Reklama

Reklama

Roland Garros. Wyczerpana Bertens opuściła kort po meczu na wózku inwalidzkim

Trwający ponad trzy godziny mecz 2. rundy wielkoszlemowego French Open mocno wyczerpał rozstawioną z numerem piątym Kiki Bertens. Holenderska tenisistka, która odniosła zwycięstwo, opuściła kort na wózku inwalidzkim, krzycząc przy tym z bólu.

Bertens pokonała w środę włoską kwalifikantkę Sarę Errani, finalistkę z 2012 roku 7:6 (7-5), 3:6, 9:7. W decydującym secie zmagała się nie tylko z rywalką, ale też z rosnącym osłabieniem. Momentami wydawało się, że niewiele brakowało, by upadła. Zdołała jednak obronić piłkę meczową, a potem wykorzystała własną czwartą szansę na zakończenie spotkania. Po ostatniej akcji padła na kort i zaczęła się trząść z emocji.

Reklama

Później 28-letnia zawodniczka relacjonowała, że gdy po pojedynku usiadła na swoim krześle obok pola gry, to miała skurcze całego ciała. Dodała też, że następnie przez 45 minut udzielano jej jeszcze pomocy medycznej w szatni.

W pierwszej rundzie również zaliczyła trzysetowe spotkanie. Wygrała w nim z Ukrainką Kataryną Zawacką 2:6, 6:2, 6:0.

Holenderka jest półfinalistką French Open z 2016 roku. W tym sezonie jednak ostatnio nie miała zbyt wielu okazji do złapania rytmu meczowego. Od wznowienia międzynarodowej rywalizacji na początku sierpnia po przerwie związanej z pandemią koronawirusa, aż do przyjazdu do Paryża, nie wygrała żadnego pojedynku. W minionym tygodniu skreczowała w drugiej rundzie (w pierwszej miała tzw. wolny los) w imprezie WTA w Strasburgu.

W środę nie znalazła zrozumienia u Errani, która wygrała z nią wszystkie pięć wcześniejszych konfrontacji. Włoszka, która zagrała w głównej drabince Wielkiego Szlema po raz pierwszy od dwóch lat (wróciła po zawieszeniu za doping), tuż po meczu opuściła kort bez słowa. Nie zwracała też uwagi na rywalkę, której wiarygodność później podważała.

"Nie lubię, gdy ktoś ze mnie żartuje. Zagrała świetny mecz, ale nie lubię takich sytuacji. W jednym momencie jest kontuzjowana, a za chwilę wygląda jakby mogła biegać w nieskończoność. Nie podoba mi się to. Potem w szatni wyglądała w porządku, w restauracji też. Nie sądzę, żeby to było dobre zachowanie na korcie" - podsumowała zawodniczka z Italii.

Bertens wspomniano o sugestiach rywalki podczas jej konferencji.

"Jak dla mnie, to może mówić, co chce. Ale może powinnam wziąć więcej lekcji aktorstwa lub ukierunkować w tę stronę moją karierę. Nie jestem pewna, co ona miała na myśli. Nie czułam się dziś dobrze na korcie. Skurcze na przemian pojawiały się i mijały. Czułam, że muszę zachować spokój i nie napinać mięśni zbytnio, bo za każdym razem, gdy zaciskałam pięść, to mogłam już nie mieć więcej  możliwości poruszać palcami" - relacjonowała.

an/ af/

Dowiedz się więcej na temat: roland garros | Kiki Bertens

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje