Reklama

Reklama

Roland Garros. Czworo Polaków zagra w środę

Czworo polskich tenisistów rozpocznie w środę rywalizację w grze podwójnej w wielkoszlemowym Roland Garros. Zagrają: Łukasz Kubot, Marcin Matkowski, Magda Linette i Alicja Rosolska, wszyscy z zagranicznymi partnerami.

Największe nadzieje na dobry wynik w Paryżu można chyba wiązać z Kubotem, który od kilku miesięcy udanie występuje z Brazylijczykiem Marcelo Melo. Grają razem od stycznia i odnieśli już dwa wielkie zwycięstwa w turniejach ATP Masters 1000 w Miami i Madrycie, a w imprezie tej samej rangi w Indian Wells dotarli do finału. W wielkoszlemowym Australian Open osiągnęli za to trzecią rundę, czyli 1/8 finału.

Reklama

W Roland Garros zostali rozstawieni z numerem czwartym, ale na otwarcie czeka ich trudne zadanie, bowiem wylosowali solidnie grających tenisistów gospodarzy Juliena Benneteau i Jeremy'ego Chardy'ego, z którym Polak miał okazję tworzyć w przeszłości bardzo zgrany debel.

Pary te spotkają się w trzecim pojedynku na korcie numer 10., na który już o godzinie 11.00 wyjdzie Marcin Matkowski razem z Francuzem Edouardem Rogereem-Vasselinem (nr 12.). Ich rywalami będą Amerykanin Nicholas Monroe i Nowozelandczyk Artem Sitak.

Równolegle na korcie numer 5. będzie rywalizować polsko-chorwacki duet Magda Linette i Anja Konjuh, a po drugiej stronie siatki staną ukraińskie siostry Ludmiła i Nadia Kiczenok. W czwartek partnerki deblowe wystąpią przeciwko sobie w drugiej rundzie singla, w którym Konjuh jest rozstawiona z numerem 29. i będzie zdecydowaną faworytką pojedynku.

Środowe występy Polaków na kortach ziemnych położonych na obrzeżach Lasku Bulońskiego uzupełni Alicja Rosolska, która zgłosiła się z Japonką Nao Hibino. Los wybrał im bardzo trudne i doświadczone rywalki w postaci Serbki Jeleny Janković i Amerykanki CoCo Vandeweghe.  

Jeszcze we wtorek pierwszy mecz w tegorocznej edycji Roland Garros rozpocznie Agnieszka Radwańska (nr 9.), od pojedynku z francuską posiadaczką "dzikiej karty" Fioną Ferro. Na zwyciężczynie tego meczu czeka już Belgijka Alison van Uytvanck.

Większość środowych spotkań kończyła się zwycięstwami faworytów, ale zdarzyły się w nich dwie solidne wpadki świetnie spisujących się od początku sezonu zawodników.

Surową lekcję pokory odebrał w rozgrywanym przez dwa dni meczu (w poniedziałek przerwano w wyniku zapadającego zmroku około godz. 21.30) Alexander Zverev, rozstawiony z numerem dziewiątym. 20-letni reprezentant Niemiec, który w tym sezonie przebojem wdarł się do pierwszej dziesiątki rankingu ATP World Tour, przegrał z hiszpańskim wyjadaczem, starszym o 14 lat, Fernando Verdasco 4:6, 6:3, 4:6, 2:6.

- To nie jest żaden regres w mojej grze, po prostu są dni, w których gra się po prostu źle u tyle. Taki jest sport, a szczególnie tenis, co więcej mogę powiedzieć? Niedawno w Rzymie grałem fantastycznie, wygrałem tamten turniej, a tu po prostu grałem fatalnie i przegrałem w pierwszej rundzie. Teraz muszę się jak najlepiej przygotować do występów na trawie. Na pewno zagram w Halle, ale skoro tu mi nie poszło, to pewnie jeszcze gdzieś przed Wimbledonem - powiedział Zverev, który na początku maja osiągnął największy sukces w karierze, triumfując w imprezie ATP Masters 1000 w Rzymie.

- Wygrałem w tym roku już trzy turnieje, jestem czwarty w rankingu dającym prawo gry w ATP World Tour Finals, więc to chyba nie koniec świata? Po prostu przegrałem mecz, więc nie ma co robić z tego tragedii. Trochę szkoda, że wczoraj nie udało się dokończyć meczu, bo trochę lepiej wtedy mi się grało i nie byłem aż tak zmęczony, szczególnie psychicznie - dodał Niemiec.

Zverev jest pierwszoplanową twarzą nowej akcji ATP NextGen, promującej utalentowanych młodych graczy, mającej im ułatwić przebicie się do światowej czołówki. Promuje się ich przyznając "dzikie karty" do największych challengerów ATP w kalendarzu, jak Pekao Szczecin Open (11-17 września), ale także z myślą o nich stworzono "mały masters", który w listopadzie odbędzie się w Mediolanie, z udziałem ośmiu najlepszych graczy do 23 roku życia w całym sezonie.

Drugą sporą niespodzianką trzeciego dnia Roland Garros była porażka Brytyjki Joanny Konty (nr 7.) z reprezentantką Tajwanu Su-Wei Hsieh 6:1, 6:7 (2-7), 4:6, która najlepsze wyniki na korcie uzyskuje w deblu.

Patrząc na styl gry trudno nie powiedzieć, że jest to azjatycka wersja Agnieszki Radwańskiej, bo również urzeka techniką i swobodą. Dla odmiany Konta to przedstawicielka typowo siłowego tenisa, w którym trudno doszukać się choć odrobiny finezji.

- Zabawne, ale słyszałam już kilka razy, że gram podobnie do Agnieszki, to bardzo miłe, bo faktycznie jej tenis ogląda się z przyjemnością. Niestety tylko raz z nią miałam okazję zagrać i przegrałam, ale na betonie. Ciekawa jestem jak by się potoczył nasz mecz na korcie ziemnym - powiedziała Interii Hsieh.

W 2013 roku tenisistka z Tajwanu przegrała z krakowianką na twardym korcie w Miami 3:6, 2:6, ale ma remisowy bilans meczów, bowiem rok wcześniej w Kuala Lumpur otrzymała od niej walkowera. W tegorocznym Roland Garros mogą na siebie trafić dopiero w czwartej rundzie, czyli 1/8 finału.  

Z Paryża Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama