Sensacyjny scenariusz, Wimbledon bez półfinalistki Roland Garros. Polka w centrum wydarzeń
We wtorek na obiektach w Roehampton rozpoczęły się kwalifikacje do kobiecego Wimbledonu - tylko 16 spośród 128 uczestniczek wystąpi w trzecim w tym roku turnieju Wielkiego Szlema. Jedną z faworytek powinna być Lois Boisson, rozstawiona w nich z jedynką, sensacyjna półfinalistka French Open. 22-latka nie dostała od organizatorów dzikiej karty, miała trudne losowanie. I już po pierwszym spotkaniu wiadomo, że w Wimbledonie nie zagra. Polska arbiter Marta Mrozińska wypowiedziała bowiem formułkę "gem, set i mecz" na korzyść jej rywalki.

Awans Lois Boisson do półfinału French Open był największą sensacją zmagań w stolicy Francji - zawodniczka dostała się do rywalizacji dzięki dzikiej karcie, była jedną z bohaterek. W 1/8 finału pokonała Jessicę Pegulę, światową trójkę, w ćwierćfinale zatrzymała Mirrę Andriejewą. Jej historia z tego turnieju nadawała się na scenariusz filmowy - rok wcześniej też miała grać na Stade Roland Garros, tuż przed zawodami zerwała więzadła w kolanie. Wypadła z gry na długie miesiące, wróciła całkiem niedawno.
A jeszcze tuż przed French Open była 513. w rankingu WTA, wygrany turniej ITF w Saunt-Gaudens pozwolił jej awansować o 150 pozycji.
Dopiero Coco Gauff zatrzymała jej zwycięski marsz - na etapie półfinału.
Eliminacje Wimbledonu w Roehampton. Sensacja na starcie, "jedynka" za burtą. Lois Boisson przegrała
Ulubienica Francuzów, dzięki temu sukcesowi, awansowała na 65. pozycję na świecie, swoją rekordową. Problem w tym, że listy zgłoszeń do Wimbledonu zamykały się na sześć tygodni przed startem turnieju, a kwalifikacji - na cztery tygodnie przed ich rozpoczęciem. Obowiązywały więc rankingi z 19 maja - tam Boisson wciąż była 361.
Nie dostała się więc do głównych zmagań, a do kwalifikacji musiała użyć "zamrożonego rankingu". Owszem, mogła liczyć na dziką kartę, ale Brytyjczycy wolą promować swoje zawodniczki, tak jak to robią u siebie Francuzi. Jedyny wyjątek uczynili dla Petry Kvitovej, byłej mistrzyni Wimbledonu, która wkrótce skończy karierę.
W efekcie Boisson, już jako 65. zawodniczka na światowej liście, musiała grać w kwalifikacjach. Z jedynką w drabince, ale też i z pechowym losowaniem. Nie chodzi o pierwszą rundę, bo z Kanadyjką Carson Branstine powinna poradzić sobie w każdych warunkach, ale o to, że później mogła już na nią czekać Bianca Andreescu. A była mistrzyni US Open to już zupełnie inny poziom.
Rzeczywistość okazała się jednak dla Francuzki brutalna.

Doprawdy nic nie wskazywało na to, by Kanadyjka Branstine, kiedyś reprezentująca USA, mogła w jakikolwiek sposób przeciwstawić się Boisson. Świetnie zapowiadała się jako juniorka, w Paryżu i Melbourne została wielkoszlemową mistrzynią, w finale w Australii - wspólnie z Biancą Andreescu - pokonały nawet duet Iga Świątek/Maja Chwalińska. Tyle że w dorosłym tenisie przepadła, dopiero pod koniec zeszłego roku zdołała awansować do TOP 300 rankingu WTA. Dziś jest 197., w 's-Hertogenbosch odniosła pierwsze poważne zwycięstwo, ogrywając Ludmiłę Samsonową.
Kanadyjka zaskoczyła faworytkę, wygrała pięć gemów z rzędu, odskoczyła na 5:1. Zaskakiwała znakomitym serwisem, piłka leciała z prędkością niemal 190 km/godz. Na jej płaskie zagrania z forhendu Boisson nie miała pomysłu. Branstine zbiegała do siatki, atakowała, nie zostawiała rywalce czasu na dobre odegrania. I wygrała seta 6:2.

W drugim secie sytuacja się jednak odwróciła, Boisson zaczęła przyzwyczajać się do gry na trawie, po przełamaniu prowadziła 5:2. Tyle że na moment się pogubiła i... Branstine wyrównała na 5:5, w kolejnym gemie prowadziła już 30-15. Była o dwa punkty od kolejnego przełamania, które by zapewne już pogrążyło półfinalistkę French Open. I wtedy Lois pomógł serwis, zdołała jednak wygrać tego gema. Niemniej Kanadyjka doprowadziła do tie-breaka, ale w nim poważniej już nie zaistniała. Francuzce w pierwszych akcjach wychodziło wszystko, odskoczyła na 5-0, wygrała tego 13. gema w secie 7-1.
W trzecim secie Kanadyjka szła za ciosem, prowadziła 3:0. Boisson odrobiła stratę, ale w decydującym momencie jednak zawiodła. Carson wygrała 6:2, 6:7 (1), 6:4 - to jej zwycięstwo ogłosiła z sędziowskiego stołka Marta Mrozińska.
I to Kanadyjka zagra ze swoją przyjaciółką Biancą Andreescu o finał eliminacji.





![Skuteczne zagrywki Polek i USA w Osace. Zobacz najlepsze serwisy meczu [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N12CM4G0KUKC2-C401.webp)





