Sensacja w USA, Fręch w finale WTA 500. Pogrom na starcie, "4" bez szans
Trwa obecnie pierwszy turniej WTA 500 na kortach ziemnych w tym sezonie. Na rywalizację w Charleston zdecydowała się Magdalena Fręch. Niespełna trzy dni temu Polka zanotowała rozczarowujący występ w singlu, przegrywając z Anną Bondar w drugiej rundzie. Dla naszej reprezentantki nie był to jednak koniec udziału w amerykańskich zmaganiach. W nocy razem z Węgierką osiągnęły sensacyjny rezultat. Dzięki temu zawodniczka klubu KS Górnik Bytom zagra o pierwszy taki tytuł w karierze.

Magdalena Fręch przybyła do Charleston przede wszystkim z myślą o dobrym występie w singlu i przełamaniu passy porażek w tej kategorii. Nasza reprezentantka została rozstawiona z "11", dzięki czemu w premierowej rundzie miała wolny los. O awans do 1/8 finału walczyła z Anną Bondar. Niestety, Polka zanotowała czwarty przegrany mecz z rzędu, tym razem 5:7, 3:6. Dla zawodniczki klubu KS Górnik Bytom nie oznaczało to jednak końca udziału w amerykańskich zmaganiach.
28-latka po raz pierwszy w tym sezonie zdecydowała się na występ w deblu. O tym, jak sporadycznie widzimy Fręch w takich rozgrywkach, niech świadczą jej poprzednie starty w grze podwójnej: US Open 2025, a wcześniej WTA 1000 Wuhan 2024. Podczas turnieju WTA 500 w Charleston postawiła na wspólną rywalizację z... Anną Bondar, czyli Węgierką, która wyeliminowała Polkę z singlowej drabinki. Panie zaskoczyły już w premierowej fazie debla. Obroniły meczbola i pokonały parę Leylah Fernandez/Kristina Mladenovic.
Na tym dobre informacje się nie skończyły. Magdalena oraz Anna poszły za ciosem i w następnej fazie pokonały duet rozstawiony z "2" - Nicole Melichar-Martinez/Aleksandra Panowa, również po super tie-breaku. Minionej nocy Fręch i Bondar przystąpiły do walki o finał gry podwójnej. Tym razem po drugiej stronie siatki zameldowały się turniejowe "4" - Miyu Kato i Giuliana Olmos. Trzeci pojedynek z rzędu, w którym to rywalki były faworytkami spotkania.
WTA Charleston: Magdalena Fręch i Anna Bondar grały o finał debla
Na początku starcia obejrzeliśmy mały festiwal przełamań. Zakończył go polsko-węgierski team, podczas czwartego rozdania. Wówczas Fręch i Bondar zanotowały udany powrót ze stanu 15-30. To był kluczowy moment dla losów premierowej odsłony. W dalszej fazie obserwowaliśmy dominację nierozstawionego duetu. Od wyniku 1:1 Magdalena oraz Anna zgarnęły w sumie... dziewięć "oczek" z rzędu.
To sprawiło, że ekipa naszej reprezentantki osiągnęła prowadzenie 6:1, 4:0. Tuż przed zmianą stron pojawiły się dwie okazje na piątego gema w drugiej partii. Ostatecznie turniejowe "4" przerwały jednak korzystną passę przeciwniczek, doszło do odrobienia jednego przełamania. Następnie Kato i Olmos utrzymały serwis po decydującym punkcie. Wydawało się, że mimo wszystko Fręch oraz Bondar mają wszystko pod kontrolą.
Premierowe meczbole nastały już w trakcie ósmego rozdania. Miyu i Giuliana obroniły jednak dwie okazje, a następnie aż trzy. Dzięki temu nagle znalazły się w sytuacji, gdzie podawały po wyrównanie na 5:5. Na szczęście Magdalena oraz Anna nie dopuściły rywalek do całkowitego zniwelowania strat. Dziesiąty gem był ostatnim. Polsko-węgierski duet zanotował zwycięstwo 6:1, 6:4. Dzięki temu Fręch po raz pierwszy w karierze zameldowała się w deblowym finale w głównym cyklu WTA. O tytuł rangi "500" w Charleston powalczą razem z Bondar w niedzielę przeciwko parze Desirae Krawczyk/Caty McNally.

















