Reklama

Reklama

​Roland Garros. Tomasz Kłos o sukcesie Igi Świątek: Jej gra to cud! Wszystkie tenisistki muszą się jej obawiać

Tomasz Kłos to jeden z kilku ludzi futbolu, który kocha tenis i z zapartym tchem śledził wielki mecz Igi Świątek w finale Rolanda Garrosa. 19-latka ograła Sofię Kenin 6:4, 6:1 i jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej w singlu. - Jej gra to był cud! - mówi Interii były reprezentant Polski.

Sebastian Staszewski, Interia: - Jak oceniasz sukces Igi Świątek na kortach Rolanda Garrosa? Inny były kadrowicz, Artur Wichniarek, powiedział mi, że finał wielkiego szlema jest jak... finał Ligi Mistrzów.

Reklama

Tomasz Kłos: - Dokładnie tak. A na dodatek ten został wygrany w niesamowitym stylu. Świątek przez siedem spotkań nie straciła ani jednego seta. Jej gra to cud! Ale nie cud z przypadku, a taki, który został przez nią wypracowany. Jeden z ekspertów tenisowych powiedział niedawno, że rzadko się zdarza, by wszystkie mecze w drodze do finału zostały zagrane na wielkim poziomie. A naszej Idze się to udało.

Sam finał trwał mniej niż półtorej godziny. Byłeś zdziwiony, że Polka tak szybko uporała się z Kenin?

- Po prowadzeniu 3:0 w pierwszym secie wynik nagle się zmienił i było 3:3. Później na szczęście Polka zagrała mądrze i udało się jej wygrać. Natomiast w drugim secie Świątek zmiotła Kenin z kortu. Kenin miała co prawda kłopoty ze zdrowiem, ale to żadna wymówka. Iga pokonała też Simonę Halep, więc nie ma przypadku. Świątek dojrzała i jest dziś tak silna, że wszystkie tenisistki muszą się jej obawiać.

Nie bałeś się, że po wyczerpującym półfinale debla, na dodatek przegranym, Idze zabraknie energii?

- Nie, bo młodzi ludzie inaczej się regenerują. Kenin to bardziej doświadczona tenisistka, jest wysoko w rankingu, więc raczej obawiałem się jej ogrania. O fizykę się nie bałem. I Iga dała sobie świetnie radę.

Czym tobie, a grywasz przecież w tenisa regularnie od wielu lat, Świątek zaimponowała najbardziej?

- Ofensywnością. We wszystkich meczach grała bardzo agresywnie, miała mocny oburęczny bekhend, nie bała się uderzać po przekątnej. W przeszłości byłem świadkiem treningów Igi na Warszawiance i to było niesamowite. W telewizji piłka nie lata tak szybko, jak tam. Dziś widziałem te same potężne uderzenia, z którymi Amerykanka nie dała sobie rady. Zaimponowała mi także bardzo silną psychiką.

Momentem przełomowym był długi gem w pierwszym secie, gdy Świątek pokazała stalowe nerwy?

- Myślę, że tak. Iga zagrała wtedy bardzo mądrze. Cofnęła się do defensywy, odbijała bardzo mocne piłki Kenin. Uspokoiła swoją grę i głównie dzięki temu wygrała na przewagi tego kluczowego seta.

Marion Bartoli powiedziała Świątek, że Iga dołączyła właśnie do Steffi Graf i Moniki Seles, czyli legend tenisa. Jeśli ktoś przed 20. rokiem życia wygrał Rolanda Garrosa, to gdzie może być za kolejnych kilka lat?

- Oby Polka zapisała się w annałach kobiecego tenisa. Skoro powiedziała to Bartoli, to musi coś w tym być. Mam nadzieję, że Francuzka przewidziała przyszłość. Ale niezależnie od tego Polacy już pokochali Igę. Teraz będą ją wspierać, dodawać otuchy, bo wiedzą, jak ciężką drogę przeszła, aby zdobyć Paryż.

Sebastian Staszewski

Dowiedz się więcej na temat: Iga Świątek | roland garros

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje