Reklama

Reklama

Radwański: Najważniejszym celem na kortach ziemnych jest Roland Garros

W przyszłym tygodniu Agnieszka Radwańska rozpocznie startem w turnieju WTA w Stuttgarcie (z pulą nagród 740 tys. dol.) część sezonu na kortach ziemnych. Jej ojciec i trener Robert Radwański podkreśla, że głównym celem jest wielkoszlemowy Roland Garros.

Na dobre zaczyna się sezon gry na kortach ziemnych. To chyba spore wyzwanie?

Reklama

Robert Radwański:- Na pewno, tym bardziej, że - jak chyba wszyscy od dawna wiedzą - mączka nie jest ulubioną nawierzchnią ani Agnieszki, ani Urszuli. Obie wolą grać na szybszych kortach, ale nie da się tego ominąć, więc nie ma co marudzić. Trzeba ostro trenować i grać.

No właśnie, jest jakiś szczególny sposób przygotowania do gry na "mączce"?

- Nie, przecież prochu na nowo nie będziemy wymyślać. Standardowo trenujemy dwa razy dziennie, no właściwie trzy, bo przecież dochodzą jeszcze ćwiczenia ogólnorozwojowe. Nie mamy tu żadnych tajemnic, ani żadnych ukrytych strategii. To po prostu długotrwały proces, który ma przygotować do zwiększonego wysiłku, bo co tu dużo mówić, na "ziemi" gra się jednak dłuższe mecze, bardziej wyczerpujące. Tu nie da się praktycznie kończyć wymian przy drugim, trzecim uderzeniu.

W przypadku Agnieszki jest to też duża liczba meczów, biorąc pod uwagę, że dochodzi regularnie do półfinałów i finałów...

- Teraz będzie to na pewno trudniejsze, bo na kortach ziemnych dochodzi wiele dodatkowych czynników, które nie mają takiego znaczenia na twardej nawierzchni. Jest większa wilgotność, którą piłki szybo nabierają, przez co stają się cięższe i wolniejsze. Trzeba je mocniej uderzać, dlatego na mączce do głosu dochodzą zawodniczki silniejsze fizycznie, zbudowane bardzo atletycznie, a Isia czy Ula do nich nie należą. Obie mają drobną budowę i tego się nie zmieni. Dlatego ich siła rażenia w najbliższych tygodniach będzie nieco mniejsza.

I obie na "ziemi" zazwyczaj narzekają na bolesne dolegliwości pleców...

- Nie da się ukryć. Urszula ma za sobą operację pękniętego kręgu, więc w jej przypadku trzeba zachować szczególną ostrożność i dbać o kręgosłup. Natomiast u Agnieszki to są typowe sprawy przeciążeniowe, związane ze ślizganiem się, częstszymi skrętami tułowia i innym sposobem poruszania się po korcie.

Ale od jesieni Agnieszka ma też problemy z przemieszczaniem się kości w obrębie stawu barkowego. Czy ten uraz wciąż jej dokucza?

- To też jest dość typowa sprawa przeciążeniowa i następstwo filigranowej budowy. Do tego dochodzi braku czasu na całkowite zaleczenie, bo gra dużo meczów w turniejach. Dlatego trzeba będzie o bark dbać, wykonywać dużo ćwiczeń i choćby ograniczyć występy w deblu. Naprawdę nie ma co się "zabijać" w najbliższych tygodniach, bo prawdziwym celem części sezonu na "ziemi" jest przecież Roland Garros.

Ale z drugiej strony jest realna szansa na wskoczenie do czołowej trójki w rankingu WTA Tour w najbliższych miesiącach. Czy to nie kusi?

- Fakt, nie mamy za dużo punktów do obrony, więc dobra gra Agnieszki i ciut słabsza innych dziewczyn z czołówki mogą przynieść kolejny awans. Jednak lepiej jak najwięcej sił zachować na Paryż. Tam jest najwięcej punktów do ugrania. Poza tym w perspektywie i to niezbyt odległej jest też olimpiada.

Na niespełna 100 dni przed igrzyskami Agnieszka, jako czwarta na świecie, może się spokojnie przygotowywać do walki o olimpijski medal. W dodatku turniej ten będzie rozgrywany na ulubionej trawie w Londynie...

- Za to Urszulę czeka jeszcze walka o poprawienie rankingu, który dałby jej też kwalifikację olimpijską, jeśli nie w singlu, to przynajmniej w deblu. Moim marzeniem i celem jest występ deblowy sióstr Radwańskich w Londynie. Wierzę, że Isia i Ula mogą tam razem coś zdziałać, tym bardziej, że podczas gry w Tourze ciężko jest stworzyć mocne narodowe deble.

Ale to w mikście jest w sumie najkrótsza droga do medalu. Po wygraniu dwóch meczów jest się już w czołowej czwórce i walczy o miejsca na podium...

- Teoretycznie tak, bo jest najkrótsza drabinka, ale za to ciężko stworzyć mocną parę bez wcześniejszego zgrania się. Dlatego większą szansę medalową upatruję w deblu niż w mikście, tym bardziej, że moje córki zawsze dobrze się dogadywały na korcie grając razem w parze. No chyba, że Uli się nie uda wystarczająco poprawić rankingu i nie będzie mogła pojechać na igrzyska. Wtedy start w mikście byłby dla Isi jakimś rozwiązaniem. Na pewno głównym jej celem będzie medal w singlu.

Rozmawiał Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama