Reklama

Reklama

Roland Garros. Iga Świątek: Najlepszą polską tenisistką jest wciąż Agnieszka Radwańska

​Iga Świątek ma świadomość, że zapisała się w historii tenisa jako pierwsza osoba z Polski z wielkoszlemowym tytułem w singlu, ale nie uważa się za najlepszą tenisistkę w kraju. - To miano wciąż należy do Agnieszki Radwańskiej - zaznaczyła triumfatorka Rolanda Garrosa.

- Jestem z siebie dumna. Wykonałam świetną robotę przez ostatnie dwa tygodnie. Nie spodziewałam się, że zdobędę to trofeum. To dla mnie niesamowite, zmieniające życie doświadczenie. Czuję, że zapisałam się w historii, ale wciąż uważam, że Agnieszka Radwańska osiągnęła wiele, bo prezentowała najwyższy poziom przez bodajże 12 lat. Wiem, że wiele osób nas będzie porównywać. Muszę teraz utrzymać stabilny poziom przez kilka kolejnych lat, by można mnie było nazwać najlepszą tenisistką w Polsce. Wciąż mam bowiem wiele do zrobienia. Na razie to miano wciąż - według mnie - należy do niej - zaznaczyła Świątek na konferencji prasowej po finale paryskiej imprezy, w którym pokonała rozstawioną z "czwórką" Amerykankę Sofię Kenin 6:4, 6:1.

Reklama

Przyznała, że w sobotę była zdenerwowana, ale podkreśliła, że to normalne w takiej sytuacji.

- Każdy jest zestresowany kiedy gra w finale Wielkiego Szlema. Wiedziałam, że Sofia również może być zdenerwowana, bo nie jest maszyną. Zdawałam sobie sprawę, że obie możemy mieć z tym problem i prawdopodobnie nie pokażemy swojego najlepszego tenisa, bo trudno o to przy tak dużej presji. Robiłam jednak to, co we wcześniejszych rundach - skupiłam się na technice i taktyce. Starałam się wyzbyć oczekiwań i grać po prostu piłkę za piłką. Tak jak mówiłam wczoraj, naprawdę nie dbałam o to, czy wygram, czy przegram. Sądzę, że kluczem było trzymanie się tego, by nie mieć dużych oczekiwań - wskazała 19-letnia Polka.

Od jakiegoś czasu w jej sztabie szkoleniowym jest psycholog Daria Abramowicz i tenisistka bardzo sobie chwali tę współpracę.

- Dziś przed meczem Daria powiedziała mi, by robić to co zwykle, trzymać się mojej rutyny i że wykonałam świetną robotę przez ostatnie dwa tygodnie. Że nieważne, czy przegram, czy wygram. Mam po prostu zaliczyć dobry występ - wspominała 54. rakieta świata.

Agencja AP podała, że 54. w światowym rankingu Polka była najniżej notowaną finalistką singla w Paryżu od początku obowiązywania listy WTA (1975).

Świątek przyznała, że ważnym momentem w tegorocznej edycji zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa było dla niej pokonanie w 1/8 finału najwyżej rozstawionej Rumunki Simony Halep, głównej faworytki całej imprezy.

- To było czymś tak szalonym, że już wtedy pomyślałam o tym turnieju jako o swoim największym w życiu osiągnięciu. Więc potem naprawdę nie miałam już żadnych oczekiwań. Wiedziałam, że w finale będzie ciężko. Nie chciałam się za bardzo stresować, więc powiedziałam sobie, że nie dbam o wynik i starałam się w to wierzyć. Ostatecznie naprawdę cieszyłam się chwilą. To nie tak, że nie obchodziło mnie, czy wygram, czy przegram, ale po prostu nie myślałam o tym cały czas. Skupiam się na rzeczach, które robię teraz, bo wygrywanie jest tylko efektem pracy, którą wykonuję w każdej minucie - zwróciła uwagę.

Po meczu dziękowała m.in. obecnemu na trybunach ojcu Tomaszowi. - Zrobił wiele, by pomóc mi i mojej siostrze robić rzeczy, które kochamy. Poświęcił naprawdę wszystko. Ciężko opisać to, co teraz czuję. Jestem po prostu wdzięczna za wsparcie, które mi dał - podsumowała nastolatka.

Dowiedz się więcej na temat: Iga Świątek | roland garros | Agnieszka Radwańska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama