Jeszcze kilka tygodni temu była realna szansa, że Mai Chwalińskiej po raz pierwszy uda się awansować do setki najlepszych tenisistek świata. Brakowało jednego, może dwóch udanych turniejów, najlepiej jakiejś niespodzianki w Wielkich Szlemach. Reprezentantka Polski nie dokonała jednak takiego przełomu, w Paryżu i Londynie nie przebrnęła kwalifikacji. Teraz zaś przyszedł trudniejszy moment, bo już odpisały się punkty za zeszłoroczny triumf w turnieju ITF W75 w Montpellier, w tym tygodniu odpadną za tytuł w ITF W75 w Porto, a w kolejnym Polka ma bronić zdobyczy za zeszłoroczny półfinał WTA 125 w Warszawie.
A tu pojawiła się szansa na historyczny wynik w turnieju w Rumunii. Chwalińska nigdy nie grała bowiem w ćwierćfinale zawodów z głównego cyklu WTA, czyli od rangi 250 w górę. Teraz zyskała tę możliwość - warunkiem było pokonanie Szwajcarki Jil Teichmann, zawodniczki doświadczonej, która równe trzy lata temu w światowym rankingu był 21.
WTA 250 w Jassach. Maja Chwalińska kontra Jil Teichmann. Stawką ćwierćfinał i 54 punkty rankingowe
Miejsce w turnieju WTA 250 dla Chwalińskiej, zawodniczki z drugiej setki rankingu, nie jest taką oczywistością. Polka wykorzystała jednak fakt, że sporo wyżej notowanych tenisistek po Wimbledonie albo odpoczywa, albo woli już nie wracać na mączkę. Polka wykorzystała ten fakt idealnie, wygrała w pierwszej rundzie z Białorusinką Iriną Szymanowicz, otwiera się w nowym oknie.

Dziś grała o historyczny dla siebie ćwierćfinał w zawodach tej rangi, początek miała wyśmienity. Chwalińska grała defensywnie, na returnie ustawiała się daleko za linią końcową. Dopóki Szwajcarka nie dostosowała się do kombinacyjnej gry Polki, dopóki sama pudłowała, sytuacja dla 23-latki była bardzo dobra. Po podwójnym błędzie serwisowym rywalki odskoczyła na 4:2.
Niepokojące było jednak to, że Teichmann coraz lepiej radziła sobie w ofensywie, przekładała sobie piłkę na forhend przy wolniejszych zagraniach Polki - i posyłała potężne "bomby" na drugą stronę siatki. A to powodowało, że odrobiła wkrótce całość strat.
Sytuacja zaś była dla Polki już niemal idealna - prowadziła 4:2, miała piłkę na 5:2, po wcześniejszej obronie trzech break pointów. Szwajcarka grała wtedy z dużym ryzykiem, ale trafiała. I wkrótce było już 4:4. Dopiero wtedy Chwalińskiej udało się przerwać serię przegranych własnych gemów serwisowych.
Ostatecznie, mimo inicjatywy Teichmann, doszło do tie-breaka. Trzy ostatnie takie rozgrywki Polka przegrała, teraz dobrze zaczęła: po własnym skrócie świetnie "odczytała" zamiar rywalki, która dobiegła do piłki. Za chwilę miała już przewagę "małego przełamania" - było 2-1.
I wtedy Chwalińska nie skończyła akcji wolejem, miała piłkę w górze, a rywalkę w narożniku kortu. Trochę zabrakło precyzji, Teichmann dobiegła, lobem zaskoczyła Polkę. Tak bardzo szkoda było tego punktu, mógł podciąć skrzydła 23-latce z Bielska-Białej.
Za chwilę było 3-2 dla Polki, a mogło być 4-1. To się zemściło. Przewaga Szwajcarki w ofensywie wzięła górę, odskoczyła na 6-3, zyskała trzy piłki setowe. A przy drugiej miała piłkę w górze tuż przy siatce, Polka zaś została za boczną linią, biegała z lewej do prawej. I Szwajcarka... trafiła w siatkę.
Tyle że tę ostatnią szansę wykorzystała.
Zły początek drugiego seta, szybkie 0:3 Chwalińskiej. Zaskakująca reakcja Polki
Ten pierwszy set trwał aż 79 minut, czyli o 22 więcej niż cały sobotni finał Igi Świątek na Wimbledonie. Szwajcarka wydawała się być coraz bardziej zmęczona, choć upał obu dawał się we znaki. W Jassach było ponad 30 stopni w cieniu, one dwie prażyły się na słońcu. Według prognoz, w środę ma być burzowo, temperatura spadnie. Ale to później.
Polka źle jednak weszła w tego drugiego seta. Powalczyła w pierwszym gemie, ale go przegrała. A drugiego, swojego, oddała niemal bez walki. Za moment było już 0:3, wydawało się, że marzenia o ćwierćfinale będzie trzeba przełożyć na inną okazję. Polka się jednak jeszcze zmobilizowała, dała radę. Zmęczona Szwajcarka popełniała też coraz więcej błędów.
Maja wygrała dwa kolejne gemy, nawiązała kontakt. I serwowała po 3:3. Nie udało się jednak pójść za ciosem. Teichmann dorzuciła wkrótce trzy kolejne gemy i zakończyła to starcie.
To ona zagra w Jassach o półfinał.














