Maja Chwalińska wygrała w Cincinnati w dwóch setach z Cristiną Bucsą. To pierwsze zwycięstwo Polki od Roland Garros, gdzie w półfinale wygrała z Dianą Sznajder. Potem były porażki w finale RG z Mirrą Andriejewą, w Wimbledonie z Mananchayą Sawangkaew i w Toronto z Talią Gibson.
Chwalińska znów wygrywa
Maciej Łosiak, naczelny Tenis Magazynu mówił nam przed meczem, że Polka potrzebuje wygranej dla "zdrowia psychicznego" i po to, żeby się przełamać po trzech przegranych z rzędu. - No i wygrała, z czego się ogromnie cieszę - mówi nam teraz. - Nie brak głosów, że rywalka pomogła wielką liczbą niewymuszonych błędów, ale żeby wygrać, to trzeba też dać coś od siebie. Maja to zrobiła.
Nasz rozmówca wspomina, że Chwalińska poprzedni mecz z Bucsą przegrała. - Wtedy jednak to była inna Maja. Jakby przywołać tamto spotkanie i postawić je obok tego ostatniego, to najlepiej widać, jaką drogę przeszła Chwalińska. Jasne, Bucsa mogła być zmęczona poprzednim meczem, ale też po drugiej stronie była Maja, jaką pamiętamy z Paryża. Znów był ten urozmaicony tenis, znów wróciły te dobre wspomnienia.
Chwalińska znów buduje pewność siebie
Wygrana z Bucsą kontrastuje ze słowami trenera Jaroslava Machovskiego, który powiedział nam przed meczem, że Maja wykonała ogrom pracy na treningach, ale brak jej rytmu meczowego. Czy to było widać w tym pierwszym pojedynku w Cincinnati? - Abstrahując od tego, jak wyglądała Maja w tym meczu, trzeba dodać, że nikt nie awansuje do finału Wielkiego Szlema przez przypadek. Trzeba być tenisistką wybitną, by tego dokonać. Dobrze jednak, że Chwalińska wygrała z Bucsą, bo jej trener na pewno ma rację. Dzięki temu zwycięstwu Maja zaczyna budować pewność siebie. Z każdym kolejnym spotkaniem może być tylko lepiej - komentuje Łosiak.
Pytanie ile tych spotkań jeszcze w Cincinnati będzie? Teraz bowiem Chwalińska wpada na Sznadjer. - Nie ma co mówić, Rosjanka jest faworytką. Na to wskazuje ranking i ostatnie występy Sznajder. Nawierzchnia też nie sprzyja Mai. Natomiast przewaga Polki polega na tym, że wygrała z tą rywalką w Roland Garros.
Sznajder papierową faworytką, ale z Chwalińską "trudno się gra"
- Na papierze faworytką jest Sznajder, ale nie zdziwię się, jak Maja wygra. Trudno się z nią gra - zwraca uwagę Łosiak, który zdecydowanie nie jest w tej grupie ekspertów, którzy nie spodziewają się po Chwalińskiej spektakularnych wyników. - Maja jest trudną rywalką, a o jej potencjale mówiło się od dawna. Nie ma dobrych warunków fizycznych, ale ma coś innego. Potrafi zmienić rytm gry, zagrać slajsa, a zaraz potem wysoką, mocno rotowaną piłkę, by na koniec wejść z backhandu. Wybija rywalki z rytmu, zmusza je do błędu, to są naprawdę mocne argumenty przemawiające za tym, że i bez tej wielkiej siły, bez mocnego uderzenia, może zajść daleko.
Zdaniem Łosiaka są też inne argumenty przemawiające za Chwalińską. - Na pewno jej sztab: Machovsky i Hajek. To jest świetna drużyna. Tam jest chemia. Dodam, że czeski tenis jest techniczny, więc tym bardziej ten duet pasuje do Mai. Kolejna sprawa to wiek. Kiedy Magda Linette awansowała do półfinału Australian Open, to była już po trzydziestce, a Chwalińska ma 24 lata, więc przed nią wiele grania. Tam jest szansa na dalszy rozwój.
- Ciśnie mi się na usta jeszcze jedno. Przecież Piotr Szczypka, menedżer Chwalińskiej, to mądry facet. On nie robiłby tego, nie inwestowałby w kogoś, w kim nie widzi potencjału i szansy na wynik. Tenis jest sportem atletycznym, Maja nigdy nie będzie Sabalenką, ale zdecydowanie może się w tym środowisku odnaleźć i powtórzyć wynik z Roland Garros. Myślę sobie, że przydałby jej się jakiś turniej niższej rangi, żeby wygrała, zdobyła pierwszy tytuł. To też by jej pomogło. Trenerzy na pewno mają to w planach, myślę, że znajdą na to sposób, ale teraz najważniejsze jest zbieranie punktów i utrzymanie wysokiej pozycji. Wygrana ze Sznajder by w tym pomogła - kwituje Łosiak.













