Puchar Davisa - Sidor: Debla najbardziej dopingować powinien Janowicz

Były reprezentacyjny tenisista Lech Sidor uważa, że za polskich deblistów, którzy zagrają w sobotę w Pucharze Davisa, kciuki najbardziej powinien trzymać Jerzy Janowicz. - Mógłby wtedy zmazać piątkową plamę - przyznał Sidor.

Po pierwszym dniu rywalizacji na warszawskim Torwarze Polacy przegrywają z Chorwatami w meczu drugiej rundy Grupy I Strefy Euro-afrykańskiej 0-2. Stawką jest awans do barażu o Grupę Światową.

Reklama

- Pewnie była taka sytuacja, że polska drużyna w Pucharze Davisa, mimo dwóch porażek na początku zmagań, wygrała cały mecz 3-2. Trzeba byłoby jednak sięgnąć pamięcią bardzo daleko wstecz, bo ja sobie tego nie przypominam - powiedział Sidor.

Były reprezentant Polski w tych rozgrywkach przyznał, że drużynie prowadzonej przed kapitana Radosława Szymanika będzie bardzo ciężko odwrócić losy pojedynku.

- Tak mi mówi rozum, choć oczywiście serce bardzo by chciało, żeby się udało. Ale jeśli wygraliby w takim stylu, to chyba nie byłoby dobrze dla rozwoju tenisa w naszym kraju. To, co na razie pokazali nasi zawodnicy, to antyreklama tej dyscypliny - ocenił.

Jego zdaniem, Mariuszowi Fyrstenbergowi i Marcinowi Matkowskiemu nie będzie łatwo grać w sobotę z duetem rywali, mając na uwadze obecny stan rywalizacji.

- Oni mają za sobą już wiele spotkań, mają jakby swój świat i traktują to jako odrębny mecz. Z drugiej strony jednak nie da się całkiem wyrzucić z głowy tego, że jest 0-2. Marin Draganja i Mate Pavic będą mogli zagrać na wariata i lepiej niż tak naprawdę na co dzień potrafią. Nie będą musieli się bać, bo wierzą, że w razie czego w niedzielę Maric Cilić poradzi sobie z Janowiczem - przekonywał.

Sidor najwięcej zastrzeżeń ma właśnie do postawy łodzianina, który w piątek późnym wieczorem w pięciu setach przegrał z niespełna 18-letnim Borną Coriciem.

- Powinien teraz trzymać mocno kciuki za deblistów, bo wtedy będzie mógł zmazać tę plamę. Jak dziś czytam, że na konferencji pomeczowej tenisista uważający się za zawodowca stwierdził, że na przeszkodzie stanęły mu siły nadprzyrodzone, to dla mnie to dziecinada - zaznaczył.

Trener i komentator telewizyjny przyznał, że zdarzają się takie mecze, gdy "jest pod górkę".

- Nie sztuką jest wygrać, gdy wszystko idzie tak, jak trzeba. Można taki mecz nawet przegrać, ale chodzi o to, by zostawić wówczas na korcie serce i walczyć do upadłego. Janowicz wygrał pierwszego seta i uwierzył, że ma już zwycięstwo w kieszeni - podkreślił.

Według niego u łodzianina zawiódł brak kombinacyjnej gry i urozmaicenia serwisu.

- Trzymał się zawzięcie skrótów lub walił "na pałę". To trochę za mało jak na zawodnika klasy światowej. A naprzeciwko niego stanął chłopak, który dużo biegał i ciułał kilometry w nogach. Podanie Polaka jest bardzo mocne, ale zawsze serwuje w środek. Corić odbierał bomby lecące nawet 221 km/godz, a kiedy piłka wróciła na stronę Janowicza, to ten nie był wtedy w stanie nic z nią zrobić - zauważył Sidor.

Do zapewnienia sobie występu w barażu o Grupę Światową Chorwatom brakuje już tylko jednego zwycięstwa. Polacy jeszcze nigdy nie awansowali do elity. Ich przeciwnicy w zmaganiach najlepszych ekip Pucharu Davisa zadebiutowali w 1995 roku, a potem występowali w nich w latach 2002-2007 i 2009-2013. Natomiast dziewięć lat temu zdobyli to trofeum.

Dowiedz się więcej na temat: Lech Sidor | Jerzy Janowicz | puchar davisa | tenis

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje