Reklama

Reklama

Roland Garros - wygrana Kubota i deblowe porażki Polaków

Łukasz Kubot jako jedyny z reprezentantów Polski odniósł w czwartek zwycięstwo w wielkoszlemowym Roland Garros. Kubot z Austriakiem Alexandrem Peyą pewnie awansowali do drugiej rundy debla, a w pierwszej odpadli: Mariusz Fyrstenberg i Klaudia Jans-Ignacik, podobnie w mikście Marcin Matkowski. - Przez igrzyska trudno znaleźć stałą partnerkę, ale co mam zrobić, mogę się położyć i płakać, albo zacisnąć zęby i próbować walczyć dalej - skomentowała Jans-Ignacik.

Debel Kubot-Peya, rozstawiony z numerem dziewiątym, bez większego problemu uporał się z Chorwatem Ivo Karlovićciem i Puravem Rają z Indii 6:1, 6:2.

- To był nasz pierwszy mecz, nigdy wcześniej nie grałem w parze z Peyą. Nie mieliśmy przed turniejem czasu na wspólne przygotowania i zgranie, ale jesteśmy obaj zadowoleni z gry. Oczywiście dopiero się docieramy, więc z każdym meczem powinno być lepiej. Ale zobaczymy, co uda nam się tu zdziałać. Nie stawiamy sobie jakiś szczególnych celów w Paryżu. Już się umówiliśmy na wspólną grę na wszystkie turnieje na trawie, więc jakiś tam moment na ocenę będzie po Wimbledonie - powiedział Interii Kubot.  

Reklama

W drugiej rundzie Kubot i Peya spotkają się z amerykańsko-nowozelandzkim duetem Nicholas Monroe i Artem Sitak.

Natomiast w pierwszej rundzie z tegorocznym Roland Garros pożegnał się Mariusz Fyrstenberg, który stworzył parę z Santiago Gonzalezem z Meksyku. Przegrali z amerykańskimi bliźniakami Bobem i Mike’em Bryanami (nr 5.) 2:6, 3:6.

Nie powiodło się w deblu Klaudii Jans-Ignacik, która zgłosiła się do turnieju ze Szwajcarką Xenią Knoll. W pierwszej rundzie przegrały w czwartek z Serbką Aleksandrą Krunić i Chorwatką Mirianą Ljucić-Baroni 6:2, 1:6, 3:6.

- Słaby prezent na Dzień Matki, niestety, no i przykro jakoś tak jest bardzo. Jeszcze mój mąż pojechał rano na finał Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. Dlatego pewnie jeszcze dzisiaj wieczorem wsiądę w samolot i wracam do Gdańska, żeby jak najszybciej zobaczyć córkę. To ciężki rok, bo przez igrzyska trudno jest znaleźć stałą partnerkę choćby na kilka turniejów. Ale co mam zrobić, mogę się położyć i płakać, albo zacisnąć zęby i próbować walczyć dalej. Staram się nie poddawać, ale nie jest łatwo, gdy się straci wysoki ranking. Zresztą w podobnej sytuacji jest Mariusz Fyrstenberg. Teraz będę chciała zagrać w jakiś turniejach na trawie, ale jeszcze nie wiem gdzie i z kim, może nawet zagram jakiś challenger w Anglii. Mam jeszcze trochę czasu, żeby znaleźć partnerkę na Wimbledon. Mam nadzieję, że mi się uda - powiedziała Jans-Ignacik, obecnie 80. w rankingu deblowym WTA Tour.

Sukcesu z przed roku, czyli paryskiego finału w grze mieszanej, nie powtórzy Marcin Matkowski razem z Lucie Hradecką. Polsko-czeski mikst poniósł w czwartek porażkę w pierwszej rundzie z rozstawionymi z numerem czwartym Jarosławą Szwedową z Kazachstanu i Rumunem Florinem Mergeą 4:6, 4:6.

- Mikst to zawsze jest duża loteria, nie sposób przewidzieć wyników, no i co chwile zmieniają się pary. Rok temu mieliśmy dużo szczęścia, bo trzy mecze wygraliśmy po super tie-breakach, no i był finał. Tym razem przegraliśmy bardzo wyrównany mecz i po sprawie. Taki jest urok miksta, podobnie będzie na igrzyskach w Rio. To konkurencja, w której potencjalnie najłatwiej o medal, bo w drabince będzie tylko 16 par. Ale będzie sporo naprawdę mocnych. No i zobaczymy, kogo wybierze jako partnera Agnieszka Radwańska, mnie czy Łukasza Kubota - powiedział Matkowski, który dzień wcześniej awansował do drugiej rudy debla.

W Paryżu Polak występuje z jednym z najbardziej utytułowanych deblistów świata - Leanderem Paesem z Indii, który wrócił do gry po kontuzji i poważnych problemach rodzinnych. O miejsce w 1/8 finału będą walczyć z Austriakiem Julianem Knowle’m i Niemcem Floryanem Mayerem.

- Z tego, co wiem, to bardzo poważnie chora była jego córka, miała udar mózgu chyba, w każdym bądź razie było tam naprawdę niewesoło. Teraz Leander chce odrobić straty w rankingu po przerwie i się już umówiliśmy, że zagramy razem w tym roku całą część sezonu na trawie. Paryż traktujemy trochę jako bonus, bo wczoraj on zagrał pierwszy mecz na "ziemi" w tym roku, ale wiadomo, że woli grać na trawie. Zobaczymy, jak nam pójdzie tutaj, a potem na trawie do Wimbledonu.

W pierwszych miesiącach tego roku Matkowski występował z Łukaszem Kubotem, z którym razem planują start w sierpniowych igrzyskach olimpijskich w Rio. Prawie miesiąc temu rozstali się i grają teraz z różnymi partnerami.

- Cztery miesiące, to jest wystarczająco dużo, żeby się przekonać czy to działa, czy nie, a podstawowym kryterium są wyniki, a tych nam brakło, przynajmniej takich na zadowalającym poziomie. Dlatego uznaliśmy, że nie ma sensu tego ciągnąć dłużej na siłę, licząc, że coś się radykalnie zmieni, tym bardziej że nie w tenisie nie ma dodatkowych punktów za deble narodowe. Obaj walczymy o jak najwyższe rankingi. Na pewno zagramy razem na igrzyskach, a po nich, raczej nie sądzę, nawet, jeśli byśmy zdobyli. Właściwie, jeśli by się udało zdobyć medal w Rio, to chyba należałoby zakończyć karierę - powiedział Matkowski.

W piątek o awans do 1/8 finału będzie walczyć Agnieszka Radwańska, aktualna wiceliderka rankingu WTA Tour, a stawką jest premia w wysokości 172 tysięcy euro. Rywalką krakowianki, która jeszcze nie straciła seta w Paryżu, będzie w trzeciej rundzie Czeszka Barbora Strycova (nr 30.). Będzie to ich piąty pojedynek, a cztery poprzednie - wszystkie na twardych kortach, w dwóch setach - wygrała Polka.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje