Przełomowy sukces w środku nocy. Gigantyczny awans, "życiówka" w rankingu
Katie Boulter sprawiła niemałą sensację podczas turnieju WTA 500 w San Diego. Brytyjka nie dość, że pokonała na swojej drodze wszystkie rywalki, w tym rozstawioną z numerem drugim Beatriz Haddad Maię, to w dodatku dotarła aż do ścisłego finału, w którym okazała się lepsza od Marty Kostiuk. Dzięki tej wygranej 27-latka po raz pierwszy w karierze awansowała do czołowej trzydziestki rankingu WTA.

Rywalizacja tenisistek w ramach sezonu 2024 powoli nabiera tempa. Choć małymi krokami zbliżamy się do drugiej w tym roku imprezie wielkoszlemowej, a więc rozgrywanego na kortach ceglanych turnieju Rolanda Garrosa, panie wciąż rywalizują na kortach twardych. Za nami turniej WTA 500 w San Diego, w którym nie zabrakło polskich akcentów - przed tamtejszą publicznością miała okazję zaprezentować się sensacja tegorocznego Australian Open, Magdalena Fręch. 26-latka jednak wyeliminowana została już w pierwszej rundzie, kiedy to przegrała z reprezentantką Australii, Taylah Preston 4:6, 6:4, 1:6.
Katie Boulter sprawiła sensację w San Diego. Wielki triumf i ogromny awans w rankingu WTA
Kibice podczas tej imprezy nie mogli narzekać na brak emocji - choć większość spodziewała się, że rozstawiona z numerem pierwszym Jessica Pegula sięgnie po końcowy triumf, Amerykanka w półfinale pokonana została przez Martę Kostiuk. Ukrainka w ścisłym finale zmierzyła z niżej notowaną w rankingu WTA Katie Boulter. Mało kto spodziewał się jednak tego, że Brytyjce uda się pokonać rozstawioną z szóstym numerem rywalkę. 27-letnia tenisistka z Leicester udowodniła jednak, że potrafi grać na naprawdę wysokim poziomie i już w pierwszym secie sprawiała niemałe problemy Ukraince.
W drugiej partii losy meczu zupełnie się odwróciły. Brytyjka zaczęła dominować na korcie, a Marta Kostiuk nie była w stanie odpowiadać na jej ataki. Drugi set ostatecznie padł łupem Katie Boulter. Wygranie tego seta dodało skrzydeł 27-letniej tenisistce, która w ostatnim "akcie" powtórzyła wyczyn w drugiej partii i pokonała Ukrainkę 5:7, 6:2, 6:2.
Po niespodziewanym triumfie brytyjska gwiazda nie ukrywała swojej radości. Z szerokim uśmiechem na ustach odebrała w pełni zasłużoną nagrodę dla zwyciężczyni tej imprezy. "Nie sądziłam, że będę stała tutaj z tym trofeum" - przyznała już po meczu.
Wygrana w San Diego pozwoliła Katie Boulter awansować na 27. miejsce w rankingu WTA. To najlepszy wynik brytyjskiej sportsmenki w karierze. Do tej pory w światowym rankingu kobiecego tenisa znajdowała się najwyżej na 48. pozycji. Wynik ten osiągnęła stosunkowo niedawno, bo 5 lutego bieżącego roku. Awans do czołowej trzydziestki z pewnością dał więc tenisistce wiele powodów do radości.
Wielki sukces Katie Boulter w San Diego. Wszystkiemu przyglądał się Alex de Minaur
W tak ważnym dla Boulter dniu kobieta mogła liczyć na wyjątkowe wsparcie. Podczas finałowego meczu w San Diego na trybunach Barnes Stadium zasiadł bowiem jej ukochany, Alex de Minaur. Australijczyk udowodnił, że dla swojej partnerki jest gotów zrobić wszystko - zaledwie kilkanaście godzin przed finałem w San Diego 25-latek był jeszcze w Meksyku, gdzie wziął udział w finale turnieju ATP w Acapulco. Po wygranej 6:4, 6:4 z Casperem Ruudem wsiadł on do samolotu i poleciał do Kalifornii, aby dopingować swoją wybrankę.
Katie Boulter i Alex de Minaur są parą od ponad trzech lat. Są oni idealnym przykładem na to, że prawdziwa miłość jest w stanie przetrwać wszystko, nawet długie rozłąki. Australijczyk w ostatnich latach wielokrotnie wychwalał swoją partnerkę w rozmowach z mediami i powtarzał, jak ważną rolę Brytyjka odgrywa w jego życiu, zarówno prywatnym, jak i zawodowym.











