Reklama

Reklama

Roland Garros. Tomasz Iwański: Iga pod wieloma względami jest niepowtarzalna

- Dla każdego człowieka związanego z tenisem w Polsce w jakikolwiek sposób, ten sukces przyniesie pozytywne konsekwencje. Pozwoli uwierzyć, że pewne rzeczy są możliwe nawet wtedy, kiedy mieszkamy i trenujemy w Polsce – mówi Interii Tomasz Iwański, dyrektor sportowy Polskiego Związku Tenisowego, po zwycięstwie Igi Świątek w grze pojedynczej wielkoszlemowego turnieju Rolanda Garrosa w Paryżu.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Spodziewał się pan takiego wyczynu Igi Świątek?

Reklama

Tomasz Iwański, dyrektor sportowy Polskiego Związku Tenisowego, obecnie trener Kamila Majchrzaka (100. ATP): - Niech pan to potraktuje trochę w kategoriach dowcipu, ale mam na to świadka. Po obejrzeniu meczu pierwszej rundy, w którym Iga Świątek grała z Marketą Vondroušovą przyszedłem do pokoju i powiedziałem Kamilowi (Majchrzakowi - przyp. ok): "Zobaczysz, Iga wygra Rolanda Garrosa". Uśmiechnęliśmy się do siebie. Wtedy można było potraktować, że było to stwierdzenie z przymrużeniem oka. Ale mówiłem to naprawdę poważnie. Widziałem, że Iga dobrze gra. Oczywiście sytuacja mogła potoczyć się inaczej, w innym kierunku, ale po obejrzeniu pierwszych gemów tego turnieju w wykonaniu naszej zawodniczki, miałem w głowie jedną myśl - ona gra bardzo dobrze i może zajść daleko.

Ale po turnieju, biorąc pod uwagę w jaki sposób Iga wygrała Rolanda Garrosa, czy jednak nie czuje pan zdziwienia?

- Kiedy weźmiemy pod uwagę poziom gry zawodniczek jej wygrana nie jest zaskoczeniem. Zaskoczeniem jest zawsze to, kiedy ktoś robi coś po raz pierwszy. A tak się stało w Paryżu. Ale o Idze zawsze mówiło się, że jest talentem wysokiej klasy, że pod pewnymi względami jest niepowtarzalna, że odróżnia się od wielu zawodniczek, bo rzeczywiście się odróżnia. Kiedyś zawsze musi być pierwszy raz. Można oczywiście też mówić, że ma dopiero 19 lat. Talenty rozwijają się w sposób skokowy. Iga w Rolandzie wykonała taki skok. Kolejny etap to właściwe wykorzystanie tego, co się stało. Ale o tym mogą mówić tylko ludzie z jej sztabu, którzy są dookoła zawodniczki i mają idee i wizję tego, co w najbliższej przyszłości.

Wielu ekspertów mówi, że przełom nastąpił w meczu z Simoną Halep, kiedy Iga tak zdecydowanie pokonała turniejową "jedynkę".

- Wcale tak nie uważam. Każdy mecz był przełomem. Ona budowała stopniowo swoją pozycję. Mecz z Halep był tylko jednym z etapów tego przełomu. Z Rumunką zagrała dobry mecz z bardzo dobrą zawodniczką. Iga po prostu przez cały turniej grała lepiej niż wszystkie inne zawodniczki.

Finał z Sofią Kenin był nieco trudniejszy, z kryzysem w połowie pierwszego seta, ale Iga wygrała go bez straty seta.

- W meczu tenisowym może zdarzyć się wszystko. Ale analizując te spotkanie z wieloma osobami, wiedziałem, że Iga może przegrać ten mecz tylko wtedy, kiedy wejdzie w grę strona emocjonalną, zacznie się denerwować. Takie rzeczy się zdarzają. Chwała Idze za to, że do tego nie doszło. W finale potwierdziła swoją dominację i grała tak, jak to sobie od początku założyła.

Jak pan widzi przyszłość Igi Świątek?

- Na pewno jest świetny materiał do pracy, który trzeba odpowiednio rozwijać. Jak pokazuje droga Igi, to on jest rozwijany we właściwy sposób. Oby tak dalej.

A przyszłość polskiego tenisa po takim sukcesie?

- Nie chciałbym udzielać odpowiedzi, bo będzie ona zawsze sztampowa. Na pewno ten przykład stanowi inspirację.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje