Reklama

Reklama

Roland Garros. Katarzyna Strączy: Iga Świątek może być numerem jeden!

- Królować w tenisie w wieku np. 25 lat? Myślę, że dla Igi to nie będzie problem. Chyba że pojawi się ktoś równie genialny jak ona - mówi o Katarzyna Strączy, była tenisistka.

Piotr Jawor, Interia: Po ostatniej piłce łza zakręciła się pani w oku?

Katarzyna Strączy: - Oj bardzo, bo marzyłam o tej wygranej. Iga jest niesamowicie skromną i pomocną osobą. Przykład? Nie było kiedyś problemu, by zaprosić ją na turniej, na którym jeszcze pograła z amatorami. To zwycięstwo to coś niesamowitego. Gdy wygrywa tak skromna osoba, to jest to coś niesamowitego.

Wydaje się, że Igi Świątek nie da się nie lubić.

- To prawda. Jest szczera, pełna emocji, ma dobry kontakt z mediami. Widać, że wiele dała jej praca z psychologiem. Potrafi się wyciszyć, nie pogrąża się, gdy przychodzi niepowodzenie. Nie wpada w dołki, tylko cały czas wierzy w zwycięstwo. To ogromny sukces jej teamu. Wielkie gratulacje dla jej trenera, który też jest jej przyjacielem. To ważne, że nie zmusza jej do czegoś, tylko robi dla niej wszystko, co najlepsze, a ona się odwdzięcza. O to w tenisie chodzi.

Reklama

Jaka była pani pierwsza myśl po wygranej Igi?

- Pokazała, że w domowych warunkach można wiele zrobić, i że polskie dzieci są tak samo utalentowane jak inne. Należy jednak trafić na odpowiedni materiał i umiejętnie go poprowadzić.

A nasz system szkolenia jest wystarczający dobry?

- System, system... Hmm... Kiedyś w klubach była coś takiego jak selekcja pod kątem talentu, ale teraz tego nie ma. Uważam, że kluby powinny mniej patrzeć na komercję, a wrócić do łowienia talentów. Wiadomo, że najtrudniej jest z finansami, a często tak bywa, że tym najbardziej utalentowany pieniędzy brakuje, a tenis nie jest tanim sportem. Czas może pomyśleć nie o komercji, ale wychowywaniu profesjonalnych zawodników.

Nie miała pani obaw, gdy Sofia Kenin z 0:3 dociągnęła na 3:3?

- Nie, spokojnie, kobiecy tenis rządzi się swoimi prawami (śmiech). Iga w całym turnieju była bardzo twarda. Pokazała, że potrafi wychodzić z dołków. A w finale była po prostu lepsza.

Co przechyliło szalę na jej stronę?

- Całokształt i pewność siebie. Wierzyła w wygraną od początku. Podziwiam jej grę końcową i serwis. Ma zadziwiające skróty i przegląd sytuacji. A podejmowanie przez nią decyzji w trakcie wymian jest naprawdę wybitne.

Spodziewała się pani, że już w wieku 19 lat może wygrać turniej Wielkiego Szlema?

- Pamiętam, jak byłam na mistrzostwach Polski do lat 10 i już wtedy przewyższała rówieśniczki o klasę. W kolejnych kategoriach wiekowych było tak samo. Zawsze dwa razy lepsza, świetnie przygotowana fizycznie. Gdy miała spokojną głowę i wszystkie problemy zostały od niej odsunięte, to widać było, że ma papiery na wygrywanie. Choć oczywiście nikt nie mógł być pewien, że taka wygrana przyjdzie w tak młodym wieku.

I co dalej? Gdzie jest sufit, jeśli chodzi o możliwości Świątek?

- Numer 1 w rankingu! Uderzenie, gra końcowa, serwis - to jest zawodniczka kompletna. Wie, kiedy zaatakować i gra cały czas ze wznoszącej piłki! To jedna z nielicznych tenisistek, który wychodzi naprzeciw piłce, a nie czeka na nią. Cały czas jest agresywna i mam nadzieję, że to nie jest koniec jej możliwości. Pierwsza trójka, a nawet numer 1 są w jej zasięgu. Królować w tenisie w wieku np. 25 lat? Myślę, że dla niej to nie będzie problem. Chyba że pojawi się ktoś równie genialny jak ona.

Rozmawiał Piotr Jawor 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje