Reklama

Reklama

Roland Garros - deszcz w Paryżu (podobno) pod kontrolą

Deszczowy poniedziałek, który całkowicie sparaliżował plan gier dziewiątego dnia wielkoszlemowego turnieju na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa, to ogromny problem dla organizatorów. Ale trzeba przyznać, że wyszli z tego obronną ręką, choć dalsze prognozy pogody nie napawają nadmiernym optymizmem.

W historii paryskiej imprezy dopiero po raz trzeci zdarzyło się, że przez cały dzień nie udało się rozegrać ani jednego meczu. Ostatni raz sytuacja taka miała miejsce 30 maja 2000 roku, a poprzednio 25 maja 1930 r.

Poza tym dwa razy, w wyniku opóźnień spowodowanych przez niekorzystną pogodę, finał męski rozgrywano w poniedziałek, czyli przedłużano turniej o jeden dzień. Miało to miejsce w 1973 roku, gdy Rumun Ilie Nastase ograł Chorwata Nikolę Pilicia, a także w 2012, gdy Hiszpan Rafael Nadal zwyciężył Serba Novaka Djkovicia.

Natomiast w 1994 roku widzowie mieli okazję w drugą niedzielę turnieju obejrzeć wyjątkowo dwa finały, w których Hiszpanka Arantxa Sanchez-Vicario pokonała Francuzkę Mary Pierce, a potem w hiszpańskim pojedynku Sergui Bruguera okazał się lepszy od Alberta Berasategui. W sumie więc to, co się zdarzyło w poniedziałek, nie oznacza jakiejś tragedii.

Reklama

- Nie mamy powodów, by mówić o trudnej sytuacji, czy jakimś większym problemie. Na obecną chwilę dzisiejsze opóźnienie spokojnie da się nadrobić w ciągu dwóch dni, także nie ma większego zagrożenia, że coś pójdzie nie tak - zapewniał na konferencji prasowej nowy dyrektor turnieju Guy Forget, były tenisista francuski.

Trudno powiedzieć, czy jest to szczery optymizm, czy tylko robienie dobrej miny do złej gry, bo sprawdzając w kilku źródłach prognozy meteorologów dla Paryża na najbliższe dni, można się przekonać, że bez parasola lepiej nie wychodzić z domu. No, poza czwartkiem, kiedy nawet może zaświecić przez sporą część dnia słońce i umiarkowanie stabilnej pogodzie przewidywanej na środę. Bo od piątku mają powrócić przelotne deszcze, a spodziewane są nawet burze.

Mecz wznowiony o 11.00

Optymistyczne jest to, że we wtorek opady mają ustąpić koło południa. Jest więc nadzieja, że może się udać dokończyć niedzielny mecz Agnieszki Radwańskiej (nr 2.) z Bułgarką Cwetaną Pironkową, przerwany przez deszcz przy stanie 6:2, 3:0 dla krakowianki. Tenisistki mają wrócić na kort im. Suzanne Lenglen o godzinie 11.00, a jeśli nawet będzie opóźnienie, to na pewno wyjdą do gry w pierwszej kolejności.

Podobnie jednym z priorytetów będzie dla organizatorów dokończenie meczu, który wyłoni przeciwniczkę Radwańskiej lub Pironkowej w ćwierćfinale. Na owalnym korcie numer 1 zagrają przed południem również Rumunka Simona Halep (6.) i Australijka Samantha Stosur (21.) - tu Halep prowadzi 5:3 w pierwszym secie.

Poza tym w dziesiątym dniu Rolanda Garrosa zaplanowano dwa deblowe ćwierćfinały z udziałem Polaków. W drugim meczu na korcie numer 2. Łukasz Kubot i Austriak Alexander Peya (nr 9.) mają się spotkać z Pablem Cuevasem z Urugwaju i Hiszpanem Marcelem Granollersem.

Również na drugiej pozycji w planie gier, ale na korcie numer 6, znalazł się Marcin Matkowski z Leanderem Paesem z Indii (nr 16.) oraz ich rywale, amerykańscy bliźniacy Bob i Mike Bryanowie (5.), dwukrotni triumfatorzy z Paryża (2003 i 2013).

Oprócz tego w singlu kobiet i mężczyzn planowane jest dokończenie czwartej rundy, czyli wyłonienie pozostałych par 1/4 finału, co miało nastąpić w poniedziałek. Prognozy wskazują na wtorek dalsze opady, ale tym razem z przerwami, choć głównie w godzinach popołudniowych. Jest więc nadzieja na częściowe nadgonienie opóźnień.

Kiedyś reflektory były

Trudno jednak zrozumieć, czemu na żadnym z głównych stadionów tenisowych, położonych na obrzeżach Lasku Bulońskiego, nie ma zamontowanych sztucznych świateł. Umożliwiłyby one kończenie meczów również w ramach wieczornych sesji, czyli grę po zmroku zapadającym w maju w Paryżu przed godziną 22.

Co ciekawe na korcie centralnym im. Philippe’a Chatriera były dawno temu reflektory, ale zdjęto je przed rokiem 1968. Można je zobaczyć na starych fotografiach z połowy lat 60., ale są niestety wspomnieniem. Za to w planach jest budowa lekkiej konstrukcji rozsuwanego dachu nad największym stadionem przy al. Porte d’Auteil, który miałby działać w okolicach 2022 roku (choć nieśmiało mówi się o 2020 r.).

- Mam świadomość, że pozostałe trzy turnieje Wielkiego Szlema posiadają dachy nad kortem centralnym, ale my dopiero pracujemy nad tym. Trochę musieliśmy ostatnio zmienić koncepcję rozwoju naszego obiektu, więc jeszcze trochę poczekamy na dach nad kortem Philippe’a Chatriera. Ale na pewno on będzie za kilka lat - tłumaczył dziennikarzom Forget.

Jeszcze niedawno mówiło się o tym, że dach nad kortem centralnym powstanie do 2017 roku, ale śladu jakichkolwiek prac mnie widać. Za to w miejscu kortów numer 7, 9 i 11 jest wielka dziura, zasłonięta od strony głównych alejek namiotami z butikami turniejowymi. Pech, bo akurat mogłyby się przydać do rozładowania opóźnień spowodowanych przez deszczowy niż, jaki zadomowił się nad Francją podczas tegorocznej edycji.

Inna rzecz, że plany związane z dachem i rozbudową Tenisowego Centrum w Lasku Bulońskim zostały opóźnione w wyniku "koniecznej" przeprowadzki połączonej z priorytetową budową nowej siedziby Francuskiej Federacji Tenisowej. Otwarto ją kilka miesięcy temu w odległości około 800 metrów od kortów, u zbiegu Boulevard d’Auteil i Boulevard Murat. Znaczną część kompleksu biurowego zajmuje kort przykryty dachem.      

Trzeci najbogatszy związek na świecie

Warto przypomnieć, że Francuska Federacja Tenisowa jest trzecim najbogatszym na świecie związkiem narodowym w tej dyscyplinie sportu, po amerykańskim United States Tennis Association (organizator US Open) i brytyjskim Lawn Tennis Association (Wimbledon). Dysponuje rocznymi przychodami szacowanymi na kilkadziesiąt milionów euro, podczas gdy - dla porównania - roczny budżet Polskiego Związku Tenisowego zamyka się w kwocie od sześciu do ośmiu milionów złotych.  

Dyrektor Forget nie chciał powiedzieć ile wyniosą straty spowodowane odwołaniem wszystkich poniedziałkowych gier, bo kibice otrzymają zwrot za bilety. Jednak nie wszyscy, tylko ci, którzy faktycznie - mimo niekorzystnej pogody - weszli w poniedziałek na obiekt w Lasku Bulońskim. Podstawą będzie bowiem fakt zeskanowania kodu kreskowego w systemie bramek przy wejściu.

Kibicom pozostało więc w poniedziałek zwiedzanie Paryża, który - jak zapewniał Woody Allen w ostatniej scenie swojego filmu "O północy w Paryżu" - pięknieje w deszczu. Można mieć pewne zastrzeżenia czy faktycznie tak jest, bowiem znaczną część pieniędzy na realizację amerykański reżyser otrzymał od mera stolicy Francji.

Ale skoro dzisiaj nie można oglądać tenisa na Rolandzie Garrosie, pozostaje się osobiście przekonać, jak pięknieją paryskie ulice i majestatyczne zabytki w deszczu.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | roland garros

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje