Przed startem tegorocznego US Open wskazywanie finału między Jeleną Rybakiną i Aryną Sabalenką paradoksalnie stanowiło pewne ryzyko. Kazaszka przyjechała bowiem do Nowego Jorku z kontuzją, której nabawiła się w spotkaniu ćwierćfinałowym turnieju WTA 1000 w Cincinnati z Igą Świątek.
Sabalenka przyleciała zaś zdrowa, ale zupełnie bez formy. Ostatni raz w finale turnieju zagrała pod koniec marca tego roku. Minęło już bardzo dużo czasu od tego momentu, zdecydowanie za dużo, jak na wciąż obecną liderkę rankingu. Tymczasem Rybakina poradziła sobie z urazem w sposób spektakularny.
Sabalenka i Rybakina niewiele przed północą. Złe wieści dla polskich kibiców
Sabalenka zaś udowodniła, że jej słowa o wyjątkowości Nowego Jorku nie są bezpodstawne. Białorusinka z meczu na mecz wyglądała coraz lepiej, żeby w półfinale z Jessicą Pegulą rozegrać być może najlepszy mecz w sezonie. Amerykanie nie zobaczą więc swojej reprezentantki w finale.
Siedem gemów z Djokoviciem, teraz 0:6 z Polakiem. Trzy sety w meczu nr. 1, otwiera się w nowym oknie
Kibice neutralni mogą się jednak szykować na wielkie widowisko. Zmierzą się bowiem wciąż aktualna numer jeden, a także jej następczyni (od poniedziałku przyp. red.). Nie ma jednak wątpliwości, że organizatorzy US Open nie patrzyli ze szczególną uwagę na Europę podczas ustalania godziny rozpoczęcia meczu.
Panie mają się pojawić na korcie o godzinie 16:00 czasu nowojorskiego, co przekłada się na 22:00 czasu polskiego. Realnie, biorąc pod uwagę wszelkie ceremonie i przygotowania pierwszą piłkę Białorusinka z Kazaszką rozegrają pewnie w okolicy godziny 22:20. Faworytką jest Aryna, ale nie mówimy tu o wielkiej przewadze obrończyni tytułu.










