dawała rywalce z Francji dojść do głosu. W pierwszych pięciu gemach Monnet zdobyła zaledwie cztery punkty. Nawet przy swoim podaniu była bezradna, zwłaszcza drugim. Polka głęboko wchodziła w kort, korzystała ze słabych zagrań rywalki. Dopiero wtedy Monnet wygrała gema, zakończyła go asem - jak się później okazało, honorowego. Za moment w swoim gemie serwisowym Kawa dokończyła dzieła - było 6:1 po zaledwie 21 minutach gry. Polka miała w dorobku 25 wygranych akcji, przy... ośmiu rywalki.
Takie scenariusza, na mączce, znamy z występów Igi Świątek. A tu jej starsza koleżanka z kadry grała też efektownie. I już nie zostawiła rywalce żadnych złudzeń - wygrała 6:0, 6:1. Mecz trwał 46 minut i 51 sekund.
W 1/8 finału rywalką 33-latki będzie 19-letnia Kolumbijka Valentina Mediorreal Arias lub... 38-letnia Niemka Tatjana Maria, rozstawiona tu z "4". I o ile na trawie to zawodniczka świetna, to na mączce wcale nie musi być faworytką w spotkaniu z tak dysponowaną Polką.













