Półfinał w Berlinie, a potem 1/8 finału na Wimbledonie oraz w Toronto - tak wyglądały ostatnie występy w wykonaniu Aryny Sabalenki, która na kolejny tytuł czeka od marca tego roku, gdy triumfowała w Miami po finale z Coco Gauff. Okazją do tego, by przełamać złą passę, jest dla niej trwająca właśnie impreza WTA 1000 w Cincinnati.
Rywalizację w stanie Ohio liderka światowego rankingu rozpoczęła od drugiej rundy, w której zmierzyła się z Talią Gibson, która dopiero co odprawiła z kwitkiem w Toronto Maję Chwalińską. Australijska tenisistka postawiła się także Białorusince, lecz ostatecznie i tak przegrała w dwóch setach 2:6, 6:7(2).
- Jestem po prostu strasznie zmęczona. Było strasznie gorąco. Mam nadzieję, że się nawadniacie. To naprawdę szalona pogoda - narzekała po wygranym spotkaniu 28-latka.
WTA Cincinnati. Aryna Sabalenka wykonała zadanie. I to błyskawicznie
Po zejściu z kortu Aryna Sabalenka pojawiła się jeszcze w studiu "Tennis Channel". Jego prowadzący regularnie przygotowują w Cincinnati wyzwania dla swoich gości, którzy muszą wpleść do rozmowy wylosowane przez siebie humorystyczne frazy.
Nie inaczej było w przypadku pierwszej rakiety świata, która miała na wizji wydać z siebie krótki dźwięk: "boink boink". I ze swoim zadaniem uporała się błyskawicznie.
- Dobrze cię widzieć. Jak zwykle wyglądasz świetnie. Jak się czujesz? - została zapytana na wstępie Aryna Sabalenka.
- Czuję się świetnie, boink boink - odparła, po czym wybuchła pełnym radości śmiechem. A całość trwała zaledwie 5 sekund.
- Tak się wygrywa - usłyszała w odpowiedzi liderka światowego rankingu, która swoim wystąpieniem ewidentnie sprawiła radość nie tylko samej sobie, ale i prowadzącym rozmowę gospodarzom.












