Reklama

Reklama

Puchar Davisa - Janowicz przypieczętował zwycięstwo Polski

Jerzy Janowicz wygrał z Gregą Żemlją 7:6 (7-4), 6:3, 6:3 i zdobywając trzeci punkt dla Polski przypieczętował zwycięstwo "Biało-czerwonych" nad tenisistami Słowenii w odbywającym się we Wrocławiu meczu Grupy I Strefy Euroafrykańskiej Pucharu Davisa.

Początek pierwszego seta dość niespodziewanie należał do Słoweńca, który już w drugim gemie bliski był przełamania serwisu Polaka, jednak mimo prowadzenia 40:0, nie zdołał zwyciężyć.

Janowicz miał początkowo spore problemy z mocnymi uderzeniami rywala i własną zagrywką, ale w miarę upływu czasu uspokoił grę, a spotkanie się wyrównało. Losy seta rozstrzygnęły się dopiero w  tie-breaku, w którym łodzianinowi udało się najpierw zdobyć punkt przy zagrywce Żemlji, a następnie zakończyć starcie efektownym asem serwisowym.

Reklama

Druga partia przebiegała niemal w całości pod dyktando Polaka, który już w drugim gemie w walce na przewagi przełamał serwis rywala. Od tego momentu obaj zawodnicy wygrywali przy swoim podaniu, a w całym secie Janowicz zwyciężył 6:3.

Emocji nie brakowało natomiast w trzeciej części meczu. Początkowo zawodnicy wygrywali swoje zagrywki, a widzowie mogli oglądać kilka dłuższych wymian, które w większości kończyły się zwycięstwem Polaka. Dopiero w siódmym gemie Janowiczowi, dzięki znakomitym returnom, w walce na przewagi udało się przełamać serwis rywala, a w decydującym pojedynku ponownie wygrał przy podaniu Słoweńca, zapewniając tym samym Polsce zwycięstwo w całym meczu.

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom w drugim niedzielnym spotkaniu nie zagra Łukasz Kubot, którego z powodu kontuzji zastąpi najprawdopodobniej Mariusz Fyrstenberg. Nie wiadomo obecnie, który ze Słoweńców pojawi się na korcie. Wynik tej potyczki nie wpłynie już na kwestię awansu do kolejnej rundy rozgrywek, ponieważ Polska prowadzi 3:1.

W następnym meczu "Biało-czerwoni" zmierzą się dniach 5-7 kwietnia z drużyną Republiki Południowej Afryki. Kolejnym etapem będzie ewentualnie wrześniowy baraż o miejsce w Grupie Światowej, w której walka toczy się już o Puchar Davisa.

Po meczu powiedzieli:

Grega Żemlja (Słowenia): - To był całkiem niezły mecz. W pierwszym secie miałem kilka okazji na objęcie prowadzenia. Bardzo żałuję, że nie udało mi się go wygrać, bo później grałoby mi się już łatwiej. Niestety po pierwszej partii Janowicz podniósł swój poziom gry, a ja swój obniżyłem. Duże znaczenie w dzisiejszym spotkaniu miał na pewno wczorajszy, czterogodzinny mecz deblowy i choroba, z powodu której nie wróciłem jeszcze do pełni sił.

Jerzy Janowicz (Polska): - To było bardzo trudne spotkanie, przed którym wiedziałem już, że z powodu kontuzji Łukasza Kubota, to nasza jedyna szansa na zakończenie tego meczu. Pojawiła się presja i początek rzeczywiście był ciężki. Żemlja grał solidnie, nie robił błędów, a ja sam musiałem wypracowywać sobie punkty. Całe szczęście, że udało się wygrać tie-breaka, bo to zawsze dodaje skrzydeł i później rzeczywiście czułem się lepiej.

Tenisowo nie jestem jeszcze w swoim szczycie formy, ciągle odczuwam jeszcze problemy z przygotowaniem i dwutygodniową chorobą w grudniu. Na szczęście głowa była przygotowana, a to jest w tenisie najważniejsze.

Atmosfera na trybunach była fenomenalna. Dzisiaj była chyba najwyższa frekwencja w historii zawodów Pucharu Davisa rozgrywanych w Polsce. Dawno tylu Polaków nie stało za mną na korcie i grało się przy takiej publiczności znakomicie. Mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie będę mógł grać w takich warunkach.

Radosław Szymanik (kapitan reprezentacji Polski): - Łukasz Kubot skręcił nogę w kuriozalny sposób, wracał z treningu i źle stanął. Nie zagra w turnieju w Zagrzebiu, a w piątek czekają go kolejne badania i wtedy się okaże, czy będzie mógł wystąpić na zawodach w Rotterdamie. Zdawaliśmy sobie sprawę jak bardzo niekomfortowa jest ta sytuacja. Jurek pokazał jednak, że umie sobie radzić z ciążącą na nim odpowiedzialnością i choć w pierwszym secie nie było łatwo, to jednak w ważnych momentach dawał sobie radę. Zwycięstwo w tie-breaku dało mu dużo pewności siebie, a przeciwnik wiedział, że w kolejnych setach będzie mu coraz trudniej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje