Reklama

Reklama

Roland Garros. Djoković ostatnią przeszkodą na drodze Nadala po rekordowy 13. tytuł

Niedzielny finał French Open będzie 56. pojedynkiem Rafaela Nadala z Serbem Novakiem Djokoviciem, a po raz dziewiąty stawką będzie tytuł wielkoszlemowy. Hiszpański tenisista walczy o 13. triumf w paryskim turnieju i poprawę należącego do niego rekordu.

Djoković jest liderem rankingu ATP, a Nadal drugą rakietą świata. Pierwszy z nich ma w dorobku 17 tytułów wielkoszlemowych, a drugi 19 i szansę, by w niedzielę zrównać się z rekordzistą wszech czasów wśród mężczyzn Szwajcarem Rogerem Federerem.

Reklama

Zawodnik z Majorki, nazywany "królem Paryża" i "królem kortów ziemnych", świętował sukces na obiektach im. Rolanda Garrosa w latach: 2005-08, 2010-14, 2017-19. Nikt inny nie może pochwalić się tyloma triumfami w jednej imprezie tej rangi. Reprezentant Bałkanów tylko jedno ze swoich zwycięstw odniósł w stolicy Francji, a dokonał tego cztery lata temu. Gdyby teraz to powtórzył, to zostałby pierwszym tenisistą w liczonej od 1968 roku Open Erze i trzecim w historii, który każdą z odsłon Wielkiego Szlema wygrał przynajmniej dwukrotnie.

Bilans dotychczasowych konfrontacji tych zawodników jest korzystny dla 33-letniego Djokovicia - 29-26. W ramach French Open spotkali się siedem razy i tu przewaga starszego o rok Nadala jest wyraźna - 6-1. W ostatnim z nich jednak - w ćwierćfinale sprzed pięciu lat - górą był Serb. Ale też Hiszpan jeszcze nigdy nie przegrał finału tej imprezy, a z obecnym liderem światowej listy zmierzył się w nim wcześniej raz, w 2014 roku. W meczach decydujących o tytule wielkoszlemowym grali przeciwko sobie dotychczas osiem razy i każdy wygrał cztery razy. Ostatnio o taką stawkę walczyli w ubiegłorocznym Australian Open - tenisista z Belgradu wygrał w trzech setach. Żaden inny finał turnieju tej rangi pomiędzy nimi nie zakończył się w trzech partiach.

W minionym sezonie Nadal triumfował zarówno we French Open, jak i w US Open. W tym sezonie ze względu na pandemię koronawirusa pierwsza z imprez została przełożona na jesień, z zaledwie dwutygodniowym odstępem czasowym od nowojorskich zmagań. Gracz z Półwyspu Iberyjskiego zrezygnował z występu w USA i skupił się na przygotowaniach do paryskiego turnieju. Teraz w drodze do finału nie stracił seta.

Niepokonany od początku roku w US Open był głównym faworytem, ale w 1/8 finału został zdyskwalifikowany za przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej. Po zmianie nawierzchni z twardej na ziemną wrócił na zwycięską ścieżkę, triumfując w imprezie ATP w Rzymie. W stolicy Francji pierwszego seta stracił w ćwierćfinale, a w kolejnej rundzie dwa następne.

Niedzielny finał męskiego singla rozpocznie się o godz. 15. Wcześniej, o 11.30, do gry o paryski tytuł przystąpią deblistki. Rozstawione z "dwójką" Francuzka Kristina Mladenovic i Węgierka Timea Babos powalczą o niego z Chilijką Aleksą Guarachi i Amerykanką Desirae Krawczyk (14.), które w półfinale odprawiły Igę Świątek i Nicole Melichar z USA.

an/ krys/

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje