Rosjanki z dzikimi kartami na Wimbledon, wielka zmiana. Decyzja ws. Chwalińskiej nadchodzi
Świat tenisa zachwycił się Mają Chwalińską. Przez ostatnie trzy tygodnie Polka w Paryżu zdobywała coraz większą rzeszę fanów. Ostatecznie przygodę w Roland Garros zakończyła na finale. Mimo tego, że awansowała do pierwszej trzydziestki rankingu WTA nie może być pewna występu w Wimbledonie. Sytuacja jest kuriozalna, bo dekadę temu dzikie karty od Anglików dostały Jewgienija Rodina i Marina Mielnikowa. Przyczyna z perspektywy czasu wydaje się absurdalna.

Maja Chwalińska do turnieju na kortach Rolanda Garros przystępowała jako zawodniczka notowana na początku drugiej setki rankingu WTA. Polka w związku z tym zmuszona była do przebrnięcia eliminacji. Te nie okazały się wielkim wyzwaniem, bo Chwalińska wygrała wszystkie mecze bez straty seta.
Telefony z Chin i Hongkongu, gra o Chwalińską. Ależ doniesienia ws. Wimbledonu
Dzięki temu zapewniła sobie udział w drabince głównej, a tam stopniowo robiła coraz większą furorę w świecie tenisa. Pokonanie mistrzyni olimpijskiej - Qinwen Zheng było sporym wyczynem. Później z Chwalińską przegrały: Elise Mertens, Maria Sakkari czy Diane Parry.
Chwalińska wciąż czeka. "Absurdalna" sytuacja z 2016 roku
Po pokonaniu Francuzki nadszedł czas na wielkie wyzwanie. Chwalińska w ćwierćfinale musiała bowiem ograć Annę Kalinską i to zrobiła w bardzo dobrym stylu. W półfinale pokonała zaś Dianę Sznajder. Przed finałem nie była oczywiście faworytką, ale nikt nie skazywał jej na porażkę.
Ta ostatecznie nadeszła, ale mecz z Mirrą Andriejewą o tytuł nie zrobił większego wrażenia na obserwatorach. Chwalińska zewsząd zbierała kolejne komplementy. Występ w Roland Garros zapewnił jej awans na 21. miejsce w rankingu WTA. Taka pozycja daje nie tylko pewny udział w Wielkich Szlemach, ale także rozstawienie w drabince głównej.
Mimo tego na ten moment Chwalińska czeka na decyzję Wimbledonu. Polka ma prawo marzyć o otrzymaniu dzikiej karty. - Obu dałbym dzikie karty (Serenie Williams i Mai przyp. red.). Masz kogoś, kto pojawił się znikąd, przynajmniej dla mnie, i kwalifikuje się, a następnie dociera do finału Wielkiego Szlema. To przecież niesamowite - apelował John McEnroe.
Francuzi biją na alarm. Świątek na celowniku. Niepokój po tym, co zrobiła
Decyzja w tej sprawie ma nadejść w następnym tygodniu. Porównując te wydarzenia do tego, co działo się w 2016 roku sytuacja jest wręcz absurdalna. Wówczas bowiem dzikie karty do Wimbledonu dostały dwie właściwie anonimowe dla większości kibiców tenisa Rosjanki.
Jewgienija Rodina i Marina Mielnikowa zagrały w drabince głównej, mimo faktu, że były klasyfikowane w rankingu WTA odpowiednio na 102. i 196. miejscu. Sytuacja wydaje się absurdalna, biorąc pod uwagę fakt, że Wimbledon przyznaje dzikie karty głównie Brytyjkom, Australijkom i Amerykankom.
Rodina i Mielnikowa skorzystały jednak na obowiązujących w tamtych czasach przepisach. Panie przed Wimbledonem grały bowiem w turniejach niższej rangi. Mielnikowa wygrała imprezę ITF w Surbiton, zaś Rodina triumfowała w turnieju ITF w Ilkley. Nagrodą były wówczas dzikie karty do Wimbledonu. Polka w przeszłości również miała okazję, aby wywalczyć sobie takie prawo, ale nie zdołała tego zrobić. Teraz zasady są już inne.
Trudno nawet porównać wyniki Rosjanek do wyczynu Chwalińskiej. Polka występem w Paryżu przebiła osiągnięcia ich obu łącznie kilkukrotnie. Mimo tego istnieje scenariusz, w którym Chwalińska ponownie będzie musiała przebijać się przez kwalifikacje. Wszystko przez fakt, że listy wstępu do Wimbledonu pobierane są jeszcze przed startem Roland Garros.





![Mundial: Francja - Hiszpania. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N1FF6E0UBYXTC-C401.webp)



