Reklama

Reklama

Roland Garros. Dobry trener znów w cenie

Początek wielkoszlemowego Rolanda Garrosa ożywił na nowo dyskusję na temat znaczenia trenerów i ich faktycznego udziału w sukcesie tenisistów. Wszystko za sprawą pojawienia się w tej roli Andre Agassiego, ostatniego Amerykanina, który triumfował na paryskiej "mączce" (1999).

Serb Novak Djoković, triumfator poprzedniej edycji imprezy na kortach ziemnych w Lasku Bulońskim, wciąż nie może znaleźć wysokiej formy, choć już minęło ponad pięć miesięcy od jego rozstania z Borisem Beckerem. Niemiec był obecny w sztabie tenisisty z Belgradu przez ponad trzy lata, kiedy ten niemal całkowicie zdominował rywalizację w męskim Tourze.

Reklama

Pojawił się tam na chwilę również w poniedziałek, gdy obecny wicelider rankingu ATP World Tour udanie rozpoczął występ w Roland Garros, pokonując bez straty seta Hiszpana Marcela Granollersa. Od samego wyniku, większe zainteresowanie wzbudziło spotkanie na trybunie VIP kortu centralnego im. Philippe’a Chatriera Agassiego i Beckera podczas krótkiej rozmowy, wychwycone przez kamery i fotoreporterów.

Siedzący Amerykanin jest wyraźnie zrelaksowany i uśmiechnięty, a stojący nieco nad nim Niemiec ma wyciągnięte przed siebie dłonie, jakby przepraszał czy był lekko zakłopotany. Ta sytuacja od razu natchnęła wyobraźnią internautów, a na jednym z najzabawniejszych memów można przeczytać: "o, przepraszam, zły box".

W ubiegłym roku Djoković złapał wyraźną zadyszkę, właśnie po sukcesie w stolicy Francji. Prasa spekulowała na temat problemów osobistych, sugerując separację z żoną, a nawet możliwy rozwód. Ale po jakimś czasie okazało się, że Jelena Ristić jest w ciąży, co plotkarska prasa uznała za sposób na ratowanie związku. Niezależnie od przyczyn Serb najpierw zrezygnował ze strategicznych porad Beckera, a następnie - na trzy tygodnie przed Roland Garros - zwolnił wieloletniego trenera Mariana Vajdę, co odbiło się szerokim echem w tenisowym światku.

- To był faktycznie szok, bo Vajda był człowiekiem, który od początku kariery stal u boku Novaka i znał go jak nikt inny. Wydawało się, że jego pozycja w sztabie jest niewzruszalna. Co innego Becker, on nie był trenerem, tylko konsultantem, który ma podpowiadać i doradzać rozwiązani taktyczne, dzielić się swoim doświadczeniem i wiedzą. Obaj mają dość mocne charaktery, więc czasem między nimi iskrzyło, ale spotykali się praktycznie tylko przy okazji większych turniejów. Doradzał rzeczy, które zupełnie inaczej wyglądają z perspektywy zawodnika, który przecież wygrywał w Wielkim Szlemie - powiedział Interii Mario Trnovsky z MTWA Academy.

Tymczasowo jako konsultant pojawił się w sztabie Djokovicia dopiero w ubiegłym tygodniu Andre Agassi. Przyjechał do Paryża kilka dni przed rozpoczęciem Roland Garros i uczestniczył w treningach Serba. Wciąż jednak zastrzega, że nie planuje dalszej współpracy, a nawet deklaruje wyjazd z Francji jeszcze w pierwszym tygodniu. Ale możliwe, że wybije mu to z głowy żona - Steffi Graf, która już raz go nakłoniła do zmiany zadania, bo trzykrotnie odmawiał Novakowi przez telefon.

Nazwisko Niemki, jednej z najbardziej utytułowanych tenisistek w historii, nagle pojawiło się na giełdzie potencjalnych kandydatek do wsparcia dla rodaczki Angelique Kerber, która wyraźnie przeżywa załamanie formy. Aktualna liderka rankingu WTA Tour odpadła w Paryżu w pierwszej rundzie, ponosząc w niedzielę zaskakującą porażkę z Rosjanką Jekateriną Makarową, bowiem zdobyła zaledwie po dwa gemy w każdym z dwóch setów.

- Raczej trudno sobie wyobrazić Steffi trenującą razem z Angie w Puszczykowie, ale nigdy nie wiadomo. Na pewno przydałby się ktoś w sztabie Kerber, kto by spojrzał na pewne rzeczy świeżym okiem i podpowiedział nowe rozwiązania taktyczne i szkoleniowe. Pod nieobecność Sereny Williams może rok zakończyć jako numer jeden na świecie, ale do tego potrzebne będą lepsze wyniki, od dotychczasowych. Myślę jednak, że Angelique czeka teraz na turnieje na trawie i dopiero jeśli tam jej nie pójdzie zbyt dobrze, być może zastanowi się nad podjęciem jakoś zdecydowanych kroków - uważa Trnovsky, który współpracował m.in. z deblistami Mariuszem Fyrstenbergiem i Marcinem Matkowskim czy Klaudią Jans-Ignacik.

Nie zawsze jednak byłe gwiazdy tenisa sprawdzają się jako doradcy w teamie zawodników, czego dobrym przykładem była kompletnie nieudana współpraca Agnieszki Radwańskiej z Martiną Navratilovą. Legendarna Czeszka z amerykańskim paszportem wprowadziła w grę krakowianki pewien zamęt, co odbiło się na jej wynikach, zanim odzyskała swój właściwy rytm i skuteczność.

Ale to był dość ekstremalny przykład, bowiem Martina zamiast oglądać występy Radwańskiej z trybun, w tym czasie komentowała je w studiu amerykańskiej telewizji, często nie szczędząc jej krytycznych słów. Podobnie bywało w komentarzach pomeczowych, często wypowiadanych w dość ostrym tonie.

- Nie wygląda to dobrze, kiedy Isia słyszy recenzje swoich meczów nie bezpośrednio od swojej trenerki, lecz z telewizji. Pani Martina chyba nie potrafi rozdzielić nadmiaru obowiązków, które ściąga sobie na głowę - skwitował całą sytuację w jednym z wywiadów ojciec tenisistki Robert Piotr Radwański.   

Trochę inaczej się ma kwestia szkoleniowa w przypadku Jerzego Janowicza, który nie jeździ na turnieje otoczony kilkuosobowym sztabem, z masażystą, fizjoterapeutą czy dodatkowym konsultantem w postaci byłej gwiazdy tenisa. Po ostatnim sezonie 25-letni łodzianin rozstał się ze swoim wieloletnim fińskim trenerem Timem Tiilikainenem, mieszkającym od dawna w Polsce.

Od wiosny współpracuje z Austriakiem Guenterem Bresnikiem, który w ostatnich miesiącach wprowadził do czołowej dziesiątki rankingu ATP World Tour rodaka Dominica Thiema.  Mniej więcej od lutego trener z Wiednia pomaga Polakowi w powrocie do pierwszej "100" po nawracających kontuzjach i solidnym spadku w klasyfikacji.

-  Guenter wciąż prowadzi Dominica, dlatego nie jest łatwo dograć szczegóły naszej współpracy, szczególnie, że obecnie jestem w połowie drugiej "100" i nie łapię się do drabinek turniejów, w których gra Thiem. Muszę to wszystko obgadać dokładnie z Guenterem, ale nie jest wykluczone, że się przeprowadzę do Wiednia i tam będę trenował, bo w Polsce tak naprawdę czeka mnie wegetacja, a może i nawet tragiczna śmierć tenisowa - powiedział Interii w Paryżu Janowicz.

W Roland Garros jego przygoda trwała krótko, bo odpadł w pierwszej rundzie, ale przed startem trenował raptem pięć dni po ponad miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją stopy, jakiej nabawił się w kwietniu w Meksyku. Austriacy są uważani za bardzo spokojny i "grzeczny", natomiast Janowicz stanowi zaprzeczenie tych cech.

- W dzisiejszych czasach osoba, która pasuje do danego środowiska, to tak naprawdę powinna nic nie mówić, nic nie robić i być nikim. Wtedy pasuje do każdego środowiska. Ale niestety są wyjątki, a jeśli chce się osiągnąć sukces, to trzeba być ponad tymi normami społecznymi. Ale ja się nie zamierzam zmieniać, dalej będę sobą. W Wiedniu zamierzam trenować, nic więcej - dodał Polak.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje