Reklama

Reklama

Radwański: Mam dwie córki nieźle grające w tenisa

Agnieszka Radwańska w tym tygodniu po raz drugi zagra w kończącym sezon turnieju masters - WTA Championships w Stambule. Ojciec i trener Robert Piotr Radwański przypomina, że ma również młodszą córkę Urszulę, która właśnie przebija się do światowej czołówki.

Agnieszka Radwańska - Petra Kvitova na żywo w INTERIA.PL! Spotkanie rozpocznie się o godz. 16.00

Polska Agencja Prasowa: Chyba śmiało można powiedzieć: to najlepszy sezon Agnieszki Radwańskiej?

Robert Radwański: - Ja bym powiedział, że najlepszy sezon polskiego tenisa, bo jak mantrę będę zawsze powtarzał, że mam dwie córki, bo przecież jest jeszcze Urszula. Obie grają w tenisa i to całkiem nieźle.

Reklama

Urszula po operacji kręgosłupa (pęknięcie kręgu w odcinku lędźwiowym) wróciła na korty i teraz jest już 31. na świecie...

- A już była numerem 29. w tym miesiącu. Wydaje mi się, że jest to come back roku i ciekaw jestem, co z tym fantem zrobi WTA Tour, które zawsze w marcu wręcza nagrody zawodniczkom w kilku kategoriach, m.in. właśnie "powrót roku" lub za największe postępy w sezonie. Pamiętajmy, że Ula pół roku nie grała w tenisa, a gdy trafiła na stół operacyjny w Los Angeles, to zastanawialiśmy się bardziej nad tym, czy będzie mogła normalnie funkcjonować, a nie czy będzie znów grać z najlepszymi. A teraz puka już do ścisłej światowej czołówki. Myślę, że to powinno zostać zauważone przez władze WTA.

Czyli nadchodzi czas, w którym Urszula ma szansę na dobre wyjść z cienia Agnieszki?

- Głęboko w to wierzę, jako dumny ojciec dwóch najwyżej notowanych polskich tenisistek w rankingu WTA. Śmiem nawet twierdzić, że jest spora szansa, aby przyszły rok obie zakończyły w pierwszej dziesiątce. Oczywiście, jeśli znów uda im się uniknąć kontuzji i większych kłopotów zdrowotnych, tak jak w tym sezonie. Wszyscy pamiętamy operacje stopy i dłoni u Agnieszki, które przeprowadził niezastąpiony doktor Bonczar. W tym sezonie udało się uniknąć większych urazów.

W sumie obie uniknęły problemów zdrowotnych, chociaż grały więcej niż w poprzednich sezonach...

- Chwilami nawet ewidentnie zbyt dużo grały. Ale taki jest współczesny tenis, w którym istnieją przecież pewne zobowiązania wobec firm menedżerskich, które mają licencje na organizację turniejów WTA. Ale okazuje się, że w tym szaleństwie jest metoda i mimo najcięższego sezonu nie miały żadnych poważnych kontuzji. No może odpukajmy w niemalowane, bo Agę czeka w Stambule jeszcze ostatni turniej w tym roku.

Właśnie, wracając do Agnieszki. Wygrała trzy turnieje w sezonie, ale chyba najjaśniejszym punktem jest jednak pierwszy wielkoszlemowy finał w Wimbledonie?

- No takie rzeczy zdarzają się w polskim tenisie raz na sto lat, no może na 75, biorąc pod uwagę wimbledoński finał Jadwigi Jedrzejowskiej. W Londynie Aga miała szanse zostać liderką rankingu WTA, ale się nie udało, trudno. Za to w finale zagrała bardzo dobry mecz i była bliska pokonania Sereny Williams, mimo solidnego przeziębienia. Dlatego to był historyczny rok polskiego tenisa, a to co robią w tej chwili Aga i Ula jest historyczne, tak to można określić. Ja czytałem w swoim czasie parę rzeczy Marksa i u niego też wszystko było historyczne, więc mówiąc to cytuję jakby "klasykę".

Ale chyba jest jakiś niedosyt? Coś mogło wyjść lepiej?

- Jeśli chodzi o Ulę, to brakło jej tylko jakiegoś spektakularnego wyniku w Wielkim Szlemie, albo wygranej w jakimś turnieju. Ale myślę, że na to przyjdzie czas i to już niedługo. Natomiast Agnieszka na pewno słabiej niż przed rokiem zagrała październikowe turnieje w dalekiej Azji, gdzie wtedy dwukrotnie zwyciężyła. Tym razem w Tokio był co prawda finał, ale Pekin już nie wyszedł. No i jeszcze ta nieszczęsna olimpiada.

Faktycznie, niektórzy lepiej od wimbledońskiego finału pamiętają porażę w pierwszej rundzie igrzysk z Niemką Julią Goerges. A trzy tygodnie później, na tej samej trawie...

- Jeśli ktoś patrzy na polski tenis tylko przez pryzmat igrzysk w Londynie, to robi duży błąd. Agnieszka trafiła na świetny dzień rywalki, która przecież samym serwisem wygrała prawie półtora seta. Skumulowało się to z kobiecą niedyspozycją córki, no i przegrała ten mecz. Niestety, wokół tego zrobiła się zupełnie niepotrzebna wielka burza medialna. Przez te nieuzasadnione ataki i sugerowanie braku patriotyzmu poczułem się trochę, jakbym żył w obcym kraju.

- Pamiętajmy, że tenis trzeba zawsze oceniać przez pryzmat sumy zdobytych punktów do rankingu i konkretnych wyników uzyskiwanych w ciągu całego sezonu, a nie pojedynczy start, bo takie wpadki w sporcie się zdarzają. Agnieszka była przecież przez jakiś czas druga na świecie, a podczas trzech czy czterech turniejów miała szanse zostać liderką rankingu. Nie udało się, choć było blisko, ale wierzę, że to się uda w przyszłym roku.

W Stambule rozmawiał Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje