Reklama

Reklama

Sensacyjna triumfatorka US Open Emma Raducanu: To chyba nie byłam ja

Sensacyjna triumfatorka US Open Emma Raducanu wróciła w czwartek do domu w Bromley na obrzeżach Londynu. Na powitanie pochodząca z Chin matka tenisistki przygotowała ulubione pierożki córki, która obejrzała też powtórkę finału z Nowego Jorku.

"Chciałem przeżyć to jeszcze raz, przypomnieć sobie, co się wydarzyło. Wiele z finałowego meczu pamiętam, wiedziałam, co zdarzy się za chwilę. Z drugiej strony, jak zobaczyłam kilka uderzeń, to pomyślałam, że to chyba nie byłam ja..." - przyznała Raducanu, cytowana przez BBC.

Brytyjka, która w listopadzie skończy 19 lat, w sobotę w finale ostatniej w tym roku imprezy wielkoszlemowej pokonała starszą o dwa miesiące Kanadyjkę Leylah Fernandez 6:4, 6:3. Pierwszy w karierze triumf w turnieju tej rangi pozwolił się jej przesunąć w rankingu światowym aż o 127 miejsc. Obecnie jest w nim 23.

Reklama

Na powitanie córki pochodząca z Chin matka (stąd azjatyckie rysy twarzy, nazwisko po ojcu Rumunie) przygotowała jej ulubione pierożki.

"Takie chwile są bardzo miłe, bo pozwalają się oderwać od całego zamieszania, jakie wokół mnie powstało. Powoli sobie to uświadamiam, powoli się tego uczę, ale to wszystko jest trudne do pojęcia" - dodała Raducanu.

Po triumfie w US Open otrzymała gratulacje od królowej Elżbiety II i premiera Borisa Johnsona, a w poniedziałek na słynnym pokazie mody Met-Gala rozmawiała z Lewisem Hamiltonem, mistrzem świata Formuły 1, której jest fanką.

Za zwycięstwo otrzymała premię w wysokości 2,5 mln dolarów, z czego po zapłaceniu podatków zostanie jej 1,8 mln.

"Prawdopodobnie przeznaczę je w znacznym stopniu na podróże na turnieje, przygotowania, treningi. Tenis to drogi sport" - podkreśliła Raducanu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje