Reklama

Reklama

Roland Garros: Linette oceniła swój występ na trójkę

​Debiutująca w Wielkim Szlemie Magda Linette w sobotę zakończyła udział w rozgrywanym na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa turnieju. - Za cały występ daję sobie trójkę - oceniła tenisistka z Poznania, która startowała w singlu i deblu.

- Wystawiłabym trójkę, bo stać mnie na dużo więcej. Tym bardziej, że dziś też nie pokazałam się od najlepszej strony. Jestem dość zawiedziona. Myślę, że muszę nad sobą popracować, dlatego trójka. Mam dużo możliwości do poprawy - podsumowała Linette.

W sobotę - wraz z Alize Cornet - odpadły w drugiej rundzie debla. Francuzka wciąż jeszcze rywalizuje w grze pojedynczej.

- Dziś starałyśmy się obie na 100 procent. Alize była trochę zmęczona po swoich singlach, ale na pewno starała się na 100 procent - zaznaczyła poznanianka.

Reklama

23-letnia zawodniczka w grze pojedynczej przegrała mecz otwarcia. Jak dodała, w kolejnych imprezach najwyższej rangi powinno być już łatwiej.

- Szczególnie w singlu. Myślę, że następny Wielki Szlem będzie lepszy pod względem mentalnym. Będę trochę lepiej przygotowana. Wiem, czego mogę oczekiwać, będzie trochę łatwiej - zapewniła.

Z każdym dniem pobytu w stolicy Francji nabierała coraz większego obycia wielkoszlemowego.

- Codziennie odnajduję tutaj nowe miejsca, których wcześniej nie widziałam. Na terenie kompleksu Rolanda Garrosa nie wszystko jeszcze odkryłam. Chodzi o sprawy typu - gdzie mogę wejść, a gdzie nie. Drobne rzeczy, ale dają pewność siebie. Inni są bardziej obyci, czują się tu jak w domu. Ale u mnie też jest coraz lepiej. Można powiedzieć, że czuję, że należę do tego grona z turnieju głównego. Cieszę się, bo naprawdę bardzo ciężko na to pracowałam i dalej będę. Cieszę się, że doceniane jest to w moich wynikach, że w rankingu pnę się coraz wyżej, że gram coraz lepiej i walczę z coraz lepszymi zawodniczkami. Mam nadzieję, że niedługo będzie okazja nie tylko z nimi walczyć - podkreśliła Linette.

W pierwszej rundzie lepsza od niej okazała się starsza o 10 lat rozstawiona z numerem 28. Flavia Pennetta. Włoszka awansowała w piątek do 1/8 finału, pokonując wyżej notowaną Hiszpankę Carlę Suarez Navarro.

- Z jednej strony cieszę się, że Flavia osiąga dobre wyniki, że jest w formie, że przegrałam z kimś, kto aktualnie dobrze się prezentuje. Mimo wszystko dalej uważam, że mogłam lepiej zagrać. Szczególnie w trzecim secie. Była szansa, żeby powalczyć trochę bardziej. Ale wyciągnę na pewno z tego wnioski - obiecała 101. w rankingu WTA Polka.

Jak dodała, paryski turniej jej się podoba i ma do niego duży sentyment. - Zawsze oglądałam go jako mała dziewczynka. Wimbledonu nie pokazywano w telewizji, Australian Open był w nocy, a US Open też nie do końca się dało śledzić. Roland Garros zaś zawsze. Dużo znajomych tu jest, tata też mógł przyjechać - wyliczała zalety imprezy 23-letnia tenisistka. W pamięci najbardziej utkwił jej w pamięci finał singla kobiet z 1999 roku między Niemką Steffi Graf i Szwajcarką Martiną Hingis.

W tegorocznej edycji w turnieju mężczyzn będzie kibicować Hiszpanowi Rafaelowi Nadalowi, dziewięciokrotnemu triumfatorowi French Open. W singlu kobiet na jej wsparcie mogą liczyć Cornet i Pennetta.

- Jeśli pozwala na to drabinka, to mam nadzieję, że spotkają się w finale. Jak tylko mogę, to staram się oglądać spotkania i nauczyć czegoś - przyznała.

Z Włoszką chętnie by się spotkała na Wimbledonie, by zrewanżować się jej za porażkę w Paryżu. - Tym bardziej, że teraz wiedziałabym trochę lepiej jak z nią grać, czego się spodziewać. Nad samą drabinką raczej się nie zastanawiam zbytnio, nie mam na nią wpływu. Zobaczymy, co przyniesie mi los - zakończyła poznanianka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje