Reklama

Reklama

Roland Garros. Pliszkova i Halep uzupełniły grono półfinalistek

Karolina Pliszkova i Simona Halep uzupełniły grono półfinalistek wielkoszlemowego turnieju im. Rolanda Garrosa, który odbywa się w Paryżu. Dzień wcześniej awans uzyskał Timea Bacsinszky i Jelena Ostapenko.

Jeśli ktoś chciałby sobie przypomnieć, czemu trenerzy tenisistek siwieją szybciej, niż ich koledzy współpracujący z tenisistami, to środowy ćwierćfinał gry pojedynczej w pełni i z detalami wyjaśnił przyczyny.

Halep - pod nieobecność spodziewającej się dziecka Amerykanki Sereny Williams - była najczęściej wymienianą kandydatką do zwycięstwa jeszcze przed rozpoczęciem tegorocznej edycji turnieju. Przed przyjazdem do Paryża rumuńska tenisistka wygrała w Madrycie jeden z pięciu największych turniejów WTA w sezonie, w imprezie tej samej rangi w Rzymie była w finale, a także doszła do półfinału mniejszej w Stuttgarcie. Wszystko to na mączce ceglanej.

Reklama

W ćwierćfinale Rolanda Garrosa na drodze rozstawionej z numerem trzecim Rumunki stanęła Ukrainka Jelina Switolina (5.), z którą w maju przegrała w rzymskim finale. Trzeba przyznać, że w pełni wykorzystała szansę do rewanżu, pokonując ją 3:6, 7:6 (8-6), 6:0. Wynik w sumie niewiele mówi, jeśli ktoś nie śledził jego przebiegu. Zaczynając w stylu filmów Alfreda Hitchcocka, można wspomnieć, że obroniła przed tym jednego meczbola, zanim zdołała odwrócić losy spotkania.

Ale sytuacja się zagęszcza, gdy przypomnimy, że w pierwszym secie Switolina wyszła na prowadzenie 5:0 i od tego momentu miała problemy z postawieniem przysłowiowej kropki nad "i". Straciła trzy gemy, ale trochę szczęśliwie wygrała go 6:3.

Potem było swoiste deja vu, choć tym razem Ukrainka odskoczyła na 5:1, ale za to miała meczbola przy własnym serwisie. Zmarnowała tę szansę i od tego momentu gra przestała jej się kleić, a Halep wyraźnie złapała wiatr w żagle. Odrobiła straty, a nawet wyszła na 6:5 i 40-0, ale nie wykorzystała trzech piłek setowych. Za to zdołała wyrównać sytuację w meczu, po zwycięskim tie-breaku.

- To był ważny moment, ale nawet przez chwilę nie myślałam, że będzie aż tak przełomowy. Choć z drugiej strony o tym tie-breaku czułam, że wygram ten mecz. Jednak nie spodziewałam się, że w ostatnim secie nie srace gema. Nie jestem zadowolona ze swojej gry, bo chwilami popełniałam potwornie dużo niewymuszonych błędów. Będę o czym miała myśleć wieczorem, bo czasu przed półfinałem jest mało. Mówi się, że w każdym turnieju musi się trafić jeden słabszy mecz, mam nadzieję, że ten już mam za sobą - powiedziała Halep.  

Od tego momentu Switolina była cieniem siebie i w decydującej partii nie zdołała zdobyć ani jednego gema. Warto przypomnieć, że Ukrainka w drodze do swego drugiego w Wielkim Szlemie i zarazem w Paryżu ćwierćfinału (2015), wyeliminowała po zaciętym spotkaniu w trzeciej rundzie Magdę Linette. Jednak w środę tylko fragmentami - w początkach pierwszego i drugiego seta - przypominała waleczną pogromczynię Polki.       

Kolejną rywalką Halep w stolicy Francji będzie Czeszka Pliszkova (2.), która dopiero po raz pierwszy w karierze osiągnęła wielkoszlemowy półfinał, pokonując ostatnią nadzieję Francuzów Caroline Garcię 7:6 (7-3), 6:4. W czwartek po południu stanie przed wielką szansą pierwszego awansu na fotel liderki rankingu WTA Tour, ale do tego potrzebny jest jej jeszcze jeden wygrany mecz, właśnie z Rumunką, dający jej miejsce w finale. Ta również może zostać numerem jeden, ale musi triumfować w Rolandzie Garrosie.

Obecnie w klasyfikacji tenisistek prowadzi Niemka Angelique Kerber, przed Sereną Williams. Czeszka jest trzecia, a Halep czwarta. Obie stoją więc przed życiową szansą na debiut w nowej roli.

- Nie chcę się zastanawiać co się może stać, czy będę numerem jeden na świecie, czy nie. Skupiam się na poszczególnych meczach i chcę wygrać ten turniej. Na pewno jutro czeka mnie bardzo trudne spotkanie, bo Simona świetnie gra na ziemi, ale wierzę, że dopisze mi szczęście - powiedziała Pliszkova.

Czeszka ma niekorzystny bilans dotychczasowych spotkań z Rumunką, którą pokonała tylko raz, a przegrała z nią czterokrotnie. Za każdym razem rywalizowały na twardych kortach. Na korzyść Rumunki przemawia jeszcze fakt, iż ma za sobą występ w paryskim finale w 2014 roku, kiedy to pokonała ją Rosjanka Maria Szarapowa.

W pierwszej parze półfinałowej, wyłonionej we wtorek wieczorem, spotkają się Szwajcarka Timea Bacsinszky (30.) i Łotyszka Jelena Ostapenko. Będzie to ich pierwszy pojedynek.

Ostapenko rozgrywa w Paryżu turniej życia, bowiem dotychczas najlepszym jej wielkoszlemowym wynikiem była trzeci runda w tegorocznym Australian Open. Natomiast jej czwartkowa rywalka była już w paryskim półfinale przed dwoma laty, a przed rokiem odpadła w ćwierćfinale.

- Patrząc na wszystkie Wielkie Szlemy, to w Paryżu najczęściej zdarzają się edycje, w których szybko odpadają wysoko rozstawione zawodniczki. I trudno jest przewidzieć kto wygra. Na pewno wpływ na to ma nieobecność Sereny czy Szarapowej, bo chyba one miałyby tu najwięcej do powiedzenia, gdyby zagrały w tym roku. Natomiast co do dramatycznych zwrotów akcji w kobiecym tenisie, to już chyba wszyscy przywykliśmy, ale na pewno nie zazdroszczę trenerom Halep czy Switoliny dzisiejszych nerwów. To bardzo trudne do zniesienia, kiedy się siedzi na trybunach i nie można pomóc, ani nic podpowiedzieć. W turniejach WTA Tour przynajmniej trener może wejść na kort i porozmawiać ze swoją zawodniczką W Wielkim Szlemie regulamin czegoś takiego nie przewiduje - powiedział Interii Mario Trnovsky z MTWA Academy, który współpracował m.in. z Marta Domachowską i Klaudią Jans-Ignacik.

Wczesnym popołudniem Iga Świątek, w ciągu zaledwie 38 minut, awansowała do ćwierćfinału rywalizacji juniorek w singlu. 16-letnia Polka pokonała Szwajcarkę Ylenę In-Albon 6:0, 6:0. Teraz spotka się z Rosjanką Martą Paiginą.

- Jest powód do radości, że wygrałam tu kolejny mecz, ale to jeszcze nie jest to, co sobie założyłam. Bardzo chciałabym wygrać juniorski Roland Garros, bo jestem w formie i czuję się naprawdę dobrze przygotowana do tego turnieju, a i nawierzchnia ziemna jest moją ulubioną. Byłby to bardzo duży sukces, chociaż zamierzam jeszcze grać w Wielkich Szlemach wśród juniorek do samego końca, czyi do 18. roku życia. Jednak taki wynik by mi bardzo pomógł i wzmocnił psychicznie jeszcze bardziej, bo powoli zaczynam startować turniejach z seniorkami. Ale na razie jestem dopiero w ćwierćfinale i wypadałoby wygrać tu jeszcze trzy mecze - powiedziała Interii Świątek.

Z Paryża: Tomasz Dobiecki

Ćwierćfinały gry pojedynczej kobiet:

Karolina Pliszkova (Czechy, 2.) - Caroline Garcia (Francja, 28.) 7:6 (7-3), 6:4

Simona Halep (Rumunia, 3.) - Jelina Switolina (Ukraina, 5.) 3:6, 7:6 (8-6), 6:0

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje